Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Joanna Riddle
Od 2 listopada 2007 r. do 26 maja 2008 r. pamiętnikiem opiekowała się Ayra
Do 1 listopada 2007r pamiętnik prowadziła Herbina Gringor

  27 października
Dodał Tom Riddle Piątek, 03 Kwietnia, 2009, 06:54

Notka tak krótka, że aż wstyd ją pokazywać i jakaś taka słucha, jeszcze się nie wczułam.
Powinnam dziś znaleźć trochę czasu i(jeśli mi pozwolicie) dopisać resztę. Prawdę mówiąc, sama jeszcze nie wiem kto tam wszedł... czy oszczędzę biednego Tomusia? :D
________________________________________

Obracałem w palcach pierścień po moim „kochanym dziadziusiu”. Nagle, pod wpływem jakiegoś dziwnego impulsu, wstałem i ruszyłem do biblioteki.
Już chciałem wejść do działu ksiąg zakazanych, gdy dostrzegłem idącą w moją stronę bibliotekarkę.
- Dzień dobry – uśmiechnąłem się ciepło, sztucznie, mając nadzieję, że to wystarczy.
- Ach, witaj, Tom. Szukasz czegoś? – kobieta odwzajemniła uśmiech.
- Tak, ale to jest jedna z ksiąg zakazanych… chciałem się upewnić, czy... Rozumie pani, chodzi o naukę. Ale nie mam pozwolenia nauczyciela…
- Tom, powinieneś więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu, póki jesteś młody. Jeszcze przyjdzie czas na grzebanie w książkach – mrugnęła do mnie.
– No to znajdziesz sam, czy mam Ci pomóc? – dodała po chwili, widząc, że mnie nie przekonała.
- Dziękuję, chyba sobie poradzę.
Zostawiła mnie. Nareszcie. Wszedłem w labirynt regałów. Wokół mnie cisza, tylko od czasu do czasu jakieś ciche skrzypnięcie podłogi.
- Muffliato – mruknąłem. Lepiej, żeby nikt nie dowiedział się co tu robię. - Accio książka o horkruksach!
Zadziałało. Z samego końca biblioteki, z najwyższej półki, spadła i poleciała w moją stronę gruba, czarna księga.
Tajemnice Najczarniejszej Magii.
Złapałem ją, delikatnie zacząłem przeglądać stare, pożółkłe stronnice. Po chwili odnalazłem odpowiedni temat. O horkuskach.
Czytałem wszystko bezwiednie pocierając od czasu do czasu pierścień.
W pewnym momencie wszedł jakiś dzieciak, a za nim...

C.D.N.

[ 360 komentarze ]


 
25 października
Dodał Tom Riddle Czwartek, 10 Lipca, 2008, 17:28

Po lekcjach, w sali wejściowej zaczepiła mnie Lia:
- Wiesz... co do tej naszej randki...
- Co? – udałem, że nie wiem o co chodzi.
- No bo... nie ustaliliśmy miejsca i godziny...
- Godzina 19, na błoniach – powiedziałem zrezygnowany.
- Ale jest już 17...
- Nie zdążysz? – ile baby mogą się szykować?!
Dziewczyna stała przygryzając wargi.
- Krem do twarzy... krem do rąk... cienie do powiek... tusz do rzęs... lakier do paznokci... szminka do ust... buty... naszyjnik... – zaczęła wyliczać szeptem.
A niech to! Akurat ona musiała się we mnie zakochać! No, teraz przynajmniej wiem, czemu tak się lepi... skoro nałożyła 20 kremów...
Po chwili (czyt. 10 minutach) dziewczyna skończyła.
- Eee... chyba zdążę. Ale muszę już lecieć. – Zrobiła taki gest, jakby chciała mnie pocałować w policzek, ale się rozmyśliła. - To do zobaczenia.
Pobiegła w stronę dormitorium puchonów
Powoli poszedłem do biblioteki; ja przecież nie muszę się szykować.

