Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Dorcas Burska

  ...
Dodała Dorcas Sobota, 16 Października, 2010, 18:50

Wiem.
Powinnam się nawet nie pokazywać za tak długi brak życia.
Przepraszam.
Wiem, że to nic nie da ale wybaczcie.
Chciałabym wrócić.
Nie wiem tylko czy jest sens.
Czy ta strona jeszcze żyje?
Czy ktoś tu wchodzi?
Jeśli tak to zostawcie komentarze.
Bo nie chce zacząć pisać dla nikogo....

Mam nadzieje, że ta moja postać w końcu odżyje...

Pozdrawiam Was;*

[ 1092 komentarze ]


 
O wszystkim...
Dodała Dorcas Piątek, 21 Listopada, 2008, 16:52

Bez zbędnych komentarzy dlaczego tyle mnie nie było... Może teraz uda się szybciej coś dodać...


05 kwietnia(sobota)

Wiem, długo nic nie pisałam. No ale cóż się dziwić. Po śmierci mamy byłam za bardzo załamana. Gdyby nie przyjaciele chyba dalej tkwiłabym w dołku. Po paru dniach, gdy minął pierwszy szok dostałam list od ojca. Informował mnie w nim, że mama nie żyje i prosi aby przyjechała do domu na pogrzeb. Poszłam do McGonadal, a ona porozmawiała z dyrektorem i się zgodzili. Tak, więc wyjechałam do domu na parę dni. Byli dziadkowie-rodzice mamy i wielu jej znajomych z pracy. Z domu przyjechałam jeszcze bardziej zdołowana. Tato zapowiedział, że w najbliższym czasie zamierza się wyprowadzić z naszego dawnego domu i zamieszkać w całkowicie mugolskim miejscu. Za to rodzice mamy rozmawiali z tatą i złożyli mu pewną propozycją. Uznali, że skoro tata jest mugolem to nie będzie wiedział jak powinnam być wykształcona i jak dalej mnie pokierować itp. Dlatego uznali, że dobrze byłoby, gdybym się do nich przeprowadziła i poszła od nowego roku szkolnego do Durmstrangu! Nigdy się na to nie zgodzę! Tata ma czas do namysłu do wakacji. Mam nadzieje, że się nie zgodzi. Zresztą moje zdanie chyba też się liczy. Nie chce iść do Durmstrangu! Hogwart jest najlepszą szkołą i to tu mam przyjaciół! Nie che się tam przenosić…
Z Tomem nie chodzę. Gdy wróciłam z pogrzebu ciągle chciał ze mną porozmawiać. Nie miałam siły mu się sprzeciwić i zgodziłam się na rozmowę. Strasznie wtedy potrzebowałam osoby która by mnie przytuliła, pocieszyła…i nie chodzi tylko o przyjaciółkę tylko właśnie o chłopaka. Tak więc, zgodziłam się do niego wrócić. Byliśmy chyba razem koło 2 tygodni gdy wszystko było ok. Był kochany wtedy… Jednak później zaczęły się drobne kłótnie i coraz to poważniejsze. W końcu uznałam, że to jednak nie ma sensu. Zerwałam z nim. Długo jeszcze chodził za mną i mówił że mnie kocha itp. Jednak w końcu zaczęłam go zauważyć z pewną blondynką. No cóż, jednak to nie była miłość…
Mieć takich przyjaciół jakich ja mam to skarb. Spisali się na medal. Teraz widzę, że w tym trudnym okresie dla mnie(doła miałam dość długi czas) byli naprawdę wspaniali. Często miałam różne humory. Napady płaczu, zamyślałam się…Trudno było ze mną wytrzymać. Im się udało Nawet Huncwoci w tym okresie byli inny niż zwykle. Lilka podciągała mnie w nauce. Często mi tłumaczyła czy powtarzała to, co było na lekcji, bo ja nie bardzo tego słuchałam. Nie spadłam nawet tak bardzo z ocenami. Jednak nie jestem pewna czy z Lilką pojadę do tej Akademii. Dzisiaj mają być wyniki. Lilka ma przyjść i mi powiedzieć. Bo ja przecież teraz siedzę na parapecie i w pamiętniku pisze.
