Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Arwena Eowina Black
Do 09.06.2008 pamiętnikiem opiekowała się Lady Lestrange

  5. Na ratunek...
Dodała Bellatrix Black Sobota, 07 Lutego, 2009, 17:30

Notka dedykowana Marcie, za przemiłe i prześmieszne rozmowy na gg, za podtrzymywanie na duchu na moim wyjeździe :P i wreszcie, za to przecudne logo, które wykonała!:*
Pozdrawiam serdecznie (bardzo) wąskie grono czytelników ;)
Arwena


Święta minęły pod znakiem kłótni z Andromedą W szkole można ją znieść, bo wystarczy ją ignorować, ale w domu… Najgorsze jest to, że widzę w niej alternatywną mnie. Wszystko przez to podobieństwo…
Powrót do zaszlamionego Hogwartu przyniósł mi, mimo wszystko ulgę. Po tygodniu, znowu wpadłam w zwyczajny, szkolny tryb życia, jednak nie było mi dane długo funkcjonować w normalnych warunkach…

W piątek, po ostatniej lekcji szłam korytarzem prowadzącym do lochów. Jak zwykle złorzeczyłam pod adres, którejś ze szkolnych szlam. Nagle ktoś złapał mnie mocno w tali i wciągnął do pracowni. Zaczęłam się szarpać, ale uścisk był zbyt mocny.
- Bella, uspokój się! – usłyszałam tuż przy uchu zdenerwowany głos Rabastana. – Mam sprawę.
- Rastan? Kretynie, nie mogłeś mnie po prostu zawołać? – spytałam rozdrażniona. Nie zwolnił uścisku, a ja poczułam dziwną panikę. Po pierwsze, dlatego, że jeszcze rok temu mogłam go bez problemu powalić na ziemię, a dziś to on jest silniejszy. Po drugie dlatego, że czułam na brzuchu jego ciepłe ręce, a włosy falowały mi pod wpływem jego oddechu.
- Już chyba możesz mnie puścić? – spytałam po chwili, czując, że jego oddech staje się szybszy i cięższy. Nie lubię, takich… niejasnych sytuacji.
Z pewnym wahaniem odsunął się ode mnie.
- Co chciałeś mi powiedzieć? – mój chłodny ton głosy, przywołał go z powrotem do Hogwartu, na jego twarzy znów pojawiło się napięcie, a w oczach panika.
- Ślimak przyłapał Rudolfa w swojej pracowni i oskarżył go o kradzież składników…
-Pfff… Dał się złapać- nie mogłam się powstrzymać od ironicznego uśmiechu. – Co właściwie ukradł?
-On mówi, że nic, ale Ślimakowi zniknęła krew smoka, jeśli się nie znajdzie…. – dramatycznie zawiesił głos.
- To Rudolf wyleci? – spytałam rozbawiona.
- Właśnie w takich chwilach mnie przerażasz – powiedział zmieszany Rab i dodał nieco ciszej. – Musimy mu pomóc.
- Po pierwsze, dlaczego MY? Po drugie, po co? Sam wpadł w to szambo – mój lekceważący głos upewnił go w przekonaniu, że nie żartuję.
- Ja jestem jego bratem, a Ty jego przyjaciółką.
- Jego... Kim? Rastan, daj spokój. Ja go tylko znoszę… jego i jego głupotę – dodałam z przekąsem. Właśnie wtedy uderzyło mnie spojrzenie Rabastana. Było pełne obrzydzenia… i jakiejś niepewności. Zmieszałam się… Oczywiście, nie dałam tego po sobie poznać, ale zrozumiałam, że.. coś było nie tak. Po raz pierwszy w życiu poczułam się… mała i nic nieznacząca, a wszystko to pod siłą jednego spojrzenia.
Nie, nie czułam się przyjaciółką Rudolfa, Ursuli, Amycusa, czy… nawet Rabastana, do tego ostatniego po porostu miałam pewien sentyment. Imponował mi siłą charakteru tym, że potrafił, jako jedyny zapanować nad moim temperamentem. Miał na mnie jakiś wpływ, ale… Nie, nie czułam do niego, ani nikogo innego jakichś wzniosłych… uczuć. Jakieś przywiązanie – tak, a nawet ewentualnie mogłam ich lubić. Nie należę, do ludzi, którzy muszą sobie wymyślać związki z innymi, jestem samowystarczalna… jak On.
Jednak, w tamtej chwili rozumiałam, że mój „przyjaciel” Rastan, potrzebuje takich sztucznych relacji z ludźmi.
- Masz minę, jakby ktoś Ci przystawił chimerę do twarzy – ironia, to ratunek zawsze i wszędzie.
- I wcale nie jestem pewien, czy nikt mi jej nie przystawił – powiedział patrząc na mnie jednoznacznie.
- Uważaj chłopcze na słowa chyba, że chcesz wyłysieć w tajemniczych okolicznościach, jak ten pierwszak. Jaki masz plan?
- Odnośnie? – spytał pozornie obojętnie, ale w jego oczach już widziałam błysk.
- Wybawienia tego idioty z kłopotów, po raz setny – powiedziałam znudzona.
- I po co się zgrywałaś na początku? – jego głos zdradzał ulgę. – Nic skomplikowanego. W nocy wymkniemy się do Hogsmeade, teleportujemy się na Nocturna, a tam kupimy smoczą krew i podłożymy do gabinety Ślimaka.
- Głupota, jest jednak rodzinna. My się jeszcze nie teleportujemy…
- My nie, ale Amycus tak. – uśmiechnął się triumfalnie.
- Dobra, zgadzam się na ten plan. Pod jednym warunkiem – krew podrzucimy jakiejś szlamie, Ślimak, może nie uwierzyć, jak znajdzie krew z powrotem u siebie. Zresztą może być śmiesznie patrzeć, jak wywalają ze szkoły jakiegoś charłaka – na mojej twarzy wykwitł wyraz głębokiego zadowolenia.
Tak więc, już dziś w nocy czeka nas mała przygoda.

