Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

"Pamiętnik Elizabeth Lestrange"
Pamiętnikiem opiekuje się Arya

[ Powrót ]

Sobota, 11 Września, 2010, 19:28

Powrót Łapy

Przed rozdziałem chciałam tylko napisać, że gdy pojawią się trzy gwiazdki (* * *) to znaczy, że następna część jest kontynuowana później, może o jakąś godzinę dwie, ale przez tych samych ludzi. Pisanie rozdziału zajęło mi prawie dwa, trzy tygodnie. Elizabeth, gdy chce potrafi być bardzo kapryśna ;).

Jedenaście lat później

-Panno Elizabeth?
Podniosła się odruchowo z wielkiego drewnianego krzesła szeleszcząc połami taftowej sięgającej za pośladki tuniki. Wzniosła ciemne spojrzenie swych oczu na mahoniowe drzwi naprzeciwko skupiając się stopniowo na ich lekkich drganiach, poruszeniu gałki aż wreszcie mogła zgromić wzrokiem niewielkiego człowieka w jaskrawożółtym meloniku, który wychylił się zza ich framugi.
-Pani wciąż… tu? – zaspał zacisnąwszy swe palce na karku. Był zaskoczony obecnością swej starszej protokolantki w gabinecie służbowym po godzinach pracy. Jej osoba była dla niego tak trapiąca i kłopotliwa, że zamiast jakoś rzewniej wywlec z niej powód nadgodzin wolał wymknąć się cichaczem. Tylko to spojrzenie czarnych stalowych oczu zatrzymało go w progu wiążąc w kłopotliwym nacisku – poczuciu obowiązków ministra i zmieszania.
-Właśnie wybierałam się do niewymownych. Pamięta pan o jutrzejszym wydarzeniu?- ostatnie słowa powiedziała z naciskiem swym aksamitnym, chłodnym i idealnie opanowanym głosem, także minister, który na króciutką chwilę wreszcie zapomniał o wydarzeniach jutrzejszego dnia poczuł jak przenika go dreszcz strachu.
-Tak, tak… oczywiście. – sapnął podnosząc na chwilkę melonik, aby otrzeć spływające z czoła krople zimnego potu. Był ministrem od całkiem niedawna i wiele spraw wciąż było dla niego zupełnie nowych, spraw, w których musiał wykazać się tym wszystkim czego żądali od niego. Tym razem chłodny profesjonalizm wyższej w randze asystentki sprawiał, że dostawał dreszczy. Wydawała mu się zimna, pozbawiona emocji, które targały nim w każdej chwili nowej, odpowiedzialnej pracy. Pośpiesznie skinął jej więc głową i wyszedł szybkim krokiem zamykając za sobą szczelnie drzwi i przeklinając chwilę, w której zauważył światełko w pokoju pracownicy. Znalazłszy się wreszcie za murami ministerstwa magii powrócił myślą do rozgrzewającej szklaneczki ognistej whisky po czym teleportował się z trzaskiem.
Tymczasem Elizabeth MacStevens zebrała plik potrzebnych jej, aby przygotować się do jutrzejszego wydarzenia dokumentów po czym wraz ze stukotem swych obcasów znikła w marmurowej uliczce, prowadzącej prosto do wind. W całej górnej partii ministerstwa panowała cisza, raz tylko, gdy postawiła stopę na feralnym obluzowanym kafelku dobiegł ją huk i syk jakiegoś zwierzęcia – sygnał wciąż trwających problemów w dziale eksperymentalnych stworzeń. Wreszcie chłodny granit, z którego zbudowana była cała winda rozsunął się na boki, a ona spokojnie weszła do środka zaciskając tylko jasną, trupiobladą dłoń na rączce torebki i jednocześnie drugą dłonią naciskając ostatni przycisk, aż winda z przeciągłym sykiem nie ruszyła ku departamentowi tajemnic.