Godzina 19

Powoli wyszedłem na błonia. Przeszedłem kilkanaście metrów, usiadłem pod drzewem i czekałem na Smith.
Po jakichś 15 minutach pojawiła się.
Była umalowana i ładnie uczesana. Pod pachą niosła koc.
- Cześć, Tom. – Stwierdziła, że skoro jesteśmy na randce to może mnie pocałować.
W ostatniej chwili odsunąłem się od niej.
- Och... – szepnęła speszona – przepraszam... to może rozłożę koc...
Wstałem, żeby zrobić miejsce. Dziewczyna rozpostarła na ziemi różowy kocyk z niebieskimi kwiatuszkami.
- Ładny kolor – mruknąłem, a ona się zarumieniła.
- Dziękuję – odpowiedziała, nie rozumiejąc, że to był sarkazm.
- Co masz zamiar robić na tej... – nie mogłem wypowiedzieć ostatniego słowa.
- ...randce? – dokończyła za mnie. – Rozmawiać, całować się...
Prychnąłem.
-Nie sądzę – powiedziałem chłodno.
- Jak to...?
- JA miałbym się całować z TOBĄ?! – zapytałem z pogardą wypowiadając ostatnie słowo.
- O to Ci chodzi... tak tylko mówiłam... zazwyczaj to robi się na randce...
Zapanowała cisza.
Tak. Ta część naszego „spotkania” najbardziej mi się podoba.
Po jakichś 10 minutach odezwała się Lia:
- No, to może porozmawiamy...?
- Dobrze.
- Ładna jest dzisiaj pogoda... – nie mogła wymyślić nic innego.
Och, nie. Tego by nawet Dumbledore nie wytrzymał. Pogoda?! Nie było innych bezsensownych tematów?!
- Robi się już późno. Nie powinniśmy tyle tu siedzieć – powiedziałem i, zanim zdążyła coś powiedzieć, wstałem.
- To do zobaczenia – mruknąłem, modląc się, żebym już nigdy jej nie widział.

[ 1449 komentarze ]


 
19 pażdziernika cz.2
Dodał Tom Riddle Środa, 25 Czerwca, 2008, 11:49

W Wielkiej Sali zastałem Every’ego i paru innych ślizgonów. Avery na mój widok zerwał się z krzesła.
- Panie, gdzie byłeś? –zapytał.
- Cicho! Chcesz, żeby ten kochaś szlam cię usłyszał?! –Chłopak zerknął na stół nauczycielski.- Usiądź, bo stary dropsiarz przyjdzie sprawdzić co się dzieje.
-Aaa... Tak panie –szepnął z zawstydzoną miną i usiadł.
Po chwili jedzenia Avery się odezwał:
- A więc, Panie, mógłbym zapytać gdzie byłeś, gdy Cię nie było?
-Wypełniałem obowiązki prefekta –powiedziałem szorstko i wstałem od stołu, bo się już najadłem.
Przez chwilę nie wiedziałem dokąd pójść. Na lekcję było za wcześnie, w bibliotece ktoś już pewnie był.
Naglę ktoś delikatnie dotknął mojego ramienia. Odwróciłem się. Przede mną stała Lia.
- C-cześć... miło Cię widzieć -powiedziała nieśmiało.
- Czego ode mnie... –urwałem.
Dopiero teraz zauważyłem, że wygląda jakoś inaczej. Oczy i usta miała pomalowane, a włosy spięte spinką w kształcie motyla.
- Eee... –po raz pierwszy nie wiedziałem co powiedzieć. Śmiać się z jej wyglądu? Nie, przecież może mi się przydać do odnalezienia czarki- Ładnie wyglądasz –nie wierzę, że to powiedziałem.
-Och... Dzięki! –powiedziała zarumieniona.- Wiesz, chciała bym Cię o coś zapytać...
- O co? –nie chciało mi się z nią gadać.
- Bo tak dobrze nam się rozmawiało podczas szlabanu...
- O co ci chodzi? –spytałem, pewien odpowiedzi.
- Chcę się z tobą umówić...
- Nie –powiedziałem chłodno.
- Nie –powtórzyła- Nie...? To znaczy, że nie chcesz? –w jej oczach zobaczyłem łzy.
- Nie, nie chcę.
Dziewczyna popatrzyła na mnie jeszcze raz, a potem wybiegła z sali. Dumbleore poderwał się z krzesła i podszedł do mnie.
- Witaj Tom –rzekł.- Co się stało pannie Smith?
- Zapytała mnie, czy pójdę z nią na randkę...
- A ty się nie zgodziłeś. Tom czy moglibyśmy porozmawiać? –zapytał i nie czekając na odpowiedź zaciągnął mnie do schowka na miotły.
- To o czym chciał pan rozmawiać?
- Widzisz, Tom, dziewczyny są bardzo delikatne... trzeba uważać, na to co się przy nich mówi ... a wydaje mi się, że panna Smith coś do Ciebie czuje, Tom...
Co?! Dumbledore mówiący o „miłości”?! Już gorzej być nie morze.
- Sądzi pan, że powinienem się z nią umówić? –miałem dosyć tej rozmowy, więc za wszelką cenę próbowałem ją skończyć.
- Wiesz, Tom, powinieneś sam zdecydować...
- Tak, czy nie? –byłem już bardzo zły.
- Sądzę, że tak. Przynajmniej ja bym tak zrobił.
- To chyba możemy już skończyć tę rozmowę? –zapytałem i wyszedłem ze schowka.
Horkruksy, a teraz jeszcze to! Jakbym nie miał co robić.
- Ej ty! –zawołałem do puchonki przechodzącej obok.- Nie wiesz gdzie jest Lia Smith?
- Eee... –to chyba ulubione „słowo” puchonów.- Tak, jest w dormitorium.
- Przekaż jej, że Tom Marvolo Riddle chce się z nią zobaczyć. Będę czekał w Sali Wejścowej. Jestem prefektem naczelnym –dodałem widząc jej minę.
Dziewczyna powoli odeszła. W Sali Wejściowej czekałem 10 minut. Lia przybiegła i popatrzyła się na mnie; oczy miała nieco podkrążone.
- C-czego chcesz?!
- Umówić się z tobą –wiedziałem, że to jedyne wyjście.
Dziewczyna wybuchła śmiechem.
- Ty?! Uważaj, bo Ci uwierzę!
I co mam teraz zrobić? Pójść do Dumbledore’a?
- Lepiej uwierz –powiedziałem w końcu.
- T-to Ty nie żartowałeś? –wyszeptała przestając się śmiać, a ja kiwnąłem głową.
- To znaczy, że się zgadzasz... Kiedy?
- Może 25 października?
- Dobrze –odpowiedziałem; będę miał przynajmniej kilka dni przerwy.- To... do zobaczenia.
Pobiegłem do lochów.