[ 4792 komentarze ]


 
4. Święta...
Dodała Bellatrix Black Środa, 24 Grudnia, 2008, 14:20

Bella, jeszcze nie jako "Królowa Mroku", ale obiecuję, że w następnej notce wrócę, do jej wizerunku z książki. Na razie, niech jeszcze pobędzie dziwną nastolatką, więc niech Was nie zdziwią problemy egzystencjalne, które nie pasują do Belli... przynajmniej pozornie ;-).
Pozdrawiam
Arwena



Nadszedł czas, na najbardziej sztuczne, sztywne i „rodzinne” święta w roku. Matka będzie siedzieć w kuchni i „nadzorować” pracę skrzatów, ojciec „pracował” w gabinecie, Narcyza będzie po kryjomu wysyłać sowę z życzeniami do znajomych, a Andromeda... Ta kompletna idiotka... będzie biegać po domu, wykrzykiwać kolędy, wieszać ozdoby i... uchylać się przed moimi zaklęciami żądlącymi. Jedyny plus, że w święta powpada rodzina i przyjaciele, a więc i Rabastan, z bratem, Amycus z siostrą i Ursula. Poza tym, będzie też ta denerwująca część rodziny, czyli dzieciaki. Mała, wiecznie rozryczana niedojda - Regulus i ten oszołom – Syriusz. Już teraz wiem, że nic ciekawego z nich nie wyrośnie, pierwszy się podobno rozpłakał na widok herbu rodowego, a drugi go obsikał...
W domu jestem od tygodnia i już tu ledwo wytrzymuję. Gdy pierwszego dnia się obudziłam, byłam związana lampkami choinkowymi, a na czole miałam napisane „Kocham święta!”. Oczywiście, przez resztę dnia Andromeda chodziła z opuchniętą twarzą. Naprawdę nie rozumiem, co ona robi w naszej rodzinie, zawsze sobie wyobrażałam, że jest adoptowana. Zupełnie do nas nie pasuje. W szkole, niby jest Ślizgonką, a zadaje się z Gryfonami, np. z tą Molly Weasley – prowincjonalną, zdrajczynią krwi. W domu, niby jej pokój wygląda, na czarodziejski, a jednak ma takie, bezsensowne, nieruchome plakaty, z mugolskimi zespołami. Poza tym, zawsze się kłóci z rodzicami, kiedy rozmawiamy, o prawach mugoli... Kiedyś słyszałam, jak rodzice mówili, że boją się, że zamieni się w jedną z obrończyń tych parszywych szlam i mugolaków.
Teraz zadręczam się myślami o moim pożegnaniu z znajomymi, bo było dosyć... specyficzne. Staliśmy już na londyńskim dworcu i czekaliśmy na rodziców. Większość uczniów, wracających do domu, na ferie, już się gdzieś rozpłynęła. Zostałam tylko ja, Rabastan, Rudolf, Amycus i Alecto. Rozmowa się już się nie kleiła...
- I... wiecie, co dostaniecie na święta? - próbował ratować sytuacje Rabastan. - Ja sobie zamówiłem zestaw do... - przerwał bo przechodziła Victorie – dziewczyna z jego klasy. Podeszła do niego pocałowała go w policzek, przytuliła i odeszła szepcząc „Wesołych świąt!”. Nas nie zaszczyciła spojrzeniem. - … zestaw do robienia żartów. - zakończył niepewnie. Patrzył się na mnie, a ja nie rozumiałam, dlaczego unikałam jego wzroku. W czasie, gdy reszta odpowiadała na wcześniej zadane pytania, ja próbowałam zrozumieć, dlaczego wyobrażam sobie, różne drastyczne sceny z udziałem Victorie i czuję... coś takiego, jak złość, ale...nie chęć pobicia kogokolwiek, czy skrzywdzenia, tylko we wnętrzu – taką... bierną złość?