Och! Chyba o wilku mowa. Ktoś wbiega po schodach. Lilka wpadła do dormitorium jak burza.
-Dorcas jedziemy tam!- krzyknęła i wybiegła.
I znowu zostałam sama. Trudno powiedzieć czy się ciesze, ale ciekawi mnie jak tam będzie. Lilka za dużo nie znalazła w książkach na temat tej szkoły, więc nie wiem czego się spodziewać. Wiem tylko, że jest tam przez prawie okrągły rok ciepło. Ale nic po za tym. Chciałabym poznać jakieś nowe, ciekawe osoby. Może nauczę się czegoś ciekawego. Jeśli dobrze pamiętam to wyjazd za jakieś 2 tygodnie… Może a nuż w tym czasie gdzieś jeszcze coś znajdziemy na temat tej szkoły. Może coś przeoczyłyśmy. Trzeba będzie poszukać jeszcze. A tak nawiasem mówiąc(a może pisząc?) ciekawe gdzie Lilka pobiegła.
Chyba ktoś idzie. Do dormitorium weszła Jesica.
-Słyszałam że obie jedziecie-powiedziała i uśmiechnęła się.
-To już wiesz?- zdziwiłam się, że wiadomości tak szybko się rozchodzą. Przecież McGonadal miała wszystkich osobiście informować.
-Lilka mi powiedziała. Jest przeszczęśliwa. Cieszy się że nie będzie miała do czynienia z Jamesem.- Jesica mówiła i szukała czegoś w szafce.
-Podejrzewam, że będzie do niej pisał rano i wieczorem…a może jeszcze i w południe…-udałam, że się zastanawiam ale Jesica zaczęła się śmiać. Wtedy do dormitorium weszła Lilka.
-Z czego się śmiejecie?- zapytała.
-Zastanawiamy się ile razy dziennie będziesz dostawać listy od Rogacza…-nie skończyłam zdanie, bo oberwałam poduszką -ał! Za co?- krzyknęłam.
-Uznajmy, że za twoje myśli!- spojrzała na moje dłonie w których trzymałam pamiętnik.-piszesz w pamiętniku?
-Tak-odpowiedziałam. Ruda uśmiechnęła się. Przez ten cały czas namawiała mnie żebym to wszystko z siebie wyrzuciła(na początku wszystko trzymałam w sobie, nie potrafiłam tak jak dawniej wyżalić się Lilce jak to zwykle bywało) i uznała że dobrze byłoby, abym napisała to wszystko w pamiętniku. Właśnie wtedy nie potrafiłam się do tego zebrać. I nawet teraz nie potrafię tego wszystkiego tak dokładnie opisać. Jak się czułam, co myślałam…wiadomo byłam załamana, ale nic więcej…
Chciałabym znowu być małą dziewczynką, która miała mamę zawsze przy sobie. Znowu iść na długi spacer po parku, robić ciasto czy kolacje razem z nią. Śmiać się, żartować, rozmawiać, iść na zakupy… Po prostu mieć ją przy sobie, muc się przytulić, wyżalić… Nie będzie jej ze mną przy najważniejszych chwilach mojego życia. Gdy powiem ,,tak” na ślubnym kobiercu, gdy dowiem się że jestem w ciąży… Moje dzieci nigdy nie poznają babci…mamy swojej mamy… Mama już nigdy nie poradzi co powinnam zrobić, jak się zachować, co wybrać…
-Hej Dorcas słyszysz? -poderwałam niechętnie głowę znad zeszytu-idziemy na spacer. Nie przyjmujemy żadnego sprzeciwu. Pisanie dokończysz później.
-Ale Lily ja nie mam żadnej ochoty na spacer…-próbowałam ją przekonać żeby poszły na same, ale były nieubłagane. Teraz czekają na mnie w PW. Chyba jednak się nie wymigam od tego spaceru. No cóż, no to idę.


***
Gratuluje wszystkim, któym się udało to przeczytać:)

[ 1132 komentarze ]


 
Bal cz. 2
Dodała Dorcas Wtorek, 23 Września, 2008, 10:19

Wiem, nie było mnie długo. Mogę powiedzieć tylko przepraszam. Postaram się teraz coś szybciej napisać. Jeśli się nie uda to raczej zrezygnuje...
Ach! Zapomniałabym...Notka z dedykacją dla Lily...Ty juz wiesz za co.