[ 7145 komentarze ]


 
19 października
Dodał Tom Riddle Piątek, 13 Czerwca, 2008, 20:32

Zbudziłem się wcześnie. Ubrałem się bezszelestnie i przestąpiłem stos brudnych ubrań chłopaków. Poszedłem tam gdzie zawsze idę, gdy wszyscy śpią. Tak jak się spodziewałem, w bibliotece nikogo nie było. Usiadłem w kącie i po raz kolejny zacząłem czytać „Historię Hogwartu”. Po chwili, ku mojemu zdziwieniu, znalazłem coś ciekawego. Pisało tam o diademie Roweny Ravenclaw. Pogłębiał on mądrość tego, który go nosił.
Tak, to byłby idealny horkruks. Ale jak każda taka rzecz, był zaginiony. Diadem Ravenclaw, czarka Hufflepuff, medalion Slytherina... wszystkie są zaginione. Mogę co najwyżej ukraść miecz Gryffindora, z gabinetu Dipetta...
Czego najpierw powinienem szukać?
Naglę przez ścianę przeleciał jakiś duch. Przyjrzałem mu się. Była to młoda dziewczyna o długich włosach. Poznałem ją. Wstałem i podszedłem do Szarej Damy. Gdy mnie zauważyła, odwróciła się i odleciała.
- Ech... Zaczekaj! -krzyknąłem.
Pobiegłem za nią.
- Chcę porozmawiać!
Odwróciła się i popatrzyła na mnie z pogardą, jak na każdego ucznia, który z nią rozmawiał.
- Powinnaś być ślizgonką -wyszeptałem.
Skrzywiła się.
- Nie mogłabym -zmierzyła mnie wzrokiem. Widać było, że sądzi, że może mi zaufać- Jestem córką Ravenclaw.
Ogarnęło mnie podniecenie. Tyle szczęścia w ciągu dwóch dni?
Ale czy to jest szczęście?! Co mi powiedziała Lia?! Powiedziała, że czarka jest w Londynie, ale nie wie gdzie dokładnie! I co ja z tego mam?!
- Chcesz mnie zapytać o diadem? -Dama zerknęła na książkę leżącą na moim stoliku.
- Tak.
- I myślisz, że opowiem Ci o nim? -spytała.
- Tak-powtórzyłem.
- Niby czemu miała bym Ci to powiedzieć?
- Bo mamy wiele wspólnego -powiedziałem bez wahania.
- Na przykład co?
- Oboje nienawidzimy naszych matek.
- Skąd... jeszcze nikt... -szepnęła, a ja byłem pewny, że dobrze dobrałem słowa
- Bo Cię rozumiem. Moja matka była czarodziejką czystej krwi , a wyszła za mugola, który ją zostawił-wiedziałem, że mogę, a nawet muszę jej to powiedzieć.
- Z moją było zupełnie inaczej... Miała diadem, który sprawiał, że była bardzo mądra... ja też chciałam taki mieć... ukradłam go...
- Ja też bym tak zrobił-wiedziałem, że jestem pierwszą osobą, której to mówi-Ale co z nim zrobiłaś, bo nie widzę, żebyś go miała na sobie -postarałem się do niej uśmiechnąć.
- Ukryłam go w Albanii, w dziupli drzewa.
- Dobrze zrobiłaś.
Naglę zauważyliśmy jakiegoś pierwszorocznego wchodzącego do biblioteki.
Podszedł do mnie i powiedział:
- Proszę pana, na trzecim piętrze moi koledzy urządzili sobie pojedynek...
- I co z tego, mały donosicielu?!
- Eee... b-bo pan jest prefektem naczelnym, a nigdzie nie ma nauczycieli-wyjąkał.
- Profesor Dumbledore ma gabinet na 7 piętrze, Slughorn w lochach, a Merrythought obok klasy obrony przed czarną magią -nie miałem zamiaru pomagać temu smarkaczowi.