- Rastan, nie wiedziałem, że kręcisz z Parkinsonową. - powiedział nagle Amycus z szelmowskim uśmiechem.
- Ja się z nią tylko przyjaźnię.- jego chłodny głos i ukratkowe spojrzenie w moja stronę, wywołało dreszcz, którego powodu do tej pory nie poznałam.
- Taa... Z Bellą też się przyjaźnisz, ale jeszcze nie widziałem, żebyście się cmokali na pożegnanie. - Ja nigdy nie widziałam, żebyś się cmokał z jakąkolwiek dziewczyną, czy to oznacza, że jesteś gejem? - Amycus się zaczerwienił i zaczął coś mruczeć pod nosem. Uśmiechnęłam się z satysfakcją – uwielbiam dołować tego idiotę. Spojrzałam się na Raba, myśląc, że na jego twarzy napotkam taki sam uśmiech, jednak on wpatrywał się w peron, jakby coś głęboko analizował.
-Bello – usłyszałam cienki głosik i ktoś szarpnął mnie delikatnie za poły płaszcza. -Bello, rodzice już są.
-Dobra, powiedz im, że już idę Cyziu.- mała rzuciła jeszcze nieśmiałe spojrzenie na moich znajomych i popędziła przez peron.
- Było fajnie, ale idę już od was odpocząć. Narazie. - rzuciłam niby obojętnie.
- Za długo sobie nie odpoczniesz, w końcu w święta do Ciebie wpadniemy. - Ursula uśmiechnęła się i podeszła mnie uściskać na pożegnanie, czego wcześniej nigdy nie robiła. Trochę skołowana podeszłam do Rabastana, aby podać mu dłoń na pożegnanie. Zamiast tego chłopak, z dużym skupieniem malującym się na twarzy, nachylił się nade mną i cmoknął mnie w policzek. Zamurowało mnie, ale maksymalny poziom odrętwienia uzyskałam, gdy reszta zrobiła to samo. Wydaję mi się, że oni swoim zachowaniem byli tak samo zdziwieni. Gdy odchodziłam, żegnali się z Ursulą, w taki sam sposób.
Dopiero później, jak już się otrząsnęłam, dowiedziałam się, że „tak się żegnają przyjaciele”. Pff... Nie wiem, czy nie podoba mi się to pożegnanie, czy nazwanie nas „przyjaciółmi”. Chociaż, to tylko słowo... Nie podobają mi się też, te niezdrowe relacje, jakie się wytworzyły między mną, a Rastanem i... moja reakcja na jego towarzystwo. Tak jest z tą „przyjaźnią”? - że nie czujesz się swobodnie, przy danej osobie, że zaczynasz jakby bardziej uważać na słowa i ruchy, pocą Ci się ręce... Jeśli tak, to wolę wrócić do relacji koleżeńskich... Tylko jak?

Pisanie tej notki, szło mi niezwykle topornie. Dziś jedno zdanie, następnego dnia dwa. Później wszystko kasowałam i zaczynałam od nowa. Ocenę zostawiam Wam.
A. E. B.

[ 1291 komentarze ]


 
Ciekawe urozmaicenie lekcji
Dodała Bellatrix Black Środa, 05 Listopada, 2008, 15:58

Czy w życiu Belli, zawsze było tylko i wyłącznie mrocznie, czy wszystko kręciło się wokół Voldemorta? Wydaję mi się, że nie. Ale chyba zawsze, była nerwową, mściwą złośnicą. Poza tym u Lily nowa notka ;-)
Pozdrawiam
Arwena


