Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Ann385

  Początki są zawsze trudne.
Dodała Petunia Ewans Niedziela, 21 Grudnia, 2008, 16:38

"Są miejsca, które pamiętam całe życie,
Chociaż kilka z nich się zmieniło.
Niektóre na zawsze, nie na lepsze,
Niektórych już nie ma, a niektóre pozostały."

The Beatles-In My Life

Nie ustaliłam niczego, nie byłam w stanie sobie czegokolwiek przypomnieć. Po śniadaniu zeszłam na pierwszą w tym roku lekcje angielskiego. Klasa była niewielka, na ścianach widniał rażący w oczy zielony kolor. Usiadłam w ostatniej ławce, wypakowałam się i czekałam. Trudno było mi się skupić na czymkolwiek, bo sala w obecnej chwili wypełniona była głośnymi rozmowami i śmiechami pozostałych uczniów. Najgłośniej zachowywali się Elias i reszta, którzy siedzieli w drugim rzędzie, wcześniej proponowali abym zajęła miejsce obok nich, ale nie miałam ochoty. Już w wakacje postanowiłam, że skoncentruje się przede wszystkim na nauce, a udział w wesołych konwersacjach podczas lekcji na pewno mi w tym nie pomoże. Co prawda nauczycielki jeszcze nie było, ale chciałam zrobić dobre wrażenie, poukładanej, młodej osoby.
Nagle wszystkie rozmowy ucichły. Do klasy weszła kobieta w średnim wieku (jak dla mnie na oko gdzieś tak z 50 lat). Sprawiała wrażenie rozkojarzonej, ubrana była w brązową długą suknie, a na głowie gościła fryzura, którą z powodzeniem można porównać do ptasiego gniazda. Podsumowując przypominała bardziej średniowieczną postać niż nauczycielkę.
-Przepraszam za spóźnienie, ale idąc tutaj na wystawie księgarni zauważyłam tomik wierszy mojej ulubionej poetki! Nie mogłam się oprzeć! Musiałam go kupić! Więc, kiedy już za niego zapłaciłam i byłam w drodze do szkoły naszła mnie chęć zaglądnięcia do środka… Sami rozumiecie, po prostu nie mogłam się oprzeć! Nie mogłam! I kiedy przeczytałam pierwszy z wierszy… On był cudowny! Geniusz po prostu! I nie mogłam się oprzeć i przeczytałam następny! I następny, no nie mogłam się oprzeć! Aż w końcu… Nawet nie zauważyłam kiedy poznałam już wszystkie wiersze! O tak były wspaniałe!!! I dlatego się spóźniłam, a nawiasem mówiąc gdyby ktoś chciał pożyczyć ten tomik wierszy to nie ma problemu! Będzie pewnie bardzo dużo chętnych… Bo ta autorka jest genialna! Genialna!- Kiedy skończyła swój monolog wszyscy mieli ogłupiałe miny. Nikt nie spodziewał się tak zakręconej nauczycielki.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, a po chwili stała w nich dziewczyna. O mały włos nie spadłam z krzesła, gdy zorientowałam się, że to… Tajemnicza, zielonooka nieznajoma z mojego „snu”!
-Przepraszam za spóźnienie-Powiedziała.
-Cóż to za dzień! Wszyscy się spóźniają! Ty też zauważyłaś na wystawie ten nowy tomik wierszy!? Prawda, że jest cudowny?- Odrzekła nauczycielka.
-Prawdę mówiąc, nie mogłam znaleźć drogi. Przyjechałam dopiero dzisiaj.
-Acha… A to szkoda! Miałabym z kim porozmawiać o tomiku! On jest genialny! Po prostu genialny!
-Nie wątpię, a czy mogę już usiąść?
-Tak, tak oczywiście.-Odparła zawiedziona kobieta.
Nieznajoma usiadła w pierwszej ławce.
-Chyba powinnam się przedstawić. Nazywam się Bertina Saprette i będę uczyć was języka angielskiego. Uwielbiam poezje! Tak, tak poezja jest cudowna! Nie mogę się jej oprzeć! Nie mogę! Teraz niech każdy z was, po kolei się przedstawi i powie coś o sobie. Wtedy lepiej się poznamy, będzie milsza atmosfera. Ach! Atmosfera, taki tytuł nosi mój ulubiony wiersz! On jest cudowny! Cudowny! Kiedyś wam go wyrecytuję, a teraz ty chłopcze-zwróciła się do zdezorientowanego ucznia-Przedstaw nam się.
-A więc…-Zaczął wyraźnie podenerwowany-Nazywam się Adam Falvery, lubię grać w piłkę nożną i to chyba wszystko..
-A poezja?- Zapytała pani Saprette.
-No… Nie przepadam za nią-Odrzekł nieśmiało.
-Jak można nie lubić poezji! Jak można…

I dalej już nie słuchałam. D o m w a r i a t ó w ! Co ja tutaj robię?

[ 393 komentarze ]