Chłopak przeszedł parę kroków w stronę drzwi i przewalił się. Jeszcze nigdy nie widziałem kogoś tak żałosnego.
- Lepiej będzie, jak mu pomożesz -wyszeptała Szara Dama.
- Chodź! -warknąłem do dzieciaka i pomogłem mu wstać.
Przeszliśmy parę korytarzy w ciszy. W końcu zapytałem:
- Twoi rodzice są czarodziejami?
- Nie, proszę Pana.
I ten szlama śmie do mnie mówić?!
Naglę usłyszałem jakieś krzyki.
- Jesteśmy już blisko, proszę pana.
Rzeczywiście, po chwili ujrzałem dwóch pierwszorocznych. Jeden miał krwotok z nosa.
Gdy mnie zobaczyli wycelowali we mnie różdżkami.
- Upuśćcie różdżki -powiedziałem spokojnie. Co oni mogą mi zrobić?
- Nie! -pisnął jeden z nich.
- Nie?! Śmiesz mi się sprzeciwiać?! Crucio!
Jedenastolatek zaczął wić się i krzyczeć z bólu. Dwaj pozostali zaczęli biegać w panice.
- oblivate –powiedziałem po chwili napawania się cierpieniem dziecka.
Rzuciłem zaklęcie zapomnienia na pozostałą dwójkę i zaprowadziłem ich do Slughorna.
- Czemu ten jeden jest taki posiniaczony? -zapytał profesor wskazując palcem na tego, który dostał ode mnie cruciatusem.
- Już tacy byli gdy tam przyszedłem. Czy mogę już iść?
- Ależ oczywiście. Dziękuję, że mi ich przyprowadziłeś -powiedział, a ja poszedłem do Wielkiej Sali na śniadanie.
C.D.N.

[ 113 komentarze ]


 
18 października
Dodał Tom Riddle Piątek, 30 Maja, 2008, 17:49

Znowu lekcja obrony przed czarną magią. Mógłbym wykorzystać ten czas o wiele lepiej!
-Muszę was poinformować, że to ostatni rok mojej pracy w Hogwarcie –głos profesor Merrythought oderwał mnie od tych myśli- Zamierzam iść na emeryturę.
Wzdrygnąłem się, coś ocierało się o moje kolano!
Zajrzałem pod ławkę. Polatywał pod nią papierowy samolocik. Ktoś musiał na niego rzucić jakieś zaklęcie. Złapałem go, w środku był napis: „ Mam dziś wolny wieczór.”
Czego ode mnie chcesz?? –napisałem pod tamtym napisem i wypuściłem go.
Po chwili znów przyleciał. Teraz było na nim napisane: „Eee... -(od razu wiedziałem, że to Lia, kto inny mógł pisać tak inteligentnie?) -bo ja nie mam co robić po południu... może byśmy się umówili?”
„Nie.” –odpisałem i pozwoliłem odlecieć samolocikowi.
-Tom, Lia, znacie zasady, wysyłanie listów na lekcjach jest zakazane! –rozległ się głos Merrythought- Macie przyjść dziś o godzinie 17.00 do izby pamięci! Macie szlaban!
Tylko tego mi brakowało! Jak ja ją dopadnę, to dostanie cruciatusem! Nie obchodzi mnie to, że jest prefektem!
Opanowałem się jednak na tyle, że gdy wychodziliśmy z sali nie zaatakowałem jej. Podeszła do mnie.
-Eee...-(jej ulubione słowo) -przepraszam... nie chciałam żebyśmy mieli szlaban...
-Jak to? Przecież nie miałaś co robić. -powiedziałem ze „zdziwieniem”.
-Ale... ten, no... bo ja chciałam iść gdzieś z tobą...-powiedziała i zarumieniła się.
-No to idziesz –mruknąłem i ruszyłem do lochów.