Cała szkoła, aż huczy i trudno się dziwić, to co się dziś zdarzyło, nawet jak na świat magii, jest nietypowe. Lepiej jednak będzie, gdy to po prostu opiszę.
Był czwartkowy poranek, naszą pierwszą lekcją była historia magii, z Krukonami. Stałam przed salą, czekając na dzwonek, gdy podszedł do mnie Rabastan.
- Czy testowałaś jakieś nowo wymyślone zaklęcie, na jakimś małym gryfonie? - spytał rozemocjonowany.
- Nie, po ostatnim zaklęciu przedwczesnego łysienia, wypróbowanym na małym McKinonie, mam dwumiesięczny szlaban i nie mam czasu wymyślać nowych zaklęć. - uśmiechnęłam się na wspomnienie przerażonego malucha z łysym plackiem na głowie.- Czemu pytasz?
- Przed chwilą śmignął obok mnie przerażony gryfon, z takim wytrzeszczem oczu, że pomyślałem, że może być spowodowany tylko zaklęciem. - powiedział ironicznie.- A co robisz na szlabanie?
- Wymyślam zaklęcie odwracające efekt łysienia. Nikt nie wie, jakiego zaklęcia użyłam, więc nikt nie może go cofnąć, a ja na cóż... zapomniałam.
Musieliśmy przerwać rozmowę i wejść do sali, bo zadzwonił dzwonek. Siedzieliśmy w ławkach, przygotowanie na kolejną nudna lekcję w wykonaniu Binnsa, gdy przez otwarte drzwi wleciał duch i stanął za katedrą. Chwilę wpatrywaliśmy się z niezrozumieniem w ducha, gdy ten przemówił znanym nam głosem:
-Witam wszystkich. Dzisiaj porozmawiamy o buntach goblinów...
W czasie gdy ja, z Rabastanem wpatrywaliśmy się ze zdumieniem w ducha Binnsa, jakaś dziewczyna z tyłu zaczęła wrzeszczeć piskliwym głosem:
- Pan umarł! Aaaaa....
- Co Ty gadasz moje dziecko, czuję się lepiej niż zwykle.- po czym sięgnął, po swój notes, a gdy jego ręka przeniknęła przez niego, na jego twarzy pojawiło się zdumienie. Zrobił to raz, później drugi, a gdy za trzecim razem sytuacja się powtórzyła, zaczął coś mruczeć pod nosem:
- Usiadłem przed kominkiem, później chyba zasnąłem... jakieś światło... wstałem... hmm, może to sen, chociaż od 46. nic mi się nie śniło, a szkoda, bo...
- Cuthbercie, obawiam się, że to prawda. Ty umarłeś. - usłyszałam czyjś pogodny głos. W drzwiach stał, ten wariat, nasz dyrektor Dumbledore.
- Ale jak to, Albusie? - zapytał Binns, jego głos brzmiał, jakby dyskutował z dyrektorem na temat koloru ścian w sali.
-Cuthbercie, chodźmy do mojego gabinetu, tam na spokojnie wszystko przedyskutujemy. - zaczekał, aż profesor do niego przyjdzie, a właściwie przyleci i zwrócił się do nas – Za chwilę przyjdzie do Was, na zastępstwo profesor Slughorn. - i wyszedł.
Jeszcze przez chwilę zachowaliśmy idealna ciszą, niezupełnie rozumiejąc, co się przed chwilą stało. Dopiero po jakichś pięciu minutach, do nas dotarło...
-Stary Binns umarł i nawet, tego nie zauważył.- zaczęłam się śmiać, dołączyło do mnie parę osób.
-Przestańcie! Jesteście okropni. Nie można się wyśmiewać ze zmarłych.- usłyszałam oburzony pisk Ann Jones.
- Akurat tego zmarłego, to nie zaboli, bo jeszcze sam nie wie, że nie żyje. - kolejny wybuch śmiechu.
- Bellatrix przestań! - usłyszałam już bardziej zdecydowany głos. Była to Hestia Jones, która z niepokojem zerkała na swoją siostrę, która łkała cicho.
- A co Jones? Siostrunia boi się umarlaków? - wstałam i zaczęłam iść w stronę Ann.- Boi się strasznych, złych duuuUuuuchów? - zawyłam, odpowiedziała mi salwa śmiechów. Spojrzałam na kulącą się dziewczynę, nie czułam litości, tylko pewnego rodzaju moc... Władzę nad nią, była tak przerażona, sama nie wiedziałam czym, że zrobiłaby wszystko, co bym jej rozkazała. Podniosłam różdżkę, żeby wyczarować sztucznego ducha, gdy poczułam jak jakaś duża siła odrzuca mnie do tyłu. Uderzyłam głową o ławkę, ale mimo bólu natychmiast wstałam, tak wściekła jak jeszcze nigdy dotąd. Zobaczyłam Hestie Jones stojącą z wysoko uniesioną różdżką, gdy spostrzegła moje rozwścieczone spojrzenie, na jej twarzy odmalował się autentyczny strach. Chyba to, spowodowało, że się uspokoiłam, uśmiechnęłam się ironicznie i powiedziałam:
- Chyba słyszałaś, od pierwszaków, co robię osobą, które mnie zdenerwują? - cała klasa obserwowała tą sytuację z niemym przerażeniem, tylko na twarzy Rabastana zauważyłam skupienia: przerwać mi, czy nie?
- Expelliarmus! -usłyszałam i zobaczyłam jak różdżka Jones, wpada do ręki Rudolfa, a ona sama leci do tyłu.
- Ty idioto! To ja miałam się nią zająć! - opanowała mną taka złość, że chciałam się rzucić bezpośrednio na chłopaka i wydrapać mu oczy, beż żadnych różdżek, po prostu patrzeć jak cierpi.
- Co tu się...? - odwróciłam się i zobaczyłam zaskoczonego profesora Slughorna.
Rudolf i Hestia dostali szlaban, za bójkę - ślimak niezbyt trafnie, zinterpretował sytuację – a ja dostałam +10, dla domu za próbę obrony tej szlamy...
Powiedziałam Rudolfowi, co o nim myślę, ale ten idiota nie przestaje za mną wodzić maślanym wzrokiem. Mam dosyć tego bezmózga, zawsze musi coś spieprzyć.
Poza tym, nie wiem, jak nasz „wspaniały” dyrektor mógł na to pozwolić, ale historii będzie nas dalej uczuć Binns – duch. A mogłam iść do Durmstrangu, to jest prawdziwa szkoła, z tradycjami, nie to, co te slamsy tutaj, na każdym kroku można spotkać szlamy.



