Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Victoria

  Ogłoszenie
Dodała Julia Darkness Środa, 17 Kwietnia, 2013, 22:45

Kochani! Kolejna notka będzie pod koniec maja, po maturach (tak, w tym roku zdaję maturę).

Chcę Wam też przekazać, że mam zamiar, od następnej notki poczynając, publikować wpisy na blogspocie.
Pytanie do was: czy chcecie, bym mimo wszystko nadal tutaj zamieszczała wpisy?

Na pytania odpowiadam tutaj: http://ask.fm/VictoriaElementum

Pozdrawiam,
Victoria :)

[ 1909 komentarze ]


 
8. Rozdział ósmy
Dodała Julia Darkness Poniedziałek, 11 Marca, 2013, 22:22

Dzisiaj taka krótka notka będzie :) Nie chcę was już dalej tak trzymać w niepewności :) Bo chodzi o to, że ja mam już część na papierze, ale jestem zbyt leniwa, żeby to wklepać do kompa x) Mam nadzieję, że wybaczycie. A i przy okazji wyszło na jaw, jak ja rozumiem czasami znaczenie słów "na dniach". Miłego czytania!
PS: postanowiłam nie nadawać tytułów notkom, bo ciężko mi jest coś sensownego wymyślić.
__________________________________



- Jak to, nie będziesz mnie już zaopatrywać w swoją moc?!- wydarłam się na Dramona.
-Julio, uspokój się i daj mi coś powiedzieć- starał się mnie uspokoić. Wiedziałam, że gdy mówi tym tonem, to należy się zamknąć i słuchać.
-Masz i tak już ogromną moc. Pamiętasz, jak wtedy postraszyłaś tych swoich kolegów?- prychnęłam- Nie prychaj, tylko siedź cicho. Wiesz doskonale, że straciłaś wtedy panowanie nad sobą. Taka sytuacja nie może się już więcej powtórzyć, rozumiesz?
Kiwnęłam tylko głową, bojąc się odezwać. Nadal byłam na niego zła.
-Dopóki nie nauczysz się całkowicie nad sobą panować, nie dostaniesz ani krztyny mocy, zrozumiano?- kolejne kiwnięcie głową- Dobrze. A teraz zamknij oczy i skup się na moim głosie...
Kolejna godzina zeszła na ćwiczeniu silnej woli poprzez wizualizacje. Jako, że codziennie to trenowałam, to szło mi całkiem nieźle.
- A teraz otwórz oczy- poczekał, aż wykonam polecenie i spojrzę mu prosto w oczy- przygotowałem coś dla ciebie- klasnął dwa razy w dłonie i przez ogromne drzwi dwoje sług wprowadziło jakiegoś człowieka. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, jako że co jakiś czas ćwiczyłam nowe czary na ludziach, którzy byli dłużnikami Dramona. Bywali oni w podobnych sytuacjach co mój przodek, Natan Darkness. Jednak Książę jako zapłatę zażądał tylko tego, by przez jakiś czas byli moimi „królikami doświadczalnymi”.
- W związku z ostatnim incydentem, postanowiłem Cię nauczyć czaru, dzięki któremu będziesz mogła zmodyfikować pamięć odpowiednim osobom. - Ucieszyło mnie to, bo cały czas myślałam o tym, by pamięć o tamtym wydarzeniu przemienić na wspomnienie bardzo realistycznego snu.
- A teraz słuchaj uważnie. Wdarcie się do czyjegoś umysłu wymaga skupienia i pełnej kontroli nad mocą. Bo jeśli zrobisz coś źle, to możesz komuś wyrządzić ogromną szkodę, którą będzie bardzo trudno naprawić. Co do twoich kolegów- wymaż im to wspomnienie zwykłym Obliviate. A teraz skup się.- spojrzał na mnie znacząco. Całą uwagę skupiłam na Opiekunie.
- Aby się dostać do czyjegoś umysłu, musisz celować swoją moc tutaj- podszedł do mężczyzny i dotknął palcem czoło w miejscu, które niektórzy nazywają ‘trzecim okiem’. Poczułam dotyk jego mocy. W ten sposób dał mi do zrozumienia, że czuwa nad moimi poczynaniami i przypilnuje, by wszystko poszło dobrze – Teraz pomyśl dokładnie, co mu chcesz przekazać. Dla przykładu pomyśl o tym, żeby człowiek miał wspomnienie o hipogryfie w jego ogrodzie- w myślach ujrzałam obraz ogrodu. Prawdopodobnie Dramon mi przesłał widok ogrodu tego człowieka. Sama sobie wyobraziłam hipogryfa w tym miejscu. Na cieniutkiej nici mocy (Opiekun ją regulował) wysłałam powstałe ‘wspomnienie’ do punktu transferowego. Ulokowałam je w miejscu, które wskazał mi Dramon i zgodnie z jego wskazówkami wysłałam myślowe polecenie, aby mężczyzna był przekonany, że to wspomnienie jest prawdziwe. Po chwili się powoli wycofałam z jego umysłu i ‘rozpuściłam’ połączenie. Zmanipulowany stał przez chwilę oszołomiony, po czym zaczął mówić:
- Hipogryf... w moim ogrodzie... o Boże, moja rodzina... oni tam lubią prze... – urwał w pół słowa, mrugnął parę razy i spojrzał na mnie – powiedz, że to nie jest prawda... nie, na pewno nie... – jego słowa przerodziły się w niezrozumiałe mamrotanie.
- Coś poszło nie tak, prawda?- spytałam Księcia.
- Jak na pierwszy raz i tak jest całkiem nieźle według mnie. Możesz już iść. A, jeszcze jedno- zatrzymałam się w pół kroku. Dramon wyjął z kieszeni mały kryształ, w którym trzymał zazwyczaj dziesięcioletni zapas swojej mocy.
- Myślałam, że nie będziesz mi już przekazywał energii...- powiedziałam zaskoczona.
- Bo nie będę. Dzisiaj ci odbiorę część. Po prostu musiałem się odpowiednio przygotować.
Nie zdążyłam nawet mrugnąć, a oto już leżałam na ziemi i zwijałam się z bólu. Czułam jakby wysysał ze mnie życie, duszę. Bo tak właśnie jest. Dusza i życie to Moc. Zabieranie jej jest bardziej bolesne od Cruciatusa.
Po kilku minutach ból ustał. Powoli wstałam cała rozedrgana i wyszłam z sali ze spuszczoną głową. Nie miałam siły się odezwać. Wyszłam z teleportu. Niebo nad Hogwartem było już ciemne. Musiało być późno. Uszłam zaledwie kilka metrów zanim straciłam przytomność.