Wielka Sala wyglądała olśniewająco. Naprzeciwko drzwi, na końcu sali stał drewniany podest. Jednak nie było widać co się na nim znajduje, ponieważ był zasłonięty niebieską kurtyną. Przed nim był duży parkiet do tańczenia. Cztery główne stoły zostały zamienione na kilkadziesiąt mniejszych dziesięcioosobowych. Na każdym stał świecznik a pokryte były delikatnym niebieskim materiałem. Nad salą unosiły się także lampiony. Dawały one niebieskie światło co dodawało sali tajemniczości.
Ruszyłam za moimi przyjaciółmi(James z Lily, Jesi z Remusem, Syriusz i Peter) w stronę wolnego stolika. Tom nie wyglądał na zadowolonego z wyboru miejsca, ale gdy pociągnęłam go za rękę w końcu ruszył. Zajęliśmy swoje miejsca. Jesica i Remus o czymś cicho rozmawiali. Lily złość przeszła i rozglądała się po sali. James i Syriusz jakoś dziwnie patrzyli na Toma, a on rozglądał się za swoimi znajomymi. Nagle zawołał jakiegoś Krukana. Kojarzę go z korytarza. Strasznie przystojny z cwaniackim uśmiecham na ustach. Był taki…lalusiowaty. Za nim szła dziewczyna…nie raczej prawdziwa lalka Barbie. Długowłosa blondyna z toną tapety na twarzy i dekoltem do pępka .
-To mój kolego z dormitorium. Scott, a to jego dziewczyna Massen.- powiedział Tom a oni dosiedli się do naszego stolika. Tom zaczął rozmawiać ze Scottem. Ja zaś spojrzałam na moich przyjaciół. Wszyscy wpatrywali się w tą piękność(jeśli można tak uznać bo nic w niej nie było naturalnego). Po chwili chłopcy opamiętali się i zaczęli rozmawiać ze sobą. Hmm… wydawało mi się, że raczej Syriusz zacznie z nią flirtować a tu nic. Spojrzałam jeszcze raz na nią i doznałam olśnienia! To był Ślizgonka na piątym roku! Patrzyła na nas tak jakoś dziwnie…
-Tak jak już powiedział Tom jestem Massen. Może się przedstawicie? Bo kojarzę tylko ciebie- i spojrzała na Lily- Lilianna Evans…ulubienica Slughorna i przystojniaka Pottera. –spojrzałam na Lilke. Wpatrywała się w Ślizgonkę z kwaśną miną.
-Tak, jestem Lily Evans. –dziewczyna spojrzała na mnie.
-Jestem Dorcas Burska, a to Jesica Medasow.- przedstawiłam również przyjaciółkę. Massen zaszczyciła ją wzrokiem tylko chwile i znów na mnie spojrzała.
-Tom dużo mi o tobie mówił. Jesteś czystej krwi?- zaskoczyło mnie to pytanie. Na ,,czysta krew” Remus, Syriusz i James przestali rozmawiać i zaczęli się nam przyglądać. Jedynymi osobami, które dalej rozmawiały(i to dziwnie po cichu) to Tom i Scott.
-To nie ma nic do rzeczy!- odpowiedziałam.
-Ma i to wiele. Ja jestem czystej krwi i jestem z tego powodu dumna. Gdybym była szlamą chyba bym popełniła samobójstwo.-spojrzałam na chłopaków.
-Lepiej już pochodzić z rodziny mugoli niż…-zaczął James ale przerwał mu dyrektor.
-Proszę o spokój-wszystkie rozmowy na sali ucichły. Chłopcy patrzyli się na Ślizgonke gniewnie. Jednak wielu chłopaków przy sąsiednich stolikach często spoglądali na naszą ,,uroczą koleżankę”.
–Witam was na tegorocznym balu sylwestrowym. Mam nadzieje, że to będzie dla was wspaniała zabawa. Bal będzie trwał do ostatnich tańczących par. A teraz zapraszam was na ucztę!- Na stolikach przed nami pojawiły się złote talerze, sztućce i kielichy. Były też różne dania. Zaczęliśmy jeść. Przy naszym stoliku panowała dziwna kłopotliwa cisza. Ostatnie zdanie Massem wciąż dźwięczało mi w uszach. Myślałam że Tom jakoś lepiej dopiera sobie towarzystwo. Trzeba będzie z nim pogadać. W końcu atmosfera trochę się rozładowała i Rogacz z Łapą zaczęli opowiadać dowcipy. Zrobiło się nawet wesoło. Jak zauważyłam ta Ślizgonka bardzo przyglądała się Syriuszowi. Łapa zaś wyglądał trochę na zmieszanego. W końcu brzdęk sztućcy ucichł i dyrektor wstał.
-Skoro wszyscy się najedli…oficjalnie uznaje bal za otwarty!- powiedział i razem z profesor MacGonadall wszedł na środek sali i zaczęli tańczyć(niesamowity widok:P). Ludzie wokół zaczęli wstawać i również ruszyli na parkiet. Scott i Massem także poszli.
-Czy mogę prosić panią do tańca?- zapytał Tom.
-Oczywiście- odpowiedziałam podając mu dłoń. Poszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć. Po pierwszej piosence zagrali jakąś wolną. Przytuliłam się do Toma mocniej. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie. Chciałam aby ta chwila nigdy nie minęła… Kątem oka zauważyłam niedaleko Remusa i wtuloną w niego Jesice. Gdzieś też zauważyłam Jamesa i Lily(jednak oni NIE byli w siebie tak wtuleni). Wokół nas tańczyły też różne inne pary. W końcu piosenka się skończyła i zostały zagrane następne. Po paru(w tym jednej dość szybkiej) Tom zaproponował abyśmy poszli do stolika coś się napić. Tak też uczyniliśmy bo strasznie chciało mi się pić. Przy stoliku siedzieli Syriusz, Peter, Remus, Jesica, Massen i jakaś dziewczyna. Chyba też Ślizgonka.