Poza tym dziś na zaklęciach uczyliśmy się czaru zszywającego ( przerabiamy dział gospodarczy), przez pierwsze półgodziny nikomu w klasie nie udało się zszyć poduszki, którą nam dano, ale po tym czasie Jones (ta wstrętna szlama) zaczęła zręcznie łączyć ze sobą dwa brzegi materiału. Jakim sposobem, osoba w której żyłach płynie krew mugolska, może czarować lepiej ode mnie? Kiedyś ojciec mówił, że oni kradną naszą moc i używają ją do własnych celów. Tylko pytam się - jak? Oczywiście, od lat, we wszystkim ją prześcigałam o głowę, zawsze umiałam coś szybciej i lepiej – wydawało mi się to oczywiste, że moja magiczna krew musi mi pomagać w opanowywaniu czarów szybciej, niż jacyś mugole, ale jak teraz się nad tym zastanawiam, to np. Amycus jest magiczną sierotą. Mimo że również jest czysto krwisty, to jego umiejętności magiczne można przyrównać do umiejętności trolla, zresztą to niejedyna dziedzina, przez która kojarzy mi się z tym stworem : troll, to jego najczęstsza ocena, śmierdzi jak troll, a intelektem również nie grzeszy. Bliźniaczki Jones, są z rodziny mugolskiej, a radzą sobie o wiele lepiej od Amycusa. Czy, naprawdę można kraść czyjąś moc? Muszę o tym poczytać.

[ 1164 komentarze ]


 
Spotkanie
Dodała Bellatrix Black Wtorek, 21 Października, 2008, 10:56

Zdaję sobie sprawę, że każdy inaczej wyobraża sobie Voldemorta i sposoby w jakie pozyskiwał popleczników. Jednak ja spróbuję go przedstawić jako inteligentnego manipulatora. W końcu na początku musiał swoich zwolenników zaczarować wizją lepszego świata i ich nie przestraszyć. Pokazać im, że jest ich "przyjacielem", który chce dla nich jak najlepiej. Dopiero później, jak już będą wśród jego zwolenników i będą od niego uzależnieni, on pokaże swoje prawdziwe oblicze. Taki swoisty manipulator.
Pozdrawiam
Arwena



W ten weekend odbył się wypad do Hogsmeade. Poszłam tam razem z Rudolfem, Rabastanem i Amycusem, Ursula wolała zostać w zamku. Chyba nawet się domyślam dlaczego – bała się spotkania z Nim. Ja od tygodnia nie mogłam usiedzieć w miejscu, w myślach mając tylko treść listu:

Bello
Powiadam wszystkich z 7 i 6 klasy, których domy odwiedziłem w te wakacje, że pragnę się z Wami spotkać w tą sobotę o 17, w Trzech Miotłach.
L.V.