Godzina17, izba pamięci

-Dzień dobry, pani profesor –mruknąłem do Marrythought, wchodząc do izby pamięci.
-Witaj, Tom, myślę, że sam sobie poradzisz. –odpowiedziała- Jeżeli Lia bardzo się spóźni to przyjdź i mi o tym powiedz. –powiedziała i wyszła.
Zabrałem się za czyszczenie nagród. Dziewczyna przyszła 10 minut po 17.
-C-cześć –powiedziała i usiadła obok, biorąc do ręki jakieś medale.
Po chwili wydała z siebie zduszony okrzyk.
-Łał! Masz nagrodę za specjalne zasługi dla szkoły!
-A, to nic takiego...-wyrwałem medal z jej ręki.
-Jesteś Tom Marvolo Riddle, tak? –zapytała i nie czekając na odpowiedź powiedziała- Ja jestem Lia Victoria Smith.
Z chęcią powiedział bym jak się NAPRAWDE nazywam, ale nie zdążyłem, bo znów zaczęła mówić.
-Jestem czystej krwi. Jestem daleką potomkinią Helgi Hufflepuff.
Serce zabiło mi mocniej. Czyżby rozwiązanie mojego problemu było tak blisko?
-Może wiesz coś o czarce Helgi Hufflepuff? –spytałem.
-Eee... o czarce...? A tak! Słyszałam, podobno kuzynka mojego taty ją ma! Tylko, że ja jej nigdy nie poznałam...
-A nie wiesz gdzie ona mieszka?
-Chyba gdzieś w Londynie... często odwiedza podobno sklep Borgina i Burkesa... jest kolekcjonerką.
Przez resztę wieczoru wypytywałem ją. W końcu z wieloma ważnymi informacjami poszedłem do dormitorium.

___________________________

Czy ta notka zasłużyła na wygraną?!

[ 17617 komentarze ]


 
...
Dodał Tom Riddle Wtorek, 27 Maja, 2008, 14:14

A więc... teraz ja będe prowadziła ten pamiętnik! Nie wiem, czy się cieszyć czy płakać z tego powodu. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, wysyłając notkę konkursową... Postaram się pisać tak dobrze jak Arya...

Joanna Riddle

[ 53 komentarze ]