-Tom, Scott i Frank poszli, nie wiem dokładnie gdzie, ale kazali przekazać żebyś tam przyszedł. Podobno będziesz wiedział o co chodzi.-powiedziała Massen.
-Dorcas, kochanie za chwilę wrócę. Poczekaj tu na mnie. Usiadłam na wolnym miejscu między Syriuszem a tą dziewczyną.
-Dorcas to jest Marlen, moja koleżanka z dormitorium(czyli jednak miałam racje, że to Ślizgonka!). Marlen to Dorcas, ta dziewczyna Toma-i uśmiechnęła się porozumiewawczo do dziewczyny(o co mogło jej chodzić?).
-Jak tam zabawa na balu?- zapytałam moich przyjaciół sięgając po kielich z sokiem dyniowym. Peter objadał się jakimiś słodyczami.
-W miarę-odpowiedział Lunatyk i spojrzał jakoś dziwnie(jakby z pretensjami) na Jesice. W tym momencie podeszli Lily i James. Nawet się uśmiechali. Zaczęliśmy rozmawiać. Massen i Marlen gadały między sobą. Czasami zauważyłam, że rzucają jakieś dziwne spojrzenia na mnie lub Lily. Czas mijał a Tom nie nadchodził.
-Dorcas,, twój chłopak nie nadchodzi jakoś długo. Może dasz się namówić na chociaż jeden taniec?- zapytał Syriusz.
-Jasne-odpowiedziałam. Akurat zagrali wolną. Przytuliłam się do Łapy jak do przyjaciela a on mnie objął w tali. Syriusz strasznie dobrze potrafi tańczyć:)Później zatańczyliśmy jeszcze jedną szybko i do tańca zaprosił mnie James(ten też super tańczy) i następnie Remus. W końcu doszłam do naszego stolika przy którym siedziała Lily.
-Hej kochana! Jak tam bal? Gdzie masz Toma?- zapytała Ruda.
-No właśnie nie wiem! Gdzie poszedł ładne 2 godziny temu z tym całym Scottem i jakimś Ślizgonem i do tej pory się nie pokazał. Martwię się trochę.
-Nie martw się. Na pewno zaraz gdzieś tu się pojawi i poprosi cię do tańca. –Lilka miała nie pewną minę.
-No dobra. A co z tobą? Jak tam z Jamesem?- zapytałam.
-Nawet nie jest tak źle…gdyby nie był taki dziecinny…ale przecież to zawsze napuszony Potter!- i szybko zmieniła temat. Pogadałyśmy trochę i w końcu przyszli chłopcy(James i Syriusz). Z nimi zrobiło się weselej. Od razu zaczęli żartować. Czas mijał a Toma dalej nie widziałam. Zaczynało mnie to trochę wkurzać! Najpierw zaprasza mnie na bal, później tańczy ze mną parę piosenek i znika na pół wieczoru! Jednak w towarzystwie chłopaków szybko się wyluzowałam. I w końcu Łapa znowu zaprosił mnie do tańca. Zatańczyliśmy jedną szybko i wolną. Gdy się skończyła spojrzałam w kierunku drzwi. Zobaczyłam tam tak wytęsknioną postać! Wreszcie zobaczyłam Toma. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w jego kierunku. Im bliżej podchodziłam tym bardziej miałam przeczucie że jest na mnie o coś zły!
-Tom gdzieś ty był?- zapytałam- Martwiłam się.
-Nie ważne. Na pewno dobrze się bawiłaś. Szczególnie z Blackiem!
-O co ci chodzi? Najpierw znikasz na pół wieczoru nie wiadomo gdzie, a później masz do mnie pretensje o to że tańczyłam z przyjacielem!- powoli zaczynałam się wkurzać.
- Jasne. Najlepiej całą winę zwalić na mnie. To chyba ja jestem twoim chłopakiem więc dlaczego tyle tańczyłaś z tym całym Blackiem? Nie widzisz jak on cię podrywa?
-Tom idziesz?- zawołała Massen. Stała wraz z Scottem, tą Ślizgonką i jeszcze z jakimś chłopakiem. Podejrzewam że z tym Frankiem.
-Zaraz do was przyjdę!- odkrzyknął-a ty skoro wolisz Blacka to idź do niego! Może zastąpi ci chłopaka!- i uśmiechnął się drwiąco. Nie wierzyłam że tak może się zachować! Łzy napłynęły mi do oczu
-Jak możesz? Nienawidzę cię!- krzyknęłam. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę wierzy Gryffindoru. Zauważyłam jeszcze tylko drwiącą twarz Massen. Łzy spłynęły mi po policzku. Tom nie pobiegł za mną. Nawet nie zawołał! Nie rozumiem jak on tak mógł się zachować! Przecież dobrze wie, że Syriusz to mój dobry przyjaciel. Tak samo jak James i Remus. Pobiegłam do swojego dormitorium. Nikogo w nim nie było. Upadałam na swoje łóżko i zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam pukanie do okno. Wstałam i wpuściłam sowę. Miałam nadzieje, że to może od Toma…
Odpięłam list i szybko go rozwinęłam.