Pamiętam, co czułam po przeczytaniu tego listu i chyba nigdy tego nie zapomnę. Napisał do mnie, wybrał mnie! Zapamiętał moje imię, chociaż widzieliśmy się tylko przez chwilę. Pobiegłam od razu, do osób, które wskazał. Oczywiście, wśród prawdziwych (czysto krwistych) ślizgonów, dużo się o Nim mówiło, w końcu nasi rodzice wychwalali jego działania, plany pod niebiosa.
Teraz idąc tam, moje kroki były sprężyste, a świat wydawał się piękniejszy. Dochodziła do mnie tylko połowa słów moich towarzyszy, którzy udawali wyluzowanych.
- ... pikował w dół i już naprawdę uwierzyłem, że się rozbije, ale w ostatniej chwili poderwał miotłę, jego przeciwnik nie miał tyle szczęścia. Mówię Wam ten Wroński jest niesamowity! Za to na ostatnim meczu, podobno...
- Myślicie, że ma dla nas jakąś misję? - nie wytrzymałam, ale po ich natychmiastowej odpowiedzi wiedziałam, że oni tez o tym myślą.
- Daj spokój, Bellatrix. Czego On, może chcieć od dzieciaków? - odpowiedział mi Amycus. W jego głosie wyczułam niepewność.
- Ty się boisz. - powiedziałam to z pogardą w głosie, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, jaki posyła się dziecku w kołysce – Amycusek, boi się, że będzie musiał zrobić coś niebezpiecznego. Trzeba było siedzieć w Hogwarcie i kuć do egzaminów. Ja wiem, że on czegoś od nas oczekuje... - spojrzałam się na moich towarzyszy. Amycus pukał się znacząco w głowę, lecz przestał gdy spostrzegł moje spojrzenie. Krew uderzyła mi do głowy, sięgnęłam po różdżkę, a w myślach pojawiły mi się formułki zaklęć, inne od tych, których uczyliśmy się na lekcjach. Gdy już otwierałam usta, obserwując przerażone spojrzenie Amycusa, powstrzymał mnie Rabastan.
- Bello, też uważam, że nie zleciłby, żadnego zadania uczniakom.- powiedział to zdecydowanym głosem i puścił moją rękę – I żaden z nas, nie tchórzy, sam fakt, że do niego idziemy świadczy o odwadze – powiedział to ze zniecierpliwieniem. Prychnęłam cicho, ale się nie odezwałam. Jeśli spotkanie z potężnym czarodziejem, jest dla nich aktem odwagi, nie wyobrażam sobie ich w czasie wypełniania jego misji. Amycus ciągnął wywód na temat polskiego gracza, a Rudolf słuchał tego z wypiekami na twarzy. Oprócz mnie, chyba tylko Rabastan czuł powagę sytuacji, w końcu po raz pierwszy, mamy się z nim spotkać bez rodziców. Właśnie, tylko on, mimo że o rok ode mnie młodszy, a o dwa od tych żałosnych chłopczyków, którzy poza Quidditchem świata nie widzieli. Nie wiek świadczy o naszej dorosłości i On też na pewno o tym wie, na pewno ma dla nas jakieś zadanie...
Ze zdziwieniem stwierdziłam, że znajdujemy się już przed Trzema Miotłami. Poczułam mrowienie na karu i podeszłam do drzwi. Przede mnie rzucił się Rudolf i je otworzył.
- Potrafię otworzyć drzwi, idioto.- powiedziałam z irytacją. Zobaczyłam jego speszone spojrzenie i poczułam do niego obrzydzenie. Nie lubię ludzi, których ducha można tak łatwo złamać.
Z duszą na ramieniu weszłam do środka. Za barem stała jakaś kobieta po pięćdziesiątce, obsługiwała właśnie wysokiego blondyna. W pubie, ruch był mniejszy niż zawsze, ale gwar był wystarczający, aby nie dało się podsłuchać pojedynczych rozmów. W kącie dostrzegłam grupę młodzieży z Hogwartu, która machała w naszą stronę.
- Zamów cztery piwa kremowe.- powiedziałam Rudolfowi i wcisnęłam mu płaszcz do ręki. Rabastan ruszył za mną i zostawialiśmy jego brata z ogłupiałą miną. Z każdym krokiem serce biło mi mocniej, lecz gdy byłam o parę metrów od ich stolika, poczułam jak krew uderza mi do głowy. Poczułam podniecenie, a mój oddech był nieregularny. Wśród grupy młodzieży siedział wysoki brunet o ciemnych, tajemniczych oczach. Sączył Ognistą Whisky.