 
17 października
Dodał Tom Riddle Niedziela, 17 Lutego, 2008, 17:40

Sprawa czarki nie daje mi spokoju. Wiem, że może być gdziekolwiek, mogła zostać zgubiona, a później znów znaleziona, mogła kilkadziesiąt razy zmieniać właściciela, a nawet zostać zniszczona. Jednak mam niejasne przeczucie, że jest gdzieś blisko, tuż obok mnie, czekając, by ktoś tego godny mógł ją posiąść. Jednak co mi zostaje? Przeszukiwanie całego zamku? Poszukiwanie jakichkolwiek, na pierwszy rzut oka nic nieznaczących, informacji w bibliotece (notabene w dziale ksiąg zakazanych)?
Po południu postanowiłem przejść się na długą kąpiel do łazienki prefektów. W końcu po wysłuchaniu kilkunastu gadek moralizujących Dumbledore’a coś mi się od życia należy? Była pora obiadu, więc ruszyłem przez opustoszały korytarz, oświetlony jedynie przez pochodnie. Stanąłem przed drzwiami. Ciekawi mnie, od jak dawna hasło brzmi „Sosnowa świeżość” i czy kiedykolwiek szanowny dyrektor zamierza je zmienić… Wszedłem do dość dużego pomieszczenia. Było całkowicie puste. Chociaż w porównaniu z innymi łazienkami muszę przyznać, że wyglądało imponująco. Wszystko wykonane było z marmuru. Światło sączyło się jedynie z najeżonego świecami kandelabru. Okna przysłaniały płócienne zasłony. Ze ścianek basenu sterczały złote krany. Podszedłem bliżej. Odkręciłem kilka najbliżej mnie znajdujących się kranów, których zastosowania nie znałem, bo muszę przyznać, że nie miałem ochoty sprawdzać po kolej wszystkich (biorąc pod uwagę, że jest ich kilkadziesiąt). Wsunąłem się do wody o zapachu świeżej mięty. Rozluźniłem się. Przepłynąłem kilka długości basenu, gdy niczym niezmąconą ciszę przerwało wejście jakiejś dziewczyny o mysich włosach, szarych oczach i zdecydowanie za długim nosie, która, sądząc po szatach i odznace, była prefektem Hufflepuffu. Rozejrzała się i widząc mnie zanurzonego w wodzie wyjąkała:
- Eee… Cz-Cześć . Ten, no… Chyba mnie pamiętasz? Jestem Lia. Spotkaliśmy się w drodze do Hogwartu, w przedziale dla prefektów.
- Nie przypominam sobie… - przybrałem wyraz miłego oczekiwania.
- No, ten… Nieważne – powiedziała – Ja też uwielbiam zapach mięty, jest taki… eee… miętowy – dodała mało inteligentnie.
Przybrałem jeszcze bardziej zdziwiony wraz twarzy, a Lia nic sobie z tego nie robiąc, weszła do wody, nie zapominając przy okazji ochlapać wszystkiego, co znajdowało się w pobliżu.
- Masz takie ładne, ciemne włosy, ślicznie kontrastują się z twoją bladą cerą… - powiedziała jednocześnie idiotycznie chichocząc w ten denerwujący, zarezerwowany tylko dla głupich Puchnek z piątego roku sposób.
Chociaż może bardziej poruszyłby mnie ten, w jej mniemaniu, komplement, gdybym podobnych, mało inteligentnych tekstów nie słyszał przynajmniej kilka razy dziennie.
Po jeszcze kilku minutach, w których Lia niezręcznie próbowała nawiązać rozmowę, postanowiłem zrezygnować z kąpieli. Wyszedłem z łazienki. Jako, że było już po obiedzie, korytarze stały się nieznośnie zatłoczone. Podążyłem do lochów, gdzie zawsze panowała złowroga cisza.

[ 5371 komentarze ]


 
15 października
Dodał Tom Riddle Środa, 23 Stycznia;, 2008, 18:10

Podróbka. Imitacja. Zwykły, bezwartościowy kawałek plastiku. I pomyśleć, że nic nie warty przedmiot stałby się horkruksem największego czarnoksiężnika. Tyle czasu straciłem na zdobycie nic nie wartego przedmiotu.
Gdy dziś rano wstałem wcześnie, pragnąc dogłębniej przyjrzeć się mojemu znalezisku, po jednym prostym, podstawowym zaklęciu okazało się, że jest to tylko podróbka, do tego kiepsko wykonana podróbka. Czyli jednak ktoś przede mną musiał go znaleźć. Zejść do jeziora, pokonać wszystkie przeszkody i posiąść czarkę.


Przed lekcjami dla pewności złapałem Avery’ego na osobności:
-Słuchaj, gdyby ktokolwiek się ciebie pytał, masz powiedzieć, że wczoraj założyłeś się ze mną, że zejdę w nocy do jeziora.
- Ale…
- Zrozumiałeś?
- Tak, ale…
- Więc żegnam.
Avery raczej nic z tego nie zrozumiał, tym lepiej. Może i Dumbledore ma wiele wad, ale na pewno nie jest na tyle naiwny, aby we wszystko uwierzyć. Możliwe, że będzie chciał sprawdzić autentyczność mojej historyki (właściwie historyjki Ślimaka, ale nie bądźmy drobiazgowi).