Droga Dorcas!
Piszę do Ciebie, bo nie chce aby ta wiadomość dotarła do Ciebie przez gazety. Dzisiaj wieczorem stała się straszna rzecz! Twoja matka nie żyje! Zostałą wezwana i zabił ją w czasie walki jeden ze śmiercożerców.
Kochanie, strasznie mi przykro. Skontaktuje się z Tobą jeszcze w sprawie pogrzebu.
Ciocia Alicja



Wtem do dormitorium wszedł Syriusz. Podbiegłam do niego, przytuliłam się i zaczęłam płakać. Łapa chyba przeczytał liścik i mocniej mnie przytulił.
-Dlaczego wszystko mnie spotyka? Najpierw Tom a teraz moja mama nie żyje…-płakałam coraz bardziej. Pozwolił mi się wypłakać a później zaczął pocieszać. Wtem na niebie rozbłysły fajerwerki. No tak północ. Razem z Syriuszem podeszliśmy do okna.
-Nie martw się. Następny rok będzie lepszy
-Niby dlaczego ma być lepszy skoro zaczął się tak fatalnie?- i oczy znowu zaszły mi łzami.
-To nie ten rok zaczął się tak okropnie tylko tamten tak się skończył-powiedział i się uśmiechnął na widok mojej miny. W końcu przebrałam się i poszłam spać. Kochany Syriusz. Został ze mną aż usnęłam.

[ 5785 komentarze ]


 
Bal cz. 1
Dodała Dorcas Środa, 25 Czerwca, 2008, 12:52

Witam wszystkich! Bardzo dziękuje za te wszystkie komentarze:) I narazie zostaje...Przepraszam że notka dopiero teraz, ale w tym roku nauczyciele nie dawali nam spokoju do końca. Jak dobrze że już wakacje:) Mam nadzieje, że zakończenie roku i początek wakacji mija Wam dobrze:) Postanowiłam podzielić tą notkę na dwie części bo nie zdążyłam teraz jej napisać. Jestem chwilowo u kuzynki i mam dostęp do internetu, ale zaraz wyjeżdżam. Następnej części możecie spodziewać się pod koniec lipca(wtedy będę w domu). No dobra koniec już. Z góry przepraszam za błędu i życzę Wam miłych i udanych wakacji. A teraz miłego czytania:



31 grudnia dzień, który zapamiętam do końca życia. Myślałam, że będzie wspaniale, a tu…oczywiście ktoś musiał wszystko zepsuć:(
-Dziewczyny wstawać! Dzisiaj bal! -obudziłam je tym okrzykiem.
Była ósma. Jesica oplątana w zasłony z łóżka spadła na podłogę. Lilka natomiast, przykryła poduszką głowę i usłyszałam jej stłumiony głos:
-Jejku Dorcas! Daj ludziom spać i nie przypominaj mi o tym! Czy ten Potter…-reszty już nie usłyszałam, bo weszłam do łazienki. Czułam się super. Byłam wyspana, wypoczęta i pełno jakiejś energii. Jednym słowem było świetnie i nie mogłam się już doczekać balu. Szybko się ubrałam i uczesałam. Lekki makijaż i byłam gotowa. Dziewczyny
spały jak zabite. Przynajmniej tak to wyglądało.
-Idę do WS. Czekać na was? -zapytałam podchodząc do drzwi. Domyślałam się jaka będzie odpowiedź. Lilka westchnęła i odpowiedziała:
-Nie. Idź już. My dojdziemy- i nagle jakby coś sobie przypomniała szybko podniosła głowę- A i nie zapomnij pozdrowić od nas Toma! W końcu do niego tak się śpieszysz…-uśmiechnęłam się do niej i odpowiedziałam:
-Oj Ruda, Ruda. Ty się lepiej nie wymądrzaj tylko zacznij szykować na randkę z tym ,,napuszonym łbem”!- śmiejąc się uciekłam z dormitorium przed lecącą w moją stronę poduszką. W PW było mało osób i dość szybko znalazłam się przed wyjściem.
-Dorcas zaczekaj!- usłyszałam czyjś głos, gdy już miałam wychodzić. Obróciłam się. W moją stronę szedł Remus. Był sam. Bez reszty chłopaków.
-Cześć! -uśmiechnęłam się na jego widok- na śniadanie?
-Ale to później-wyszliśmy razem na korytarz-muszę najpierw wstąpić do biblioteki. Pójdziesz ze mną? Chciałem pogadać z tobą.
-Remus daj sobie spokój! Dzisiaj bal. Wyluzuj- powiedziałam to i spojrzałam wymownie w sufit. Ten tylko lekko się uśmiechnął. Szliśmy tak koło siebie w stronę biblioteki, a ja kątem oka go obserwowałam. Był jakiś smutny i przygnębiony. Tak jakby miał jakiś problem.
-Remusie…czy ty masz jakiś problem? O czym chciałeś
pogadać? -zaczęłam. Lunatyk się trochę zmieszał i odwrócił głowę.
-A tak ogólnie…po prostu…-zaczął się tłumaczyć. Jednak nie
dałam się tak łatwo zbyć.
-Lupin! Przecież mam oczy i widzę że coś cię gnębi! Powiedz a ci ulży! Przecież jestem twoją przyjaciółką!- i spojrzałam na niego wymownie.
-No dobra. Chodzi o Jesice…-doszliśmy już do biblioteki.
W pomieszczeniu było trochę osób, więc Remus umilkł i poszedł szukać książki. Ja usiadłam przy pierwszym stoliku koło drzwi. Obserwowałam Lunatyka. No tak. Jesica jest trochę ostatnio dziwna. Często się zamyśla
i jest trochę zamknięta w sobie. Nic dziwnego że Remus się o nią nie pokoi. Trzeba z nią pogadać. W końcu Lunatyk podszedł do mnie wkładając książkę do torby.
-Chodźmy. Już mam to co chciałem-wyszliśmy z biblioteki kierując się w stronę WS.
-No więc… martwię się o Jesice. Ostatnio jest jakaś
dziwna- zaczął trochę kulawo.
-Nie martw się. To po prostu jakiś kobiecy kaprys. Niedługo na pewno jej przejdzie-próbowałam go uspokoić. Jednak dalej wyglądał na zmartwionego, więc dodałam: - Jak chcesz to z nią pogadam.