- Witaj! - powiedziałam bezpośrednio do niego, siadając naprzeciwko.
- Witajcie.- odpowiedział miłych dla ucha głosem zwracając się do mnie i Rabastana.
- Czy są ją wszyscy? - przebiegłam oczami po zgromadzonych. Było ok. piętnaście osób, w naszą stronę szedł już Rudolf i Amycus.
- Tak...
- Pewnie się zastanawiacie dlaczego, chciałem się z wami spotkać. - zamilkł na chwilę, jego oczy zaczęły się ślizgać po zgromadzonych, w każdym można było wyczuć strach, niepewność, gdy wreszcie zatrzymał się na mnie, musiał zauważyć, że jako jedyna się nie boję. Moje oczy błyszczały się, a sylwetka sugerowała, że jestem gotowa zrobić wszystko, o co mnie poprosi. - Większość z Was, niedługo kończy szkołę. Czy zastanawialiście się co chcecie robić po zakończeniu jej? - nie czekał na odpowiedź. – Pewnie nie którzy, mają już załatwione posady w ministerstwie. Znajomości waszych rodziców, na pewno w tym pomogły. Część z was jednak, mimo tego, że jesteście czystej krwi i należy wam się odpowiedni status wśród czarodziejów musi sobie radzić sama. Czy tak powinno być? W końcu cały nasz świat powstał, dzięki waszym przodkom – czarodziejom. Dzisiaj, wszyscy zapomnieli o ich zasługach i na wysokich stanowiskach umieszcza się kogo? Mugolaków, szlamy... którzy przecież nawet nie powinni mieć dostępu do naszej magii. - zamilkł na chwilę. Przebiegłam wzrokiem, po zgromadzonych. Patrzyli tępo w przestrzeń, sącząc piwo kremowe, jakby zapomnieli o strachu jaki wcześniej ich nawiedzał na myśl o Nim. W ich spojrzeniach dało się dostrzec, pewnego rodzaju zacięcie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, oni chyba tez zaczęli rozumieć to, co ja wiedziałam od dawna. Ten tajemniczy czarodziej, może nam pomóc w przywróceniu rangi czystej krwi wśród czarodziejów.
- Chyba każdy z Was wie, do czego dążę. Więc teraz ja się pytam was. Czy wy także chcecie, aby magia była dostępna tylko dla prawdziwych czarodziejów?
Wśród zgromadzonych potoczył się pomruk potwierdzający.
- Gdy skończycie szkołę, będziecie mogli mi pomóc w doskonalenia świata. Czy przyłączycie się do tej chlubnej – na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech, ale bardzo szybko znikł. - misji?
Kolejny tym razem głośniejszy pomruk...
- Niby jak grupa ludzi może zmienić cały świat czarodziejów? - wszyscy zamilkli. Rabastan usiadł, a na jego twarzy malowała się duma, ale też i strach.
- To ciekawe pytanie panie Lestrange.- powiedział obojętnym tonem. - Jest wiele... sposobów, aby móc... zmienić poglądy ludzi. - kolejny ironiczny uśmiech, który tym razem pozostał na jego twarzy. - Zapewniam, że wszystkie je poznacie, gdy... przyłączycie się do mnie.
Nikt nie odważył się już odezwać. Chciałam jednak, aby wiedział, że...
- Ja nie muszę kończyć szkoły. Mogę dołączyć nawet teraz, zaraz – jego przystojna twarz zwróciła się w moją stronę. Przyjrzał się mi badawczo.
- Cieszy mnie Twoja gotowość... Bello. - przez jego twarz przemknął ledwo zauważalny cień. - Ale aby zmieniać świat, trzeba posiadać dużą wiedzę magiczną. - wstał, założył czarną pelerynę. - Do następnego spotkania...
Ruszył ku drzwiom, nie oglądając się na nas ani razu.
Wszyscy dopili swoje piwo i zaczęli się powoli rozchodzić. W końcu zostałam tylko z Rabastanem i Rudolfem. Wpatrywaliśmy się tępo w blat i milczeliśmy.
- Ale przemawiać gość umie. - spojrzałam się z niesmakiem na Rudolfa.
- Chodźmy już. - powiedział Rabastan, który chyba wyczuł, że chciałam powiedzieć coś niemiłego jego bratu.