 
Nie jestem martwa.
Dodała Petunia Ewans Niedziela, 09 Listopada, 2008, 23:48

Czułam lęk, który owładnął całe moje ciało. Chciałam uciec, umrzeć... Po prostu pozbyć się tego strasznego uczucia... Coś we mnie, w środku rosło, miałam wrażenie, że za moment wybuchnę. Może lepiej gdyby tak się stało? Nie czułabym tego strachu.
Krzyczałam. Kiedy się obudziłam, krzyczałam-bardzo głośno. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po chwili zorientowałam się gdzie jestem... Po chwili uświadomiłam sobie, że dziewczyna i dementorzy to był tylko sen, aczkolwiek jak bardzo realistyczny. Czułam, że zwariuje. Nie potrafię już odróżnić snu od rzeczywistości. Nie wiem co istnieje, a co jest tylko tworem moich myśli.
Poczułam się taka mała, nic nie znacząca...
Przypomniałam sobie, że gdy byłam mała i miałam zły sen mama przychodziła do mnie z kubkiem gorącej czekolady, rozmawiała chwile i usypiała. Czekolada była doskonałym sposobem na wszystkie smutki, wszystkie lęki. Jednak to nie czekolady mi zabrakło... Tak bardzo brakowało mi matki. Chciałam aby przyszła do mnie teraz, przytuliła, porozmawiała.
Czasy kiedy byłam małą dziewczynką dawno minęły. Teraz wypada być dojrzałą.
Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi.
-Mogę wejść?-To była Emme.
-Tak, oczywiście.
Na powiekach miała jeszcze sen. Stała przede mną w swojej różowej koszuli nocnej i białym szlafroku. Mimo widocznego zmęczenia uśmiechała się do mnie. Po chwili powiedziała:
-Czy to ty krzyczałaś?
-Tak, chyba... Miałam zły sen i tyle.
-Na pewno nic ci nie jest?
-Nie, wszystko w porządku.
-Acha, to pozwól, że powiadomię innych co u ciebie, a potem jeszcze chwilkę się zdrzemnę.-Już otwierała drzwi, by wyjść, lecz odwróciła się jeszcze raz w moją stronę i zapytała-Jak ty to robisz? Wyglądasz na wypoczętą, a wczoraj strasznie późno wróciłaś. Przynajmniej tak twierdzą inni. Kim była ta dziewczyna, znam ją?
-Jaka dziewczyna?
-Ta, z którą wróciłaś. Drobna szatynka, zielone oczy, szczery uśmiech.
Musiałam wyglądać bardzo głupio. Z reguły ludzie robią dziwne miny, gdy są czymś zaskoczeni bądź poruszeni. Ja za to w sytuacjach kiedy nie wiem co zrobić albo nie wiem o co chodzi przyjmuje pytający wyraz twarzy, przy czym wysoko unoszę brwi. To musi strasznie głupio wyglądać.
-Ach.. To moja nowa znajoma.-Odpowiedziałam.
-To fantastycznie. Nie obrazisz się jeśli sobie pójdę? Szczerze mówiąc: bardzo chce mi się spać.
-No co ty. Do zobaczenia!
-Pa!-I wyszła.
Więc to nie był tylko sen?
Więc... ta dziewczyna istnieje?
Więc... ta historia z dementorami... to prawda?
Poczułam się jeszcze gorzej. Wiedziałam, że całkowicie straciłam kontrole nad swoim życiem. Nie wiem nic o sobie, nie wiem nic o ludziach, którymi się otaczam. Zatracam się we własnych, tak naprawdę bezsensownych refleksjach.
Spojrzałam na zegarek. 6:00 no pięknie.. Nic dziwnego, że Emme była tak bardzo zmęczona. Ja jednak nie miałam ochoty na sen. Wzięłam prysznic, ubrałam się, spakowałam rzeczy potrzebne na zajęcia. Do śniadania miałam jeszcze dwie godziny. Przez ten czas zamierzałam ustalić co się stało wczoraj wieczorem... Czy wczorajszy wieczór w ogóle istniał?

[ 370 komentarze ]


 
Bo lęk rodzi się w naszych sercach powoli...
Dodała Petunia Ewans Piątek, 03 Października, 2008, 23:54

Pozwoliłam, by odprowadził mnie do pokoju. Dałam się pocałować w policzek, przyjęłam życzenia dobrego dnia. Potem zamknęłam drzwi i padłam na łóżko aby przez 5 godzin namiętnie wpatrywać się w sufit. Gwałtownie wstałam, czując w sobie przypływ jakiejś dziwnej energii... Energii, którą przydałoby się spożytkować. Dochodziła 20:40 i było już prawie całkiem ciemno. Wybiegłam z mojej klatki, zamykając ją na klucz. Bez namysłu pędziłam przez hol, niczym torpeda wyleciałam głównymi drzwiami na dwór. I biegłam, biegłam, biegłam... Nie wiedziałam gdzie... Liczyło się tylko to, aby biec... Kiedy po szaleńczej ucieczce przed samą sobą, a raczej swoimi rozmyśleniami, wreszcie się zmęczyłam, stwierdziłam, że nie wiem gdzie jestem. Nie zdążyłam jeszcze poznać dobrze Bedford, więc nie dziwne że zabłądziłam. Bezradnie rozejrzałam się szukając śladu ludzkiej duszy... ulica była pusta. Kiedy wtuliłam twarz w dłonie, usłyszałam głos:
-W czymś ci pomóc?-Podniosłam wzrok, zobaczyłam dziewczynę w moim wieku o długich, brązowych włosach i zielonych oczach z których biło coś... niesamowitego. Była raczej drobna o oliwkowej cerze. Byłam bardzo zaskoczona... ona... wyrosła jak spod ziemi!
-Zabłądziłam...-zaczęłam bredzić coś o szkole, o akademiku. A ona stała uśmiechając się łagodnie z tym błyskiem w oku...
-Hmmm... Wiem, gdzie jest twoja szkoła... Mogę cię tam zaprowadzić. co?
-Byłabym wdzięczna.
Drogę powrotną odbyłyśmy w ciszy. Ona ze swoim wiecznym uśmiechem i ja z zamyśloną miną. Zorientowałam się, że odbiegłam dosyć daleko. Zaczęłam żałować, że nie wzięłam czegoś cieplejszego do ubrania. Pomimo upalnego dnia, noc była bardzo chłodna... a raczej... nagle zrobiła się lodowata.
Dziewczyna zatrzymała się i wykonała w moją stronę uciszający gest. Nasłuchiwała... trwało to dłuższą chwilę po czym syknęła:
-Cholera Dementorzy...
-Dementorzy-zaczęłam zastanawiać się na głos-znam to pojęcie... Było w jednej z ksiąg mojej siostry.
Zielonooka popatrzyła na mnie z zaskoczeniem:
-Twoja siostra jest czarownicą?
-Tak-odparłam nerwowo przełykając ślinę.
-Musimy się gdzieś ukryć!
Niestety... Było już a późno... ku nam sunęły trzy zakapturzone postacie. Czułam jak szczęście ulatuje z mojego serca...

[ 4047 komentarze ]


 
Tajemnica Brown'a
Dodała Petunia Ewans Sobota, 09 Sierpnia, 2008, 14:47

Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam... Jednak ktoś z mojej rodziny był poważnie chory i to spędzało mi sen z powiek, więc nie miałam weny nawet do myślenia, a co tu mówić o pisaniu.