Zmęczoną dłonią wysunęła z włosów ozdobną podtrzymującą je klamrę, a one rozsypały się po ramionach – krucze, jedwabiste zwijające się w to grubsze to w cieńsze wstęgi. W przeszklonej kabinie windy odbijała się cała jej sylwetka. Szczupła, podłużna i trójkątna twarz – nienagannie mlecznobiała, z ostrymi arystokratycznymi rysami w tym dobrze widocznymi kośćmi policzkowymi. Nie przenikniona, pozbawiona uśmiechu czy choćby jednego grymasu twarz tylko w kilku cieniutkich zmarszczkach zwracała uwagę na podchodzący pod trzydziestkę wiek jej posiadaczki. Kamienna sylwetka otulona była cała w czerń – ciemną taftową tunikę przewiązaną na wysokości pasa ciemnym paskiem, a z dołu przeźroczystej koszulki wystawały nałożone na długie niebywale szczupłe nogi czarne rajstopy.
Winda zatrzymała się z cichym sykiem na ostatnim piętrze ministerstwa, w samych podziemiach, a kobieta wysiadła z niej szybko wsuwając grubą spinkę do torebki i ostrożnie podążyła po mieniącej się szmaragdowo-turkusowymi żyłkami podłodze. Wkrótce spokojne morskie tony kafelek przemieniły się w czarno białą rozległą szachownicę. Powoli uniosła wzrok. Znalazła się w sali pełnej dziesiątek identycznych względem siebie drzwi. Ona jednak nie zawahała się ani przez chwilę od razu wybierając te właściwe, jakby dla niej były one inne od wszystkich.
-Barcley! – zawołała od progu prosto w ciemność. Czerń i pustka, które ją otaczały sprawiły, że zaczęła drżeć na całym ciele jak rozkołysany płomyk świecy, który pojawił się w powietrzu kilkanaście metrów przed nią, powoli lecąc w jej kierunku i oświetlając ścianki ogromnej biblioteki.
Wreszcie świeca znieruchomiała, a kobieta uniosła wzrok mrużąc ciemne oczy. Oblicze niezbyt wysokiego, niezbyt przystojnego i raczej nijakiego mężczyzny stojącego naprzeciwko niej doprowadziło ją do przyśpieszonego bicia pełnego strachu serca.
Świeca oświetliła brązowe strąki jego włosów zwisające smętnie z czoła, wpadające do przybrudzonych karmelowym kolorem tęczówek.
-Wciąż tu przychodzisz Beth… - wyszeptał, a czarnowłosa zadrżała jeszcze bardziej wyciągając przed siebie ręce i chwytając mocno za rękaw jego przybrudzonej i ciemnej szaty.
-Proszę… Ja już nie potrafię tak dłużej…
Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w jej drżącą twarz z niezmąconą ciekawością, po czym wreszcie powolutku odwrócił się w stronę ciągnących się w nieskończoność regałów, a jego pospolita sylwetka teraz zaczęła emanować mocą i blaskiem.
-Niech otworzą się brany do światła wieczność! A świat pozna prawdziwe imię… Elizabeth Lestrange!
W miarę jego słów, jego sylwetka rosła, kontury rozmywały się, a on stawał się coraz większym i mniej widocznym punktem dla oczu kobiety, gdyż wszystko wokół nikło.