[ 1129 komentarze ]


 
:)
Dodała Julia Darkness Poniedziałek, 11 Lutego, 2013, 15:45

Wasza cierpliwość zostanie niebawem wynagrodzona :) Na dniach powinna się pojawić kolejna notka :)
Przepraszam, że mi to tyle czasu zajmuje :(

[ 1929 komentarze ]


 
7. Jakiś czas później...
Dodała Julia Darkness Piątek, 21 Września, 2012, 21:21

Witam Was ponownie :) Wiem, bardzo długo już nie pisałam. Różne czynniki miały na to wpływ. Mam nadzieję, że wybaczycie. Zapraszam do czytania :)
(Wybaczcie ewentualne błędy. Co prawda sprawdzałam, ale zawsze coś się może wkraść)



Ech, kiedy to wszystko było... No cóż. Jestem w Slytherinie. Na 5. roku. Nie miałam pojęcia jak bardzo to miało wpływ na moją przyjaźń z Huncwotami (tak, tak teraz nazywają tych idiotów. W zasadzie sami się tak nazwali). Dziwne, że tak po prostu po przyjeździe do Hogwartu nie prowadziłam już pamiętnika. Ale w końcu udało mi się wrócić. Muszę sobie spisać kilka wspomnień, żebym nigdy, przenigdy o nich nie zapomniała. Wspomnienia to bardzo ważna rzecz, jak mówi Dumbledore.