-Słuchaj czy ona… czy ona nie ma kogoś innego? wyrzucił w końcu z siebie i spojrzał na mnie ze strachem a zarazem przerażeniem.
-Nieee…na pewno nie! –trochę mu ulżyło, ale tak nie do
końca. Doszliśmy do WS w milczeniu. Nie,Jesica na pewno nie ma kogoś innego. Dlaczego Remus w ogóle o tym pomyślał? W WS byli już Huncwoci i dziewczyny. Już z daleka widać było ze Lily i James się o coś kłócą (widać! Na szczęście nie słychać:)). Podeszliśmy do swoich miejsc.
-Ale kochanie! To będzie twój najpiękniejszy wieczór!-nawijał Rogacz z tym swoim uśmiechem pewniaka.
-Po pierwsze nie ,,kochanie" a po drugie mógłby być gdyby nie ty! Dorcas martwiłyśmy się. Gdzie byłaś?-zapytała Lilka.
-yyy...w bibliotece odpowiedziałam trochę zmieszana. Lilke chyba zaspokoiła ta odpowiedź, bo zaczęła dalej kłócić się z Rogaczem, a ja zajęłam się swoim śniadaniem. W pewnym momencie Syriusz zaczął rozmowę.
-No i jak tam samopoczucie przed balem?
-Wspaniale. A jak u ciebie? Tak w ogóle to jeśli można wiedzieć to z kim idziesz?-zapytałam.
-Sam. Ja i Peter zawitamy solo.
-No co ty? Dziewczyny znaleźć nie mogłeś?-podniosłam brwi i spojrzałam wymownie w stronę jakiś dziewczyn, które ciągle patrzyły się w stronę Łapy. Ten tylko się zaśmiał.
-No cóż od czasu do czasu trzeba pokazać się solo. No i będę mógł tańczyć z różnymi dziewczynami. Mam nadzieje że podarujesz mi chociaż jeden taniec.-i uśmiechnął się. Spojrzałam na niego.
-No nie wiem, nie wiem...zastanowię się-i zaczęliśmy się śmiać. Po śniadaniu wróciliśmy do PW. Trochę pogadałam z chłopakami o miotłach. Później przeczytałam książkę i jakoś zszedł ten czas. Po obiedzie poszłyśmy z dziewczynami do dormitorium zacząć się szykować. Pierwsza łazienkę zajęła Lily, więc ja postanowiłam porozmawiać z Jesicą.
-Jesi…jesteś ostatnio jakaś dziwna. Masz jakiś problem?
-Nie, wszystko OK.-odpowiedziała i uśmiechnęła się.
-Na pewno? A…-nie wiedziałam jak zapytać-a jak z Remusem?
-Dobrze.-i spojrzała na mnie uważnie. Wtedy wyszła Ruda i ja poszłam wziąć długa kąpiel. Uwielbiam to. Gdy wyszłam poszła Jesica. Gdy już byłyśmy wszystkie wykąpane zajęłyśmy się nawzajem swoimi fryzurami. Na pierwszy ogień poszła Ruda, później ja i na końcu Jesica. Lily i ja miałyśmy rozpuszczone włosy. Ruda miała podkręcone a ja całkowicie wyprostowane. Jesice upięłyśmy koka a jedno pasmo włosów miała puszczone na twarz. Później makijaż i na końcu ubrałyśmy sukienki. Gdy byłyśmy już gotowe była 19,35. Bal miał się odbyć w WS a wszystkie umówiłyśmy się z chłopakami w Sali Wejściowej. Dlatego tam poszłyśmy. Huncwoci stali razem. Podeszłyśmy tam ale ja ciągle rozglądałam się za Tomem.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział do mnie Syriusz.
-Dzięki-uśmiechnęłam się do niego i wtedy zauważyłam Toma. Stał on z jakimiś dwoma chłopcami lecz gdy mnie zobaczyli odeszli od niego. Tom podszedł do mnie.
-Jak zwykle pięknie wyglądasz-uśmiechnął się.
-Dzięki-i pocałowałam go w policzek. Wtem drzwi do WS zostały otwarte. Weszłam tam u boku Toma.
[image]