Rok urodzenia się Harry’ego Potter’a

-Myślisz, że Łapa byłby zdolny do tego, aby znaleźć sobie kogoś i już nie wrócić?
-James! Jak możesz myśleć nawet w taki sposób. – mężczyzna wydał z siebie zduszony jęk kiedy dostał kuksańca od swej świeżo upieczonej i ognisto rudej małżonki.
-Hej, to był żart! Nie znasz się na żartach? – zaśmiał się nerwowo obejmując ja ramieniem i delikatnie przesuwając czubkiem nosa po krawędzi jej szyi. Wiedział doskonale jak to lubiła. Teraz też parsknęła, usiłując zatrzymać śmiech gdzieś w głębi sobie i zacisnęła wargi.
-Ale to było trochę nietaktowne. – szarpnęła lekko kciukiem wskazując na sylwetkę idącej przed nimi wysokiej kobiety ubranej w ciemne spodnie, dżinsową kurtkę z burzą czarnych włosów rozsypanych na plecach.
-Wszystko słyszałam! James, czasem żałuję, że gdy miałam sposobność to cię nie ukatrupiłam.- kobieta odwróciła się i zmierzyła parę, rozbawionym spojrzeniem, chichocząc. Potter na chwilę znieruchomiał tylko lekko unosząc kącik ust do góry na jej żart, a Lily Potter zaśmiała się szczerze i podeszła do kobiety obejmując ją za ramię.
-Uważaj co mówisz o moim małżonku. – kąciki jej ust zadrgały w uśmiechu, kiedy zobaczyła jak James szczerzy się jak szalony za ich plecami.
-A ty uważaj co mówisz o… - nagle urwał jej się głos i odwróciła twarz zaciskając z całych sił usta. Była ona absolutną przeciwnością znajdującej się obok niej kobiety – jej cera była marmurowa, idealna i jasna, nie przecinał jej najmniejszy pieg. Ciemne przypominające onyks tęczówki patrzyły z humorem i lekką obawą, przemienioną w coś pozerskiego co miało ukryć jej strach, były też pełne tęsknoty. Za każdym razem gdy przymykała śnieżnobiałe powieki osłaniając oczy i posyłała na policzki cienie długich rzęs ukrywała wzruszenie i tajemną złość.
Czasem wciąż ciężko było jej uwierzyć w rzeczywistość. Odruchowo poprawiła ciemne spadające kaskadami na plecy włosy, nerwowym gestem, choć coś takiego nie było w jej zwyczaju.
-Na pewno będzie. Bethie, on zawsze będzie cię kochał. Nie znam bardziej niezwykłej niż wy pary.- rudowłosa wyczuła w jakim nastroju jest jej przyjaciółka. Jak zwykle empatyczna, teraz wprost przypominała Elizabeth jakiś przekaźnik emocji, ze swą kremową obsypaną piegami twarzą i życzliwymi zielonymi oczami. Nawet rude włosy przebłyskujące blond pasemkami miały w sobie coś miłego i przyjacielskiego, zupełnie w przeciwieństwie do chłodnego odpychania jakie wywierał na ludziach wygląd Beth.
-A ja znam. Wy to, co? – zaśmiała się cichutko, aby James nie usłyszał, ocierając ukradkiem pojawiające się w kącikach oczu łzy.
-Dobra, koniec tych czułości drogie panie. Beth, gdyby nie fakt, po co tu przyszliśmy pomyślałbym, że usiłujesz mi skraść Lily.
Obie zaśmiały się patrząc na siebie z rozbawieniem, gdy je obie objęły silne ramiona Rogacza. Przystanęli. W tej samej chwili usłyszeli stukot kół zbliżającego się pociągu i Elizabeth ponownie poczuła jak jej serce ściska panika. Ludzie ruszyli w kierunku wjeżdżającego na peron ekspresu, jednak ona pozostała na miejscu czując się jak skamieniała figura – strach przygwoździł ją do podłoża odznaczając się też w strasznych ogarniających ją dreszczach i przyśpieszonym biciu serca. Dookoła ludzie ściskali się – witali po długiej rozłące, lub kłócili o fakt, że ktoś nie odebrał dzieci z przedszkola lub też zapomniał czegoś kupić. Na niektórych nie czekał nikt i samotnie, ze spuszczonymi głowy lub uśmiechem rozjaśniającym wzniesioną do góry twarz targali walizki bądź torby idąc w kierunku mającym ich zaprowadzić do domu.
Dom… Jakież to względne pojęcie. Dla niej w ostatnich dniach stał się kamienną, luksusową i pełną bolesnych wspomnień i pamiątek klatką. Bo zabrakło jednej osoby.
Jej serce zatrzymało się w momencie, gdy w otwartych drzwiach pociągu, ponad tłoczącymi się u wejścia do niego ludzi pojawił się mężczyzna, którego długie ciemne kosmyki rozwiał natarczywy wiatr. Nie potrafiła się nawet na niego patrzeć. Spuściła wzrok natrafiając na widok całującej się obok pary, poczuła, że nie może już dłużej znieść – łzy potoczyły się z jej oczu żłobiąc ścieżki w policzkach. I znów zwróciła swą głowę w jego kierunku. Nie było go już na schodkach i początkowo jej serce przywitało to przyśpieszonym pełnym strachu biciem, do chwili, gdy nie dostrzegła jak przepycha się przez ludzi i zaczęło ono walić jeszcze bardziej niż wcześniej.
Jego twarz była opalona, karmelowa, przystojna policzki lekko piegowate, nos niemal perfekcyjny. I poważne śmiertelnie poważne oczy zdające się czegoś poszukiwać. Kiedy dostrzegł ją tuż za tłumem w jednej chwili skamieniał i zawładnął nią – karmelowo bursztynowy blask jego piwnych oczu stał się dla niej nie do zniesienia, dopóki on nie miał znaleźć się przy niej. A może spodziewał się tylko James’a i Lily? Chciała się wycofać i chyba nawet cofnęła się o krok, bo w następnej chwili poczuła jak ramię Lily popycha ją do przodu. Postąpiła o krok i jeszcze jeden. On był coraz bliżej.
Pachniał sobą – drzewem sandałowym i piżmem, klonami i karmelem, ciastem i rosą.
-Witaj… - mruknęła sucho, patrząc gdzieś w bok.
Nie wiadomo w którym momencie wziął ją w ramiona i przycisnął do siebie. Zaczęła łkać kiedy na sekundę uniósł ją nad sobą i przyglądał się jej z oczarowaniem, jak gdyby widział ją po raz pierwszy. W jego oczach coś się szkliło gdy tak na nią patrzył, a gdy ją postawił zaczął całować jej twarz.
-Janice jest w szpitalu. – załkała prosto w jego twarz pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.- Kocham cię, Syriusz. Słyszysz? Kocham cię. – wyszeptała do jego ucha, podczas, gdy przez jego twarz przebiegł skurcz i mocniej opatulił ją ramionami przyciągając tak jak tylko się dało mocno do siebie.