-------------------------------------------------------------
Obudziłam się. Przez pierwszą minutę starałam się przypomnieć sobie gdzie jestem, to łóżko nie może być tym w moim rodzinnym domu, bo jest zdecydowanie za wygodne. Powoli zaczęły dopływać do mnie fakty… Tak, jestem w swojej nowej szkole. Podniosłam leniwie rękę i spojrzałam na zegarek-12:00… Musiałam być wykończona po tych wrażeniach z pociągu. Jak to dobrze, że zajęcia zaczynają się dopiero jutro… Z trudem wstałam, przetarłam oczy i podreptałam do łazienki. Weszłam pod prysznic, a spływająca z niego woda pozbawiła mnie ostatnich śladów snu. Ubrałam się i postanowiłam wreszcie się „zadomowić”, wypakowując rzeczy z kufra. Po pół godzinie było widać, że ten pokój jest naprawdę mój. Na szafce nocnej dwie fotografie oprawione w drewniane ramki, na biurku zeszyty, bloki, kredki i farby, w łazience zawieszony mój ulubiony błękitny szlafrok. Nagle Dalia zaczęła natarczywie domagać się wyjścia na spacer, wzięłam ją na ręce wyszłam z pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Opuściłam budynek i skierowałam się do ogrodu, gdzie inni studenci delektowali się ostatnim dniem wolnego i piękną, słoneczną pogodą. Zamiast na ławce usiadłam w cieniu, pod drzewem. Wypuściłam kota i zajęłam się badaniem otoczenia. W ogrodzie było dużo różnych kwiatów, krzewów i drzew, na środku niczym królowa wznosiła się ogromna, bogato zdobiona fontanna. Patrzyłam na Dalię, która usiłowała złapać motyla, gdy nagle usłyszałam:
-Cześć
-Hej
-Księżniczka już wstała? -Spytał z lekką drwiną w głosie Jim.
-Czepiasz się, byłam bardzo, ale to bardzo zmęczona.
-Dobra, rozumiem. –Powiedział, poczym usiadł obok mnie.-Jak zamierzasz wykorzystać ostatni dzień wolności?
-Sama nie wiem, chyba rozejrzę się po mieście, a co?
-Nic, tylko tak sobie myślę… Dasz się zaprosić na lody?
-No pewnie, a gdzie są wszyscy?
-Poszli do miasta, brakuje im jeszcze kilku książek. Chcieli cię wziąć ze sobą, ale nie otwierałaś, Nan była już gotowa wyważać drzwi!
-Mam wrażenie, że nawet Armagedon by mnie nie obudził.
-Wiesz, jaka jest Nan- dosyć szybko się zniechęca.
-Tak właściwie…-powiedziałam.-Ja o nich prawie nic nie wiem… Może tylko jak się nazywają, w co lubią grać i że nie mają pojęcia o magicznym świecie.
-I tyle ci wystarczy, jeszcze zdążysz ich poznać.- Zapewnił mnie Brown.
-Dlaczego nie jesteś w Hogwarcie?- Walnęłam prosto z mostu.
-A, co przeszkadza ci, że jestem teraz tu, z tobą, a nie 500kilometrów dalej?
-Właśnie tego w tobie nie lubię, odpowiadasz pytaniem na pytanie… Nagle znikasz, nagle się pojawiasz i nie masz najmniejszego zamiaru czegokolwiek wyjaśniać… Przecież nie można tak żyć… Jim, za wiele ode mnie oczekujesz… Nie będę udawać, ze nic się nie dzieje.- Byłam trochę podirytowana. A on? Tylko przyglądał mi się z uwagą, z lekkim uśmiechem na twarzy… To jeszcze dodawało oliwy do ognia… Go nic nie obchodzi, on chyba uważa, ze tak jak jest, jest dobrze, że może mieć setki sekretów, a ja? Ja nie będę o nic pytać, tylko przyjmę go z otwartymi ramionami.
-Musisz zrozumieć, że jest wiele spraw, w które nie mogę i nie powinienem cię mieszać. A dlaczego nie jestem w Hogwarcie? Po prostu nie chcę tam być… Zbyt wiele miejsc, zbyt wiele osób przypomina mi o pewnym zdarzeniu z poprzedniego roku.

Co to za zdarzenie? Jaki jest kolejny sekret J.B*? Te pytania kłębiły mi się w głowie… Przyglądając się jak Dalia usiłuje złapać już nie motyla, ale pszczołę, myślałam tylko o tym by zacząć jeszcze bardziej drążyć temat. Po chwili uznałam, że to bez sensu…, Że dowiem się, kiedy indziej, że zaczynam przesadzać, ze zaczynam się robić nadwrażliwa.

-Co tak zamilkłaś?
-Myślę, nad tym, co powiedziałeś…
-I, do jakiego doszłaś wniosku?
-Jakiego? Takiego, że twoje całe życie przypomina grę… Przeskakujesz z pola na pole byle tylko nie dać się zbić… Czasem zaatakujesz, cały czas zmieniasz twarze byle tylko nikt nie mógł cię poznać… I myślę, że kiedyś cię to zmęczy, że już niedługo dowiem się o tobie wszystkiego. A teraz… Może pójdziemy już na te lody?