[ 28101 komentarze ]


 
1. Wprowadzenie
Dodała Bellatrix Black Poniedziałek, 06 Października, 2008, 21:17

Witam!
Znacie mnie już z pamiętnika Lily Evans. Teraz jednak postanowiłam, zająć się postacią, zupełnie inną od ciepłej i sympatycznej Lilki. Od razy jednak zaznaczam, że mimo iż, będą to czasy szkolne, nie będzie to pamiętnik zwykłej nastolatki. Dla mnie Bella zawsze była lekko odchylona od przeciętnej dziewczyny w jej wieku. Może to wychowanie? Kto wiem... W każdym bądź razie, zaczynam jej pamiętnik, gdy już zaczęły ją fascynować ideały Czarnego Pana i On sam. Mam nadzieję, że spodoba Wam się moja Bella - lekko świrnięta, troszkę mroczna, inna i trochę już taka jaką znamy z książek p. Rowling, ale jeszcze przed ostatecznym przejściem na stronę zła.
Pozdrawiam,
Arwena E. B.

P.S.- Notka narazie krótka, ponieważ traktuje ją jako wprowadzenie w zawiły świat myśli Belli.



Pamiętam pierwszy dzień Hogwartu. Mimo że rodzice mnie ostrzegali, doznałam szoku. Tyle szlam, tyle mugolaków podekscytowanych widokiem magii. Ściskali różdżkę w ręku, zastanawiając się jak jej użyć. Pamiętam też, małą blondynkę o niebieskich, dużych oczach, która zagadała do mnie tuż przed wejściem do Wielkiej Sali.
- To prawda, że w czasie ceremonii przydziału trzeba walczyć z trollem?
Spojrzałam na nią z pogardą. Tak głupie pytanie mogła zadać tylko szlama, chyba że starsze rodzeństwo chciało ją wystraszyć...
- Jak się nazywasz?
- Hestia Jones.
Jones... pospolite mugolskie nazwisko.
-Tak będziesz musiała walczyć z wielkim trollem, uzbrojona jedynie w różdżkę, którą taka szlama jak Ty na pewno nie potrafi się obsługiwać.
Powiedziałam to głosem pewnym i pełnym jadu. Zobaczyłam jak na twarzy dziewczynki maluje się przerażenie, a w jej oczach dostrzegłam łzy. Przygryzłam wargi i uniosłam brwi, mina ta od dawna oznaczała u mnie mściwą satysfakcję lub pogardę. Drzwi do wielkiej sali się otworzyły i weszłam tam rozluźniona, zostawiając za sobą ciągle przerażoną blondynkę. Nie bałam się. Wiedziałam co mnie czeka, znałam swój przyszły dom. Gdy siadłam na stołku i na moją głowę założono starą tiarę usłyszałam, tylko cichy jęk i nakrycie głowy krzyknęło:
- Slytherin!
Uśmiechnęłam się i usiadłam obok Alecto, która była mi znana z rodzinnych odwiedzin.

Pamiętam ten dzień bardzo wyraźnie, chociaż minęło od niego aż pięć lat. Teraz jestem na szóstym roku Hogwartu i już przyzwyczaiłam się do obecności szlam, w moim otoczeniu. Co oczywiście nie oznacza, że przestałam je gnębić. Przez te sześć lat szkoły, dorobiłam się miana okrutnicy, dręczycielki, a gryfońscy, puchońscy i krukońscy pierwszoroczniacy przede mną i moimi towarzyszami uciekają. Znęcanie się nad tym plugastwem to całkiem niezła zabawa, jednak szkoła nie jest dla mnie ważna. Jeśli tylko będę chciała rodzice załatwią mi, każdą pracę, niezależnie od wyniku moich OWU-temów. Jednak mi nie zależy na ciągłym siedzeniu na stołku, marzę o czymś więcej. Odkąd w te wakacje, On odwiedził moich rodziców i wytłumaczył do czego dąży, moje życie wiąże z osiągnięciem celów, o których opowiadał. Chcę się przyczynić do wywalenie szlam i mugolaków, z życia prawdziwych czarodziejów. Chcę abyśmy wreszcie sięgnęli po to, co nam należne, czyli życie bez ukrywania się przed mugolami... może zupełne wytępienie tego plugastwa...
Od Niego, aż biła jakaś dziwna potęga, moc... zagadka. Rodzice mówią na niego Czarny Pan, co na początku mnie dziwiło, bo wygląda na młodszego od nich. Teraz jednak to rozumiem. Po rozmowie z nim, pragnie się, aby on Cię zauważył, żeby rozumiał, że darzysz go szacunkiem. Wiem, że po skończeniu szkoły, będę mu pomagać doskonalić świat.
Dlaczego o tym piszę? W proroku przeczytałam o niewyjaśnionym zniknięciu Emilowy Southampton, znanej przyjaciółki mugoli. Wiem, że to On pozbył się tej żałosnej kobiety, czuję to. Już zaczął działać. A ja dołączę do niego, za dwa lata.

[ 2344 komentarze ]


 

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 21287948 bytes) in /public_html/black.php on line 717