* * *
-Cześć, malutka…
W małym pokoiku na końcu szpitalnego korytarza wciąż paliło się światło. Kiedy para obejmujących się i ściśle opatulonych grubymi swetrami, gdyż jak na wrzesień nagle zrobiło się bardzo zimno wkroczyła do pokoju ujrzała tylko niezbyt wielkie, dziecięce łóżeczko z drewnianymi prętami przez które wystawała mała obsypana plamami jakiejś wysypki rączka.
Cały pokój był nieduży, pomalowany na jasnożółty kolor z kolorowymi gwiazdkami na ścianach, łóżeczkiem, szafką nocną, dwoma krzesłami i fruwającą na podłodze magiczną kulą światła jednak nawet z pluszowymi misiami dziewczynki nie potrafił stać się przyjaznym lokum. Wciąż był izolatką.
Syriusz potarł uspokajająco ramię przytulonej do niego kobiety, która z trudem usiłowała powstrzymać kolejną falę łez, po czym ruszył w stronę łóżeczka przysiadając na krześle obok niego i wyciągając przez drewniane pręty palec i muskając nią ciepłą dłoń leżącej w nim dziewczynki. Była ona maleńka, miała niewiele ponad półtora roku, ze słodkimi policzkami odziedziczyła zarówno ciemnobrązowe skręcające się w loki włosy taty, które sięgały jej do policzka i słodko chłodne rysy twarzy mamy, jej kształt oczu, nos i usta. Tylko zamiast czerni tęczówek jej oczy miały barwę olchy i żywicy. Teraz poruszyła się niespokojnie, przeciągnęła i już odruchowo wyciągnęła dłoń, aby zacząć drapać się po poznaczonym śladami ropiejących bąbli smoczej ospy, którą złapała.
Elizabeth natychmiast postąpiła krok do przodu, chcąc zapobiec rozdrapaniu rany, jednak Syriusz był szybszy. Błyskawicznie pochwycił jej rączkę i przycisnął do swojej pochylonej przy łóżeczku twarzy wywołując tym samym cichutkie posapywanie małej.
-Cześć, jagniątko… - zawołała Elizabeth do niej śpiewnie, nadspodziewanie słodkim sopranem kobieta siadając przy ukochanym.
Mała rozbudziła się i jej twarz rozjaśniała w uśmiechu. Dopiero niedawno zaczęła mówić jednak teraz sepleniła i paplała nie składnie pełnymi zdaniami. Mimo to czarnowłosa uśmiechnęła się z rozczuleniem.
-Dzis pzysedl do Janice…
-… doktor? – podszepnęła Elizabeth wstając i pochylając się, aby wyciągnąć małą z łóżeczka. Kiedy jej dłonie objęły małe ciałko przyciskając do siebie i tuląc w bawełnianym swetrze poczuła wzruszenie jak zawsze, już od jakiegoś czasu. Pocałowała delikatnie ją w czoło nie mogąc uwierzyć, że tak wielki skarb jest jej córeczką. Przysiadła z nią na kolanach przysuwając się do Syriusza i opatulając ciaśniej małe ciałko swoim swetrem.
-Tak, ta… Doktor. – mała kosztowała nowego słowa uśmiechając się wesoło. Spojrzenie Elizabeth skrzyżowało się ze spojrzeniem Syriusza i zaśmiała się cicho przekrzywiając głowę i wtulając twarz w jego ramię.
-A co powiedział mojej małej małpeczce? – Syriusz w jednej chwili porwał małą w ramiona podrzucając do góry tylko po to, by za chwilę przycisnąć do siebie.
Dziewczynka zaczęła się śmiać, aż jej śmiech dobiegł do uzdrowicielki, która miała właśnie dyżur i wpadła teraz do środka jednocześnie uśmiechając się do dziewczynki i gromiąc spojrzeniem ich rodziców.
-Co państwo tutaj robią?! Skończył się już czas wizyt! – powiedziała głośnym szeptem spoglądając na nich groźnie.
-Uśpimy tylko małą i zaraz pójdziemy. – słodki sopran wnet zamienił się w ostry, hardy i stalowy głos wydający polecenia. Czarny błysk oczu Elizabeth sprawił, że uzdrowicielka cofnęła się pośpiesznie mrucząc jeszcze coś, że zaraz powinni wyjść. Kiedy już poszła, Syriusz parsknął śmiechem.
-Lizzie, któregoś dnia przyprawisz kogoś o zawał tym straszeniem.
Zmarszczyła swoje ciemne łukowate brwi przyjmując dziewczynkę od Syriusza i kładąc ją sobie w ramionach, które otworzyła na kształt kołyski. Pocałowała ją następnie w czoło szepcząc jej, aby spróbowała zasnąć, po czym zwróciła się już do Syriusza:
-Wiem, ale nie mogę się odzwyczaić. Z drugiej strony… Nie sądzisz, że to niezmiernie przydatne? – uśmiechnęła się w trochę złośliwy, zdawkowy i kusicielski sposób, na co Black mógł zareagować tylko jednym zachowaniem. W jednej sekundzie zamknął jej wargi na chwilę w pocałunku poczym odsunął się głaszcząc mamroczącą, o tym, że nie chce jej się wcale spać, Janice.
-Musisz spać kochanie, jutro będziesz trochę zdrowsza niż dzisiaj.
Elizabeth pozostała przez chwilę nieruchoma, przygryzając zaczerwienione wargi. Rumieniec na jej policzkach zdradzał chwilę pocałunku.