Po 15 minutach siedziałam w ogromnym, wygodnym fotelu, w kawiarni „Lotos”. Była bardzo przytulna, jej ściany zostały udekorowane wystawą obrazów przedstawiających wszystkie ciekawe zakątki miasta. Z radia sączyła się cicha, łagodna muzyka, która oddawała odpowiedni klimat.
Do stolika podeszła pulchna, zabawnie wyglądająca kobieta. Miała na sobie lnianą suknię sięgającą do ziemi i niezliczoną ilość korali. Uśmiechnęła się i powiedziała:
-Witamy w naszej kawiarni, czego państwo sobie życzą?
Jim spojrzał na mnie pytający wzrokiem, a ja odparłam:
-Poproszę…- I tu spojrzałam na kartę leżącą na stoliku- Zimny Owocowy Mix.
-Dobrze…-Mruknęła kobieta zapisując coś zawzięcie w swoim notesiku-a pan?
-Ja chciałbym Czekoladowe Królestwo.
-Znakomity wybór-Powiedział kobieta, poczym zabrała karty i podreptała w stronę kuchni.
-Wymarzone miejsce do rozmów, co?- Stwierdziłam.
-Tak… Właśnie, jeśli chodzi o rozmowę to musimy pogadać.
-A możesz mi wytłumaczyć, co teraz robimy, jak nie rozmawiamy?- Zapytałam z uśmiechem. Szczerze mówiąc, zaskoczyłam sama siebie tym doskonałym humorem. No już taka jestem…
-Ale nie rozmawiamy o tym, o czym powinniśmy, mianowicie… Musimy pogadać o tym, co się stało w pociągu.
-Dużo rzeczy się tam zdarzyło…
-Przecież wiesz, o co mi chodzi.
Wiedziałam, chodzi o ten pocałunek… Wiedziałam, też, że tej rozmowy nie da się uniknąć…, Że na kilka pytań będę musiała szczerze odpowiedzieć.
-Och, wiem…-Odparłam.
-Więc czy to znaczyło, ze chcesz dać mi jeszcze jakąś szansę?
-Może,…ale tylko wtedy, gdy zaczniesz mi mówić prawdę.
-Masz pojęcie, jakie to będzie trudne?- Zaśmiał się -Ale dobrze, będę ci mówić prawdę.
-To może zaczniesz od powiedzenia mi, kto to jest?- Wyjęłam z torebki biało-czarne zdjęcie pięknej, uśmiechniętej dziewczyny w moim wieku, która była obejmowana przez Jim’a.
-Skąd to masz?- Zapytał lekko przestraszony tym, co zobaczył.
-Pamiętasz jak w pociągu kazałeś mi wysłać sowę? A raczej, gdy ja zaproponowałam, ze to zrobię?
-Tak, pamiętam, ale co…
-Szukałam w twoim kufrze jakiejś kartki i pióra… Wtedy z zeszytu wypadło to zdjęcie…, Więc, kto to jest? Czy ona ma cokolwiek wspólnego z tym zdarzeniem z poprzedniego roku?
-Tak, ma…-Nie dokończył, bo właśnie pulchna kobieta podeszła do naszego stolika niosąc dwa puchary z deserami.
-Smacznego!- Powiedziała i odeszła.
Gapiłam się w swoje lody z owocami i myślałam nad tym czy dobrze zrobiłam, pokazując Jim’owi to zdjęcie… Jednak, jeśli mamy być razem to przecież nie zbudujemy dobrego związku na „trupach w szafie”. Nie może być sekretów i tajemnic… Musi być szczerość.
-Więc?- Ponagliłam.
-To Johanna, była Ślizgonką, ale inną niż wszystkie. Byliśmy ze sobą, ale pewnego dnia… Popełniła samobójstwo… Po prostu… Podczas jednego z treningów drużyny Ślizgonów, wzbiła się w powietrze na miotle, stanęła na niej i zeskoczyła… Nie miała szans, pomoc nadeszła za późno…- Powiedział z wielkim żalem i bólem w głosie.
Zamarłam, z otwartymi ustami, byłam zszokowana… I nagle zobaczyłam, że to wszystko zaczyna wreszcie do siebie pasować…, Że Jim miał powody, aby nie mówić mi wszystkiego.
-Ale, dlaczego to zrobiła?- Wydusiłam z siebie pytanie, na które bardzo chciałam otrzymać odpowiedź…
-To nie ona… Raczej: głupio to brzmi, lecz okazało się, że była ofiarą zaklęcia Imperius… Ktoś nią kierował jak marionetką… To musiał być, jakiś czarnoksiężnik… Następnie okazało się, ze przed śmiercią Johanny jej ojciec nie zgodził się pomóc pewnej… niebezpiecznej grupie ludzi… Śmierć córki to chyba miała być zemsta, lub groźba.


-----------------------------------------------------------
*J.B-inicjały od Jim Brown

[ 4059 komentarze ]


 
Tak zimno mi, już nie wiem jak...*
Dodała Petunia Ewans Niedziela, 22 Czerwca, 2008, 16:04

Dziękuję Wam za cierpliwość, dzięki niej skończyłam podstawówkę ze średnią 5.5 i maxem z testów kompetencji:)
---------------------------------------------------------
Usiadłam, zamknęłam oczy i z całych sił pragnęłam obudzić się w swoim łóżku, w swoim domu… Albo nie… Mogłabym się obudzić w moim łóżku, w mojej szkole… Tak, to o wiele lepsze rozwiązanie. Czułam, że nie mam ani ochoty, ani energii by siłować się z moimi powiekami, które powoli się zamykały… Ogarnął mnie błogi stan, który niestety-nie trwał zbyt długo.
Nie musiałam otwierać oczu, by wiedzieć, ze ktoś mnie BRUTALNIE budzi!
-Panno Evans- usłyszałam melodyjny, a zarazem silny, męski głos.
Otworzyłam jedno oko, a potem drugi i zatrzepotałam kilka razy powiekami, bo byłam pewna, ze mi się to śni. Usiadłam i gapiłam się na wysokiego mężczyznę w długiej do ziemi, turkusowej szacie. Miał brązową brodę, a znad okularów-połówek wyglądała para niebieskich oczu.
-Eee… Przepraszam, ale kim pan jest?
-Jestem Albus Dumbledore…
-Acha! Proszę mi wybaczyć, ale dopiero przypominam sobie pewne rzeczy… Co z ELIASEM?
-Uspokój się, proszę… Wszystko już dobrze, tylko twoi przyjaciele martwili się o to gdzie jesteś. Mam do ciebie prośbę: ze względu na to, że…”wykasowałem” wspomnienie wypadku Eliasa, nie wspominaj o tym, dobrze?
-Tak, ale… Czy Jim to pamięta?
-Oczywiście, on jest czarodziejem, może o wszystkim pamiętać.
-A ja?
-Ty masz w rodzinie czarownice, już zdążyłaś dowiedzieć się o magicznym świecie, więc nie ma sensu… kasować twoich wspomnień, choć mogę być dla ciebie nieprzyjemne.
-Profesorze… Dlaczego Lilly… jest czarownicą, a ja nie?
Na czole Dumbledore’a pojawiła się pionowa, charakterystyczna zmarszczka… Wyglądał na człowieka, który głęboko się nad czymś zastanawia… Po chwili odparł:
-Po prostu czasem tak jest… Każdy ma swoje przeznaczenie, swoją misję do wykonania… Wiem, że nie czujesz się usatysfakcjonowana moją odpowiedzią, ale kiedyś to zrozumiesz-powiedział z lekkim uśmiechem na ustach.
Już chciałam zadać mu kolejne pytanie, ale oczywiście Jim Brown musiał mi przeszkodzić swoim wparowaniem do przedziału!
-A tu jesteś! Wszyscy cię szukaliśmy!- Wydusił z siebie. Wpatrywał się we mnie tak uporczywie, że dopiero po kilkunastu sekundach zdążył dostrzec obecność Dumbledore’a.
-A Profesor! Witam!
-Dobry wieczór Jim, niestety nie mogę dłużej pozostać w Waszym towarzystwie, za kilka minut pociąg ruszy… Nikt nie będzie wiedział, co tu się działo. A! Masz bardzo mądrą sowę i-tu spojrzał na mnie-doprawdy uroczą przyjaciółkę.- Powiedział to, zakręcił się wokół swojej osi i zniknął.
-To był bardzo ciężki dzień, nie?- Zagaił Jim.
-Tak i wygląda na to, że jeszcze się nie skończył. Która godzina?
-23:40
-Wspaniale, w normalnych warunkach od 10 godzin powinniśmy siedzieć w akademiku…
-Spójrz na to pozytywnie: będziesz miała, co opowiadać wnukom, no może poza kilkoma magicznymi szczegółami…
Zapadł dość niezręczna cisza… Podeszłam do okna i wpatrując się w niebo powiedziałam:
-Lubię noc… Nie ujawnia niepotrzebnych szczegółów… Wtedy duże błędy wydają się tylko małymi potknięciami…
-Patrz, spadająca gwiazda-odrzekł Jim.-Pomyśl życzenie.
-Wierzysz w to?
-No pewnie, w końcu widziałem już czyrakobulwy i te wredne kąsające stworzenia-wróżki.
Zastanawiałam się nad swoim życzeniem… I do głowy przyszło mi tylko jedno: niech Lilly będzie szczęśliwa… Sama nie wiem, czemu ciągle o niej myślę, to zaczyna przeradzać się w obsesje.
-Jakie było twoje życzenie?- Zapytałam.
-Nie powiem ci, bo się nie spełni… Zresztą, ty je znasz.
Odwróciłam głowę od okna i popatrzyłam mu w oczy… te jego orzechowe oczy, którym nigdy nie potrafiłam się oprzeć… No cóż… Pocałowałam go.