Rok pierwszy. Tuż po ceremonii przydziału.
-SLYTHERIN!- wykrzyczała tiara przydziału krótką chwilę po tym, jak mi ją nałożono. Byłam w szoku. Spojrzałam na swoich, jak myślałam, przyjaciół - nie byli tym zachwyceni. Wstałam, podeszłam do stołu i usiadłam. Byłam pierwszą Ślizgonką tego wieczoru. Przede mną został przydzielony chłopak, który się nazywał Fabian Blake. Znałam to nazwisko. Jego ojciec był Pierwszym Sędzią w Ministerstwie Magii. Osobiście go nigdy nie spotkałam. Usiadłam naprzeciwko niego, przodem do sali. Chciałam widzieć, co się dzieje. Jedyne powitanie jakie było, to zdawkowe "Witaj w Slytherinie" od jakiegoś kolesia, który siedział obok mnie. Kiwnęłam tylko głową.

Miesiąc później
-Syriusz, czekaj! - zero reakcji- BLACK!
-Nie znam Cię.
-Daj spokój... przecież to, że jestem Ślizgonką nie musi oznaczać, że nie możemy się dalej przyjaźnić...
- Przyjaźnić?! O czym Ty w ogóle do mnie mówisz?!
Patrzyłam na niego w osłupieniu. Po chwili odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do lochów, do swojego dormitorium. Dzieliłam go z dwiema dziewczynami- Bellatrix i Narcyzą Black. Jak się okazało pierwszego wieczoru, były kuzynkami Syriusza. Początkowo myślałam, że to dobrze. Nie miałam pojęcia jak się myliłam...


Rok drugi
- Julia! Poczekaj! - usłyszałam, że ktoś biegnie w moją stronę.
- Och, cześć Sev. Co tam?- obdarzyłam go "ślizgońskim" uśmiechem.
- Masz czas? Bo pomyślałem, że może byśmy wypróbowali kolejny eliksir...
No tak. Eliksiry. To była nasza pasja. Gdy tylko mogliśmy, spędzaliśmy czas na warzeniu kolejnych wywarów. Niektóre były ponad program. Slughorn był w siódmym niebie, gdy czasami wieczorem do niego przychodziliśmy z kolejnym eliksirem, by spytać go o opinię.
- Pewnie, że tak! Co znalazłeś na dzisiaj?
- Eliksir wzmacniający drugiego stopnia. Brzmi dziwnie, nie?
- Odrobinę. Ale chodźmy, to zoba...- w tym momencie słowa zmieniły się w przeraźliwie wysoki, dziewczęcy pisk i wrzask chłopaka. Okazało się, że za rogiem czaili się na nas Huncwoci, by nam zrobić "niespodziankę". W każdym razie zawisnęliśmy w powietrzu obracając się we wszystkie strony. Było to nieznośne, zważając na fakt, że pół godziny wcześniej jadłam kolację. Poczułam, że coś się do mnie lepi... Były to sztuczne pajęczyny w barwach tęczy, których pozbycie się z ubrań a tym bardziej ze skóry wymaga kilku godzin.
- POOOOOTTEEEEERRRRR! ZABIJĘ CIĘ TY SZUJO JEDNA!- wrzasnęłam na niego. Zza rogu wyskoczył wyżej wspomniany chłopak i zaczął tańczyć makarenę.
- Jak zejdziesz to daj znać! - wraz z Blackiem wytknęli nam języki i uciekli, głośno się śmiejąc.
Wisieliśmy tak około pół godziny, powoli wirując i oblepiając się coraz bardziej w kolorową pajęczynę...