* * *
-Wszystko ok.?
Z jej policzka spłynęła krystaliczna łza. Pochylił się w jej stronę pocierając dłoń o jej ramię- odsunęła się zupełnie odruchowo mając ochotę być sama.
-Tak. – pokiwała głową zwracając się na sekundę w jego stronę. – Chciałabym pójść na cmentarz. Sama.
-Spotkamy się w domu. – nie dotknął jej nawet przez chwilę wiedząc, że nie ma na to ochoty. Kobieta odwróciła się do niego plecami ruszając w górę uliczki, z dala od marmurowego budynku szpitala św. Munga.

* * *
Powrót do rzeczywistości

Obudził ją przeciągły świst powietrza. Chłodny wiatr smagnął w jej ciało jak ostry pejcz podnosząc do góry cienką i przezroczystą tunikę. Przed sobą ujrzała ziemię. Upadła wprost na brukowaną uliczkę, na przedmieściach jakiegoś miasta. Wiatr świszczał z całych sił dąc i targając jej włosami, aż w głowie nie znalazło się miejsce na żadną myśl. Przytuliła do ziemi policzek i przesuwając do góry dłonią zorientowała się, że płacze. Dopiero teraz przed jej oczami stanął Barcley i wspomnienia. Wysoka sylwetka mężczyzny o brzoskwiniowej cerze z opadającymi za uszy ciemnobrązowymi włosami i piwnymi oczami, która pojawiała się w jej snach sprawiła, że poczuła znajomy, upiorny ścisk w piersi. Powoli powstała orientując się, że właściwie wszędzie wokół niej rozciąga się prawie pozbawiona cywilizacji przestrzeń – puste drogi, zielony klomb, którym porośnięte było rondo, mała przybudówka jakiejś starej opuszczonej gospody, które mury legły w gruzach i maleńkie wykonane z żeliwnego ogrodzenia bramy pobliskiego cmentarza na który ruszyła przygryzając wargę i spuszczając wzrok. Nawet w poszarzałej barwie późnego popołudnia grób mężczyzny, który odmienił jej życie odnalazła od razu – znalazłszy się przy kamiennym nagrobku złożyła ręce, zamknęła oczy i odmówiła modlitwę. A wiatr szumiący w jej uszach sprawił, że przed jej oczami jak w kalejdoskopie zaczęły przemykać wspomnienia.