Wbrew wszystkim moim obawom, gdy dziś rano poszedłem na lekcje eliksirów, Slughorn zachowywał się normalnie. Obdarzył mnie 30 punktami za poprawne odpowiedzi i całą lekcję rozpływał się nad moimi zdolnościami (jakbym nie wiedział, że jestem inteligentny i uzdolniony). Czyli jednym słowem, jest jeszcze głupszy, niż przypuszczałem. Chociaż to nawet lepiej. Nie będzie z nim kłopotów. Więcej obaw miałem do Dumbledore’a. Wiedziałem, że mi nie uwierzył i miałem tylko nadzieję, że znów nie zacznie tej swojej moralizującej gadki. Niestety, przeliczyłem się. Lekcja przebiegła normalnie. Gdy zadzwonił dzwonek, chciałem jak najszybciej wyjść z klasy, by nie dać staremu Dropsowi szansy na rozmowę, ale zatrzymał mnie, mówiąc, że „musimy porozmawiać” (nie byłem tego samego zdania). Niechętnie podszedłem do niego, a on zaczął:
- Tom, chciałbym, abyś mi powiedział, co naprawdę robiłeś w nocy nad jeziorem.
Obawiałem się takiej sytuacji, wiedziałem, że to może się zdarzyć, ale nie myślałem, co miałbym mu w tej sytuacji powiedzieć. Miałem dwa wyjścia. Albo podtrzymywać poprzednią wersję, albo wymyślić coś nowego, tylko co?
- Tom…, minęły już czasy, kiedy mogłem postraszyć cię płonącą szafą, ale chciałbym, abyś powiedział mi prawdę, jaka by ona nie była.
Och wspomnienia…, mały, zdenerwowany chłopczyk ( nie przesadzajmy z tymi epitetami) i wielki, straszny czarodziej podpalający cały dobytek biednego sieroty. Aż łza kręci się w oku….
Z braku innych pomysłów postanowiłem podtrzymywać poprzednia historię:
- Ale ja naprawdę się założyłem…. Może pan spytać Avery’ego, on wszystko panu powie.
- Ależ Tom, oboje wiemy, że to nie prawda.
Czasem mam wrażenie, że w każdym zdaniu wypowiedzianym do mnie używa rzeczownika „Tom” tylko i wyłącznie po to, aby mnie zdenerwować. Bo jak największy geniusz w świecie magii ( w jego mniemaniu) mógłby nie wiedzieć, że nie używam już tego żałosnego i pospolitego imienia?
Po około pięciu minutach narastającą ciszę przerwał Dumbledore:
- Więc dobrze, niech i tak będzie, możesz już iść.
Ruszyłem do drzwi, gdy powiedział:
- Ale pamiętaj, jeżeli kiedykolwiek będziesz chciał mi coś powiedzieć, moje drzwi zawsze są dla ciebie otwarte.
Stara gadka, którą zawsze słyszę, gdy Dumbledore’owi znów nie uda się wyciągnąć ode mnie potrzebnych informacji. Może ma nadzieję, że pójdę do niego i powiem: „ Chciałbym tylko pana poinformować, że to ja otworzyłem Komnatę Tajemnic, mam wielu oddanych „przyjaciół”, czyli śmierciożerców, którzy są odpowiedzialni za wszystkie złe rzeczy dokonywane w Hogwarcie, a moje największe marzenie to stworzenie siedmiu horkruksów oraz stanie się nieśmiertelnym, niepokonanym i największym czarnoksiężnikiem na tej planecie”, później uśmiechnę się miło i dodam „ A ta przy okazji, niech pan lepiej uważa, bo prawdopodobnie za kilka lat spróbuję pana zabić”. Ciekawe jak by zareagował na takie wyznanie. Och, na pewno by się zdziwił. Jestem prawie pewny, że większości moich planów nawet się nie domyśla. Głupi, ograniczony starzec. Niemniej jednak jest groźnym przeciwnikiem. Mógłby zajść daleko, gdyby nie… miłość. Dumbledore jest zbyt szlachetny, by sięgnąć po te rodzaje magii, których ja stosuję. Dlatego zawsze będę miał nad nim przewagę. Wątpię, czy byłby gotowy rzucić chociaż Cruciatusa, albo Imperio. A te zaklęcia, przy czarnej magii to zwykła zabawa.



_____________________________________________________________

To najdłuższa notka, jaką napisałam w tym pamiętniku :), chociaż moim zdaniem trochę słaba i za bardzo chaotyczna. Dziękuję wszystkim za komentarze, motywują mnie od dalszego pisania. Pozdrawiam i czekam na ostrą krytykę.

[ 1610 komentarze ]


 

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 16749999 bytes) in /public_html/riddle.php on line 717