Rok trzeci
Chciałoby się powiedzieć, że ludzie są już trochę bardziej dojrzali. Najwidoczniej nie dotyczy to Gryfonów. W trzeciej klasie, po raz pierwszy odkąd trafiłam do Hogwartu, dał o sobie znać Dramon. Właściwie to już prawie o nim zapomniałam.
Któregoś dnia, podczas przerwy świątecznej, poczułam nagle przemożną chęć udania się do wieży astronomicznej. Kierując się instynktem, udałam się tam. Miałam szczęście, bo nikt mnie wtedy nie zauważył. Weszłam na szczyt.
- Witaj Julio - usłyszałam cichy głos za plecami. Gwałtownie się odwróciłam i wciągnęłam powietrze.
- D-Dramon?
- Czyżbyś już o mnie zapomniała? Niestety, nie ma tak łatwo... Wróciłem, bo spełnić swoją obietnicę. Będę Cię uczyć, a potem zostaniesz moją Królową... - powiedział spokojnie, niskim głosem. Niewiele pamiętam z tamtego wieczoru. Wiem tylko, że jakiś czas mi coś tłumaczył, powiedział, że za dwa tygodnie mam znowu tu przyjść o tej samej porze i potem zniknął. Wracałam do lochów przytłoczona ciężarem nadchodzących spotkań z moim Opiekunem. Wiedziałam, że on się zjawi. To była tylko kwestia czasu. Mimo wszystko podświadomość zakopała tę informację gdzieś głęboko, tak więc nie myślałam o tym na co dzień.
- No no no... idzie nietoperzyca. Gdzie Twój Smark? - usłyszałam szyderczy głos za sobą.
- Odwal się Black.
- Czemu jesteś taka niemiła dla mnie? Przecież zadałem Ci tylko takie niewinne pytanie...
- Niewinność to ja zaraz stracę, jeśli się nie zamkniesz - warknęłam.
- Masz na myśli dziewictwo?
- Spadaj, powiedziałam!
- No chooodź... czekam na Ciebie tyle lat... a Ty tak do mnie?- zastąpił mi drogę.
- Czego chcesz?
- Małą przysługę.
- Jaką?
- Przyjdź jutro do pustej klasy na czwartym piętrze. Tam się wszystkiego dowiesz. - mrugnął do mnie porozumiewawczo.
- Ta, pewnie znowu chcecie mnie zwabić w jakąś pułapkę. Poza tym, Black, myślałam, że jesteś na mnie ciężko obrażony? Dzisiaj tak naprawdę pierwszy raz dobrowolnie się do mnie odezwałeś.- stwierdziłam, udając zaskoczenie.
Czarny mrugnął parę razy oczami, po czym odwrócił się i odszedł.
Następnego dnia nie poszłam do tej klasy. Zbyt dobrze znałam poczucie humoru Huncwotów, żeby dać się po raz kolejny nabrać.
Nadal warzyłam sporo eliksirów w czasie wolnym. Czasami sama, czasami z Sevem. Snape się przyjaźnił od dzieciństwa z Lily Evans, więc ona też często do nas dołączała. Nie przeszkadzało mi to. Ogólnie to mało spraw mnie obchodziło. A już w szczególności spory między domami. Nie mogło mnie to obchodzić. Jak miałabym być potem sprawiedliwa?


Rok czwarty
Na czwartym roku dość sporo rzeczy się zmieniło. Severus i Lily zaczęli ze sobą chodzić. Jednak tak bardzo trzymali to w tajemnicy, że wyłącznie ja o tym wiedziałam. Starałam się im pomóc jak tylko mogłam, żeby mogli spędzać ze sobą czas.
Tymczasem miałam coraz częściej spotkania z Dramonem. Wyglądało to tak, że wieczorami (2-3 razy w tygodniu) wychodziłam z zamku nad brzeg jeziora. Znajduje się tam mała grota. Naprawdę mała. W sumie to to jest jama. Dramon ustanowił tam coś w rodzaju teleportu. Tylko ja mogę z niego korzystać. On go nie potrzebuje, a inni nie powinni w ogóle wiedzieć o jego istnieniu (teleportu, znaczy się). Przez godzinę opowiada mi historię swojej istoty. Następnie jemy kolację. Po kolacji uczy mnie różnych zasad postępowania ze śmiertelnikami. Uczy mnie czarnej magii i potężnych zaklęć obronnych i nie tylko. Wszystko to jest bardzo ciekawe, ale też niezwykle męczące. Dzięki Eliksirowi Wzmacniającym jakoś daję radę. Ma on wzbogaconą formułę, dzięki czemu działa na różne oznaki zmęczenia. Nie tylko wzmacnia organizm ale też sprawia, że nie widać po człowieku fizycznego zmęczenia.
Biedni śmiertelnicy... nie zdają sobie sprawy z tego, że mogłabym ich zabić jednym spojrzeniem. Raz na dwa-trzy tygodnie Dramon przekazuje mi część swojej mocy, którą kumulował w kryształach przez tysiące lat.
Coraz bardziej zaczyna mnie irytować Black. Ze swoją grupą jest wielkim Panem i Władcą, a gdy spotkam go gdzieś samego to próbuje mi zaimponować w pozytywny sposób. Jeśli uważa, że się dam nabrać, to się grubo myli!