*Natalia Lesz-Fall (polska wersja)
----------------------------------------------------------
Dalsza część podróży odbyła się bez zbędnych niespodzianek. O godzinie 01:00 w nocy byliśmy już na stacji, stamtąd zostaliśmy odwiezieni autobusem do akademika, który i tak czy tak był połączony ze szkołą. Mimo późnej godziny i narastającego we mnie zmęczenia, budynek zrobił na mnie wrażenie. Składał się z trzech części, jak się później dowiedziałam pierwszą i największą z nich była biblioteka z gabinetami do różnych przedmiotów, drugą akademik, a trzecia została dla mnie tajemnicą… Była najmniejsza i nawet nie zdążyłam o nią zapytać.
Po kilku minutach dotarliśmy do naszych pokoi. Ja dzieliłam swój „apartament”(jak nazwały go dziewczyny) sama. Był średniej wielkości: dwuosobowe łóżko, duża szafa, regał na książki, biurko i łazienka. Nie chciało mi się nawet wypakowywać, zamknęłam drzwi na klucz, wypuściłam z klatki Dalie, padłam na łóżko i zasnęłam…

[ 3455 komentarze ]


 
Przerwa
Dodała Petunia Ewans Niedziela, 08 Czerwca, 2008, 15:43

Muszę Was poinformować, że następna notka zostanie opublikowana dopiero 19.06:( Mam teraz mnóstwo prac dodatkowych i różnych obowiązków związanych ze szkołą. Dziękuje Wam, że jesteście tacy cierpliwi;) Pozdrawiam:*

[ 378 komentarze ]


 
Strach...
Dodała Petunia Ewans Wtorek, 06 Maja, 2008, 22:42

Trudno mi pisać, bo moje ręce drżą… Chyba nigdy nie byłam w takim stanie, staram się trzymać i udawać twardą, ale najchętniej rozpłakałabym się jak Nan… Kiedy wbiegła do przedziału cała roztrzęsioną z tym przerażającym opisem wydarzeń, myślałam, że przesadza… Że wyolbrzymia fakty… A może miałam tylko taką nadzieje? Kiedy tylko zobaczyłam Eliasa… Myślałam, że zemdleje… Był BARDZO, BARDZO dużo krwi… Może to wydaje się śmieszne, bo Eliasa znam tylko od kilkunastu godzin, ale chciało mi się płakać… Ze względu na Nan i Emme, które wyły jak szalone postanowiłam zachować zimną krew… Taa krew… Słychać było tylko ciszę, przerywaną raz po raz przez szloch dziewczyn… Chciałam aby to wszystko wydało się tak naprawdę złym snem… Chciałam obudzić się w moim łóżku, martwiąc się, czy odrobiłam wszystkie lekcje, czy przypadkiem się nie spóźnię… Jednak takie poranki to przeszłość… No cóż w pewnym sensie wyleciałam z domowego gniazdka, może z własnej woli… a może dlatego, że nie było już tam dla mnie miejsca? Może, dlatego, że najmłodsze pisklę urosło i starszemu zaczęło brakować miejsca?
Jak przez mgłę widziałam, że Jim ogląda ranę na głowie Eliasa… Po minucie, może dwóch poczułam, że ktoś chwycił moją rękę i ciągnie mnie za sobą. Dopiero po chwili zorientowałam się, że idę z Jim’em przez korytarz… Teraz było mi wszystko jedno… Pewnie chce wykorzystać sytuację, w której no nie okłamujmy się-jestem otumaniona i zacząć mnie przepraszać.
-Obejrzałem ranę… Wiesz, gdyby była naturalna wszystko można byłoby załatwić zwykłym zaklęciem uzdrawiającym, którego nauczyłem się w ubiegłym roku, w Hogwarcie…
Po chwili dopiero dotarł do mnie sens jego słów…
-To jak? Nie jest NATURALNA? Czyli jaka?
-Czarnoksięskie zaklęcie…
-Nadal myślę, że jeden czarodziej w tym pociągu to i tak za dużo, ale dwóch?
-Przestaniesz się droczyć? To jest bardzo poważna sytuacja! Życie Eliasa jest w niebezpieczeństwie, nigdzie nie można znaleźć konduktora! Sądzisz, że to normalne? ŻADNEGO ucznia nie obudził ten huk! Coś jest BARDZO NIE TAK!- Wydarł się na mnie. Jim Brown po raz pierwszy się na mnie WYDARŁ! Nie wliczając tego razu, kiedy kazał mi lecieć na miotle i się ratować.
-To niby, co ja mam zrobić? Nie jestem czarownicą, jestem zbyt głupia, aby zadawać się z własną siostrą! Przecież w końcu TO TY JESTEŚ CZARODZIEJEM I TO TY POSIADASZ TEN WYPOLEROWANY KAWAŁEK DREWNA, POTOCZNIE ZWANY RÓŻDŻKĄ!
-Nie rozumiesz? Czary tu nie pomogą!
-Oh, ja to bardzo dobrze rozumiem! Więc, może jakieś pomysły?
-Wprawdzie… Mógłbym wysłać sowę do Dumbledor’a, nauczyciela transmutacji… Bardzo mądry człowiek, ale to trochę potrwa…
-MASZ TU SOWĘ!?- Byłam bardzo zaskoczona, co ten chłopak znowu knuje?- Mam lepszy pomysł: ja wyślę tą sowę, a ty postarasz się zatamować krwawienie czy coś…
-Jesteś pewna, że dasz sobie rade?
-A, co to za filozofia napisać list i dać zwierzakowi? Nie martw się, Lilly- I tu zamilkłam na chwilę- opisywała mi jak się wysyła sowę, bo chciała mi pisać listy z Hogwartu… To było jeszcze zanim się pokłóciłyśmy…
-Pokłóciłyście się?- Odparł zaskoczony.
-Tak, ale za dużo by o tym opowiadać. Teraz nie ma czasu na wspomnienia…
Już miałam się odwrócić, kiedy On złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i powiedział:
-Uważaj na siebie, kocham cię.
I już miałam ochotę zmięknąć i dać się przytulić… Kiedy nagle wszystko powróciło jak bumerang… Porzucenie, strach, kłótnia z Lilly… W dużym stopniu to jego wina…
-A ja ciebie już nie.- Odepchnęłam go i zostawiłam osłupionego. Szłam szybkim, zdecydowanym krokiem. Zorientowałam się, że nawet nie zapytałam gdzie schował tę swoją sowę, ale nie miałam najmniejszego zamiaru wracać. No cóż, będę musiała poradzić sobie sama… Weszłam do przedziału chłopaków, rozejrzałam się i zauważyłam coś owalnego, przykrytego kawałkiem materiału. Wspięłam się na palce i ściągnęłam ów przedmiot z górnej półki. Nawet nie odkrywając płachty, wiedziałam, że się nie pomyliłam, bo sowa zahuczała i zatrzepotała (chyba) skrzydłami. Postawiłam ją na stoliku i zaczęłam szukać kufra Jim’a, bo przecież potrzebny był mi jakiś papier i pióro! Kiedy już znalazłam bagaż Jim’a i zaczęłam go przeglądać zorientowałam się, że… TAM NIE MA ZWYKŁEGO PAPIERU TYLKO JEST PERGAMIN, A ZAMIAST ZWYKŁEGO PIÓRA JEST GĘSIE! I do tego: Jim miał spakowane szaty czarodziejskie… Zadam te pytanie po raz kolejny:, co ten człowiek knuje? Jednak nie czas ani miejsce, aby się nad tym zastanawiać… Musiałam korzystać z tego co miałam… Długo zastanawiałam się co właściwie napisać… W końcu powstał następujący tekst:

Profesorze Dumbledore!
List kazał napisać mi Jim Brown. Pociąg do szkoły w Rochdel
zatrzymała nagła awaria. Nasz kolega został trafiony zaklęciem najprawdopodobniej z
Zakresu Czarnej Magii.
Prosimy o pomoc.

Petunia Evans

-------------------------------

Za błędy bardzo przepraszam:)

[ 337 komentarze ]


 
Zniknięcie...
Dodała Petunia Ewans Niedziela, 27 Kwietnia, 2008, 11:44

To było oczywiste! To było do przewidzenia! Przecież TO było pewne, że jak przyjdą do nas osobniki jeszcze niedorozwinięte umysłowo coś się stanie! I się stało! I nawet nie macie pojęcia jak dużo się stało! Zaczęło się całkiem niewinnie: jakieś gry, gadanie itp. Do momentu, kiedy wszyscy zgłodnieli…
-Ma ktoś jeszcze coś do jedzenia?- Spytał Phil.
-Nie, wszyscy zabraliśmy zapasy na najwyżej 6 godzin jazdy, a nie na całą noc!- Odrzekła jękliwym głosem Agnes.
-Dobra, chłopaki teraz my musimy się wykazać. Kto idzie ze mną poszukać czegoś jadalnego?- Powiedział dość stanowczym tonem Luke.
-Ja idę!- Krzyknęli chórem Charlie, Elias i Phil.
-Jak Wy idziecie to ja też!- Wykrzyknęła Nan.
-Też się pisze!- Tym razem zgłosiły się Agnes i Edith.
-Kobitki, to męska wyprawa! O PRZETRWANIE!
-Ha, ha, ha! Taka męska, że nawet Malcolm nie chce iść.- Zadrwiła Emme.
-Niech wam będzie, to w końcu, kto zostaje?
-Ja, Emme i Ji… Raczej Malcolm- Odpowiedziałam.
I właśnie zdałam sobie sprawę, że gdyby nie Emme zostałabym sam na sam z Jim’em. Zaczęłam żywić szczerą sympatię do Em i w duchu bardzo jej dziękowałam, że choć nieświadomie to uratowała mi życie. No dobra przesadzam, bo Jim pewnie by mnie nie zabił tylko chciał zwyczajnie porozmawiać, ale co tam.
-To, komu w drogę temu czas- I już nie było naszej gruby, która miała nas uratować przed śmiercią głodową.
-Pet, co ty tak ciągle notujesz w dym zeszyciku? Ręka cię nie boli? Nie nudzi ci się to?- Zapytała z lekką kpiną w głosie Em. Już miałam odpowiedzieć, ale ktoś mnie ubiegł…
-Ona tak lubi- Powiedział Jim.
-A niby skąd wiesz, co lubię, a czego nie?- Zapytałam z wściekłością. Bo jest tak: najpierw on mi zawraca w głowie, potem odchodzi, a teraz znowu miesza mi w życiu! I czy to jest SPRAWIEDLIWE?
-A wiem, bo cię znam- Odparł ze spokojem w głosie.
-Nie znasz mnie!
-Oho jakiś stary, niezaleczony konflikt wisi w powietrzu. Ja chyba sobie pójdę. – Stwierdziła Em i poszła. No tak! Tego właśnie mi trzeba! Siedzenia samotnie z tym idiotą w przedziale! No nie tak całkiem samotnie… Mam jeszcze Dalie, może będzie na tyle mądra i podrapie tego wypłosza swoimi ostrymi pazurkami? Chyba na razie nie mogę od niej tyle wymagać… Śpi sobie biedactwo…
-Chcę z tobą pogadać.
-A ja z Tobą nie.- Odpowiedziałam jadowitym tonem.
-Czemu jesteś taka…
-Niby jaka?
-Wredna!
-A jaka mam być? Wyjeżdżasz bez słowa wyjaśnienia, przez kilka tygodni nawet nie wiem, co się dzieje i nagle pojawiasz się w pociągu do mojej NOWEJ I TO MUSZĘ DODAĆ NORMALNEJ SZKOŁY!
-Dobrze wiesz jak to było, nie mogłem! I nawet nie wiesz ile starań kosztowało mnie, aby dostać się do tego pociągu, a najpierw wkraść się w łaski tych mu… Zwykłych ludzi! Nie doceniasz ile zrobiłem, byle tylko spotkać się z tobą!
-A, co Ty sobie myślałeś? Że rzucę ci się w ramiona? O nie, drogi panie tak to nie będzie!
Byłam bardzo, ale to bardzo wściekła… Chciało mi się płakać, czułam się bezradna wobec tego, co się wokół mnie dzieje… Kochałam Jim’a, ale nie mogę być z człowiekiem, który notorycznie mnie okłamuje!
-Ty niczego nie rozumiesz! Kocham cię! Jakbym ciebie tak nie kochał to bym sobie odpuścił, ale nie umiem!
-Ja…- Nie dokończyłam, drzwi przedziału otworzyły się gwałtownie i ujrzeliśmy w nich zapłakaną Nan.
-Elias… Taka wielka waza, on ją zrzucił…
-Uspokój się. Co się dokładnie stało?- Zapytałam.
Po chwili odparła:
-Chciał otworzyć górną szufladę tej szafy, która jest na korytarzu… Ale stracił równowagę i strącił sobie na głowę wazę… Jest dużo krwi… Nigdzie nie ma konduktora…