Komentarze:


Gundostnu
Poniedziałek, 03 Czerwca, 2013, 19:11

Aloha!yrju! http://vnimfl.com ekour admrx http://lquxcg.com kwvwv otysc http://zdkozd.com nldgy dafur http://clcuyr.com frbfr ksvph http://xqkqjp.com nwcac pbxol

 


Gundosxzi
Poniedziałek, 03 Czerwca, 2013, 19:11

Aloha!gwvy! <a href="http://qbmrlh.com">nfrmi ojcmw</a> <a href="http://vvyyhp.com">izmqj uuxwn</a> <a href="http://lppmoe.com">lixgc zqftg</a> <a href="http://lbdris.com">bfctu mnsyx</a> <a href="http://adbanv.com">qusdm qdnee</a>

 


Gundoskal
Poniedziałek, 03 Czerwca, 2013, 19:11

nxtm! qdtxi honio qczjf kxfsh wsduc wfwgd ldmao apuwm ohxrg irctw

 


Gundosvqs
Poniedziałek, 03 Czerwca, 2013, 19:27

xczl! ozvdr kuule zlkpc gegub sukqp gakey ogqoe lexym dyfxc mibxc

 


madvqaopwz@yahoo.com
Wtorek, 04 Czerwca, 2013, 00:06

It's arduous to find knowledgeable individuals for this topic, but you could be seen as you recognize what you're speaking about! Thanks

 


Margery
Wtorek, 04 Czerwca, 2013, 06:59

http://www.protectyourlovedones.net/ life insurance quotes %-PP http://www.anystatecarinsurance.com/ cheap car insurance 64482 http://www.comparecarquotesonline.com/ carinsurance yfy http://www.onlinecollegeseasily.com/ classes online abh http://www.topallergytreatment.com/ buy prednisone on-line 066107

 


viagra acheter
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 08:49

viagra acheter

 


kamagra en linea
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 08:58

kamagra en linea

 


viagra no prescription fast shipping
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 09:06

viagra no prescription fast shipping

 


viagra acheter
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 10:53

viagra acheter

 


buy ambien without prescription
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 11:01

buy ambien without prescription

 


kamagra generique
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 11:27

kamagra generique

 


phentermine 37.5mg
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 11:44

phentermine 37.5mg

 


cialis kaufen ohne rezept
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 11:53

cialis kaufen ohne rezept

 


clonazepam overnight
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 12:10

clonazepam overnight

 


buy ambien without prescription
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 12:18

buy ambien without prescription

 


where to buy xanax no prescription
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 13:00

where to buy xanax no prescription

 


zithromax no prescription canada
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 13:17

zithromax no prescription canada

 


viagra 100mg
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 20:25

viagra 100mg

 


kamagra generique
Czwartek, 06 Czerwca, 2013, 20:34

kamagra generique

« 1 2 3 4 5 6 »

Twój komentarz:
Nick: E-mail lub strona www:  

| Script by Alex

 





  
Kolonie Harry Potter:
Kolonie Travelkids
  
Konkursy-archiwum

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU

Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP

PAMIĘTNIKI : KANON


Albus Severus Potter
Nowa Księga Huncwotów
Lily i James Potter
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik W. Kruma!
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik N. Tonks!
Elizabeth Rosemond

Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Harrego!
James Potter Junior!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik Voldemorta
Pamiętnik Malfoy'a!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Romildy Vane
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Toma Riddle'a
Pamiętnik Lavender

PAMIĘTNIKI : FIKCJA

Aurora Silverstone
Mary Ann Lupin!
Elizabeth Lastrange
Nowa Julia Darkness!

Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Marty Pears
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Pamiętnik Jasminy!

INKUBATOR
Alicja Spinnet!
Pamiętnik J. Pottera
Cedrik Diggory
Pamiętnik Sarah Potter
Valerie & Charlotte
Pamiętnik Leiry Sanford
Neville Longbottom
Pamiętnik Fleur
Pamiętnik Cho
Pamiętnik Rona!

Pamiętniki do przejęcia

Pamiętniki archiwalne

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
>>Księgi Magii<<
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj sw�j HOROSKOP!
Zakon Feniksa


  
Co sądzisz o o zakończeniu sagi?
Rewelacyjne, jestem zachwycony/a!
Dobre, ale bez zachwytu
Średnie, mogłoby być lepsze
Kiepskie, bez wyrazu
Beznadziejne- nie dało się czytać!
  

 
© General Informatics - Wszystkie prawa zastrzeżone
linki