Uch, cieszę się, że znalazłam te świstki i mogłam je wkleić do zeszytu, bo nie wiem czy by mi się chciało to pisać z pamięci. No nic. Aktualnie dzieje się tak, że mam w sobie już moc równą około pięćdziesięciu lat zbierania mocy przez Dramona. Jest to naprawdę dużo. Muszę bardzo uważać, żeby nie stracić nad sobą panowania. Cały czas ćwiczę z nim różne techniki relaksacyjne, które potem stosuję codziennie.

Tylko raz zdarzyło mi się stracić kontrolę nad sobą. Było to pod koniec czwartego roku, gdy ja i Severus poszliśmy na spacer, by móc w spokoju porozmawiać. W pewnym momencie zza rogu wyskoczyli Huncwoci, najwidoczniej wiedząc, że tu będziemy. Zaczęli nas zaczepiać. Próbowałam ich przekonać, że to niezbyt dobry pomysł. Oczywiście okularnik pierwszy wyjął różdżkę. Zaczęli miotać w nas zaklęciami. Gdy trafili Seva drętwotą, miarka się przebrała. Powietrze zaczęło wibrować naokoło mnie. Pojawiły się maleńkie bruzdy na trawie. Zaczęło być wyczuwalne drganie podłoża. Chłopaki zamarli, bo nie wiedzieli co się dzieje. Wystarczyła jedna myśl, by zostali wystrzeleni w powietrze i pozbawieni głosu. W następnej sekundzie usłyszeli w głowach mój głos, z pozoru bardzo spokojny. "Ostrzegałam, ale mnie nie słuchaliście... Jeszcze raz tak zrobicie, to pożałujecie do końca życia"

Byli przerażeni. Nie mieli pojęcia co się dzieje. Dla wyładowania emocji trochę się "pobawiłam" -pozmieniałam im kolory skóry, budowę ciała, wygląd włosów. Nawet ich przetransmitowałam w zwierzęta. Najpierw w papugi, potem w ślimaki. Na koniec stwierdziłam, że koniec zabawy. Przywróciłam im "pierwotną postać". Nakazałam im, by nikomu o tym nie rozpowiadali, bo i tak się dowiem. Chyba ich przekonałam.
Gdy ich w końcu puściłam wolno, pognali do zamku tak, jakby ich goniła kostucha.

Przyklęknęłam przy Severusie i go ocuciłam. Był zdezorientowany. Nie pamiętał, co się stało.
Od tamtej pory Huncwoci są bardziej ostrożni przy mnie. Jednak, gdy mnie nie ma w pobliżu, to Snape nie ma łatwego życia. I tak już ma trudno od małego. Trochę mu współczuję. Ale tylko trochę, bo nade mną nikt się nie użala.

Dramon, gdy mu o tym opowiedziałam, był najpierw wściekły, ale potem się śmiał. Czasami go naprawdę nie rozumiem.

[ 1665 komentarze ]


 
Eeee... witam xD
Dodała Julia Darkness Niedziela, 27 Listopada, 2011, 19:19

No więc tak: (wiem, nie zaczyna się zdania od "no więc")
utknęłam. Nie potrafię się wczuć w 11-letnią dziewczynkę, więc przesunę akcję do przodu o kilka lat. Może do 4.-5. roku.... Jeszcze nie wiem dokładnie.

Przepraszam, że tyle czasu nie dawałam znaku życia praktycznie...
Mam nadzieję, że wybaczycie :)

Pozdrawiam,
Victoria

[ 5543 komentarze ]


 

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 21324940 bytes) in /public_html/julia2.php on line 717