[ 391 komentarze ]


 
Najlepsze wciąż musi przyjść...
Dodała Petunia Ewans Piątek, 25 Kwietnia, 2008, 22:37

-Większość osób w tym pociągu to niedojrzałe dzieciaki,- tu spojrzał na dwie dziewczyny biegające po korytarzu-, ale wy wydajecie mi się normalni. W związku z tym mam do was małą prośbę. Dopilnujcie, aby w każdym przedziale było po 5 osób, oddzielnie dziewczyny i chłopcy. Czy jesteście w stanie to zrobić?- Mówił do nas konduktor. Popatrzyliśmy z Phil’em na siebie i pokiwaliśmy głowami. Po około 2 godzinach wszyscy byli usadzeni wygodnie w przedziałach, postaraliśmy się (ja i Phil), aby każdy miał śpiwór.
-Pójdę z tobą i zabiorę chłopaków z waszego przedziału-powiedział Phil.
-Co? Ano fakt, jestem nieprzytomna, zaczynam czuć się jak jakaś opiekunka na koloni-powiedziałam ze śmiechem.
-Prawdę mówiąc: ja też.
Kiedy zawiadomiliśmy całą ,,ekipę” że chłopcy muszą się wynieść zadowolone były tylko pojedyncze jednostki.
-Ale, dlaczego tak?- Jęknęła Nan.
-Nic na to nie poradzimy, siła wyższa-stwierdził rozsądnie Elias, poczym pocałował Nan w czoło.
Zły był także Jim, nie był niezadowolony, bo to za lekkie słowo. Był WYRAŹNIE zły. Z kwaśną miną powlókł się za resztą osobników płci męskiej.
Agnes zamknęła drzwi i zawołała:
-Drogie panie! Mamy wolną chatę!
-Chatę? Ja bym tego tak nie nazwała.- Powiedziała Emme, po czym wszystkie się roześmiałyśmy.
-To, co robimy?- Spytała Nan- chyba, że macie zamiar zgasić światło i położyć się do cieplutkich śpiworków.
-Może 15 minut prawdy?- Zasugerowała nieśmiało Edith.
-Dobra, ale kto zaczyna?- Powiedziałam.
-Kto? I jeszcze się pytasz? No pewnie, że ty! Każda z nas ma prawo zadać ci po dwa pytania!- Stwierdziła Agnes.
-No dobra…-Westchnęłam niepewnie. Pewnie to będą jakieś ogólne pytania typu,,Masz rodzeństwo?” albo ,,Dlaczego akurat ta szkoła” i takie tam. Przecież to nie jest przesłuchanie!
-Co cię łączy z Malcolm’em?- Zapytała Emme- Zatkało mnie… W głowie roiło mi się tyle pytań,,Skąd ona wie, że go znam? Czy dawałam po sobie coś poznać?”.
-Co cię skłoniło do pomyślenia, że w ogóle go znam?
-Nie jestem głupia, widzę jak on na ciebie patrzy.
-Niby jak?
-Jakby czegoś bardzo żałował, a ty ciągle piorunujesz go wzrokiem! Więc powtarzam pytanie: skąd się znacie?
-Nie chcę rozgrzebywać przeszłości, kiedyś się dobrze znaliśmy… Urwał się kontakt i tyle.-Odparłam i byłam przekonana, że całkiem dobrze zrobiłam. Może podkoloryzowała trochę, no, bo wakacje to nie taka znowu przeszłość, ale czy wszyscy muszą znać cała prawdę?
Emme była najwyraźniej niezadowolona z mojej odpowiedzi. Pewnie spodziewała się więcej szczegółów, lecz nie zawsze dostajemy to, czego chcemy.
-Co ty ukrywasz?- Zapytała Emme.
-Widzisz tu kryje się o wiele więcej pytań, jedno nie wystarczy, a zgodnie z zasadami mam możliwość odpowiedzenia na dwa Twoje pytania jedno wykorzystałaś…
Jak zwykle nie dokończyłam, ale akurat teraz było to dobre. Drzwi się otworzyły i po chwili do przedziału weszli chłopcy.
-Naprawdę myślałyście, że was tutaj zostawimy? Woleliśmy sami przyjść, bo i tak za jakieś dziesięć minut byście przyleciały do nas z wrzaskiem,,Potwory! Potwory!”- Zadrwił Elias, po czym dość namiętnie pocałował swoją dziewczynę.
-Jesteście nienormalni- stwierdziła Agnes.- A co jak was złapią?
-Nic. Nie złapią nas.-Powiedział pewny swego Phil.
Pisałam już, że to będzie bardzo długa noc?

[ 50 komentarze ]


 
A miało być tak spokojnie...
Dodała Petunia Ewans Piątek, 11 Kwietnia, 2008, 22:22

Nasz przedział okazał się najgłośniejszym i najzabawniejszym w całym pociągu. Ze względu na to, że gra w butelkę na pocałunki jest nudna, postanowiliśmy bawić się na wyzwania. Czubek butelki wskazał na Malcolm’a a potem na mnie.
-Hmmm… Panna Evans, chyba mam jakiś pomysł… Na korytarzu stoi szafa wejdziesz tam ze mną na minutę. Wyzywam cię!
-Chyba oszalałeś! Nie wejdę z tobą do szafy!- Odparłam oburzona.
-Tu, wyzwanie to wyzwanie-musisz! A przecież to tylko minuta, jak coś do krzycz-powiedziała Emme, po czym wszyscy się roześmiali.
-Sama nie wiem… No dobra, niech wam będzie! Raz kozie śmierć!
Wszyscy wyszli na korytarz. Niepewnie weszłam do szafy za Malcolm’em. Okazało się, że jest tam bardzo ciasno, stałam tam lekko skulona w myślach odliczając sekundy, które wlokły się powoli niczym obłoczki po błękitnym niebie.
-Petunio, dziwne, że od razu mnie nie rozpoznałaś.-I nagle rozpoznałam ten głos… Od początku przecież jego twarz była taka… znajoma. To niemożliwe… Byłam zamknięta w szafie z Jim’em Brown’em!
-Jak mogłeś? Jak mogłeś mnie tak zostawić!? I dlaczego nie jesteś w tej swojej szkole! Co ty tutaj robisz i…
-KONIEC! Petunio możesz już wyjść!- Usłyszałam głos Nan.
Miałam ochotę wyzywać i pobić Malcolm’a to znaczy Jim’a, ale dziwnie by wyglądało, siedzenie w tym drewnianym pudle dłużej niż trzeba. Nie pozostało mi nic innego…
Gwałtownie otworzyłam drzwi szafy, wyszłam nie odzywając się do nikogo. Teraz siedzę tu i notuję, a atmosfera wydaje się być-lekko mówiąc-napięta. Żal mi tych ludzi, część z nich naprawdę polubiłam, oni JESZCZE nie wiedzą, że,,Malcolm” to tak naprawdę zimnokrwisty Jim, który przywlókł się za mną… Nie wiem, co zrobię, przecież nie mogę się teraz wycofać, nie znajdę TERAZ DOBREJ SZKOŁY. Z drugiej strony… głupio mi się przyznać, ale cieszę się, że Jim tu jest cały i zdrowy i naprawdę to takie CUDOWNE z jego strony, że tak się fatygował, aby mnie zobaczyć… O Mamo! Co ja gadam? O przepraszam-co ja piszę? Ten pamiętnik staje się pełnym ckliwych wpisów dziennikiem porcelanowej lalki. Moje całe życie staje się… plastikowe, sztuczne aż do bólu, pełne dziwnych historii…
-Petuniu, co wydarzyło się w szafie?- Spytała nieśmiało Edith.
-Nic, po prostu minuta z Ji… to znaczy z Malcolm’em w szafie to naprawdę NIC przyjemnego.- Odpowiedziałam, co wywołało salwę śmiechów.
-A, co zamierzacie robić po skończeniu tej szkoły?- Zagaiła, Nan.
-Ja tam chcę zostać lekarzem. Może nie odkryję jakiegoś leku na raka czy coś, ale będę mógł pomagać ludziom.- Stwierdził Elias.
Taa… Nawet tak rozrywkowy człowiek jak Elias ma jakieś plany na przyszłość. A ja? Ja nie wiem, co będę robić jutro, a co dopiero za trzy lata. Teraz zauważyłam, że każdy mój dzień nie różnił się od pewnego szablonu:

-pobudka
-śniadanie
-krzątanina
-szkoła
-obiad
-lekcje tańca
-kolacja
-sen

Lekcje tańca… Nawet trudno tak nazwać spotkania, na których przez dwie godziny wykonywałyśmy dzikie ruchy samby lub próbowaliśmy utrzymać ramę do walca… Jak to było dawno, niby jeszcze przed wakacjami, ale… Chyba nie powinnam żyć przeszłością (co ciągle robię).
-Petuniu, ty jesteś uzależniona od tego dziennika! Nie boli cię ręka?- Zapytała z troską w głosie Agnes.
-Czasem trochę, ale chyba już się przyzwyczaiłam-odpowiedziałam.
Nagle pociąg zatrzymał się, oczywiście nie uszło to niczyjej uwadze.
-Pójdę sprawdzić, co się dzieje-odparł Phil.
Chciałam wyjść stąd, coraz trudniej było mi wytrzymać natarczywy wzrok Jim’a.
-Idę z tobą, no wiesz jak zemdlejesz to ja wezwę pomoc-stwierdziłam.
-Jak chcesz-powiedział lekko zaskoczony chłopak.
Trudno było się przecisnąć przez tłum zaniepokojonych uczniów, kiedy dotarliśmy do konduktora i zapytaliśmy, co się dzieje odpowiedział:
-To tajemnica, ale wszystko wskazuję na poważniejszą awarię. Zanim dotrą tu potrzebni mechanicy minie kilka godzin.
-Kilka godzin!- Wykrzyknęliśmy chórem.
-Nie tak głośno!- Zganił nas konduktor-chyba wszyscy uczniowie będą zmuszeni przenocować w swoich przedziałach.
A to miała być taka nudna, spokojna podróż…

----------------------------------------

Kiedyś pisałam długie posty i jakoś nikt ich nie czytał... Dlatego teraz piszę krótko. Pozdrawiam:*

[ 368 komentarze ]


1 2 3 »  

| Script by Alex

 









  
Newsy po angielsku:
Harry Potter's Page

  
Konkursy-archiwum

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU

Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP

PAMIĘTNIKI : KANON


Albus Severus Potter
Nowa Księga Huncwotów
Lily i James Potter
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik W. Kruma!
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik N. Tonks!
Elizabeth Rosemond

Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Harrego!
James Potter Junior!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik Voldemorta
Pamiętnik Malfoy'a!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Romildy Vane
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Toma Riddle'a
Pamiętnik Lavender

PAMIĘTNIKI : FIKCJA

Aurora Silverstone
Mary Ann Lupin!
Elizabeth Lastrange
Nowa Julia Darkness!

Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Marty Pears
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Pamiętnik Jasminy!

INKUBATOR
Alicja Spinnet!
Pamiętnik J. Pottera
Cedrik Diggory
Pamiętnik Sarah Potter
Valerie & Charlotte
Pamiętnik Leiry Sanford
Neville Longbottom
Pamiętnik Fleur
Pamiętnik Cho
Pamiętnik Rona!

Pamiętniki do przejęcia

Pamiętniki archiwalne

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
>>Księgi Magii<<
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj sw�j HOROSKOP!
Zakon Feniksa


  
Co sądzisz o o zakończeniu sagi?
Rewelacyjne, jestem zachwycony/a!
Dobre, ale bez zachwytu
Średnie, mogłoby być lepsze
Kiepskie, bez wyrazu
Beznadziejne- nie dało się czytać!
  

 
© interREKLAMA.pl
strony internetowe szczecin - Wszystkie prawa zastrzeżone
linki