[ 30108 komentarze ]


 
Spacer, sprzeczka, bitwa...czyli po trochu o wszystkim...
Dodała Dorcas Wtorek, 22 Kwietnia, 2008, 12:16

Tak wiem, jestem okropna. O zgrozo, tyle nie dodawać notki! Przepraszam. Tylko tyle mogę powiedzieć. Nie będę się tłumaczyć, bo znowu musiałabym napisać tylko jedna słowo- szkoła. Chyba rozumiecie? No cóż, nie wiem kiedy będzie następna notka. Nic nie obiecuje. Nie wiem czy w ogóle będzie jeszcze jakaś notka. Dziękuje za wszystkie komentarze:) Jesteście kochani:)


7 grudnia(sobota)

Właśnie siedzę na parapecie w moim dormitorium. Dziewczyn nie ma, więc mam spokój. Za oknem zima i to dosłownie. Wszędzie biało. Drzewa w tej pięknej pierzynie wygląda prześlicznie. Gdy tak patrzę przypominają mi się czasy, gdy byłam małym dzieckiem. Zaraz jak spadł pierwszy śnieg szłam z mamą do pobliskiego lasu. Uwielbiałam chodzić i patrzeć na te rośliny pokryte białym puchem. Po spacerze wracałyśmy z mamą i wyciągałyśmy tatę na dwór. Najczęściej lepiliśmy bałwana na podwórku, a później urządzaliśmy bitwę na śnieżki. Skonani, wracaliśmy do domu na ciepłą czekoladę. Tamte czasy chyba już nigdy nie wrócą. No, ale może później przynajmniej pójdę na spacer. Ale to później.
Właśnie! Nie napisałam jeszcze najważniejszego! Na tym spotkaniu, dzień po meczu, Tom poprosił mnie…abym została jego dziewczyną! No cóż…powiem tylko tyle, że byłam w siódmym niebie! Oczywiście, szczęśliwa zgodziłam się. Idę też z nim na bal. Chyba się naprawdę zakochałam. Tom jest super. Jest miły i zabawny. Jest z niego także dobry przyjaciel. Potrafi pocieszyć. Wiem, że się powtarzam, ale chyba naprawdę się zakochałam.
Ostatnio byłyśmy w Hogsmeade. Nie umówiłam się tam z nim, bo musiałam przecież kupić sobie sukienkę i prezenty dla przyjaciół. Z Lily i Jesicą weszłyśmy do sklepu z strojami wieczorowymi. Nawet nie było dużo ludzi, więc w spokoju wybierałyśmy. Lily znalazła sobie długą, zieloną. Ma krótki rękawek i na końcu go i na dole sukni jest falbanka. Bardzo jej ładnie w tym kolorze. Zielony podkreśla jej piękne kasztanowe włosy i zielone oczy. Jesica wybrała sobie niebieską. Opada jej tak na ramiona . Remus będzie zachwycony. Ja miałam dylemat między dwoma. Jedna granatowa z trzy czwarte rękawem, długa i prosta. Druga czarna na ramiączkach. Tak koło kolana jest różyczka i ten materiał jest pozwijany. Na dole, sukienka jest rozszerzana. Obie mi się podobały i w końcu, gdy je przymierzyłam, dziewczyny poradziły mi, aby wzięła czarną. Tak, też zrobiłam. Później jeszcze rozdzieliłyśmy się i kupiliśmy prezenty. W końcu był to ostatni wypad do Hogsmeade przed świętami.
Och! Coś wybuchło w PW. Idę sprawdzić co się stało.


10 minut później

Tak jak myślałam. Oczywiście byli to Huncwoci. Nie wiem dokładnie co wybuchło, ale jak weszłam do PW to zobaczyłam pełno serduszek. Na ścianach były napisy np. ,,Lily kocham Cię”, ,,Kochanie nawet nie wiesz jak się cieszę z tego balu”, itp. Gdy przyszłam Lilka już się wydzierała na Rogacza. Reszta Huncwotów stała niedaleko i podziwiała wyniki swojej pracy. Próbowałam jakoś to zlikwidować(nawet zaklęciem znikania), ale się nie udało. Te ich czary są naprawdę dobre. W końcu do Lily dołączył prefekt naczelny Basil, więc ja wróciłam do dormitorium.
Gdyby nie to, że Jesica chodzi z Remusem to wszystko byłoby tak jak dawniej. Ja prawie z nimi nie rozmawiam. Ciągle chodzą swoimi drogami, a jak tylko nas spotkają to James cały czas prosi Lily o rankę. Już mnie to trochę nudzi. Szkoda, że nie możemy być dalej przyjaciółmi. Brakuje mi rozmów z nimi. Lubiłam z nimi żartować. Nie rozumiem dlaczego Lily nie chce się z nim umówić. Ok., zgadzam się z nią, że czasami przesadza, gdy znęca się nad młodszymi, ale on jest naprawdę fajny. Na pewno zmieniłby się, gdyby chociaż ona dałaby mu szansę. Ostatnio robią trochę więcej kawałów. Chociaż niektóre przypominają mi coś, np. pewnego razu Severus Snake spacerował po Hogwarcie z kartką na plecach, na której był napis: Jestem debilem i każdy o tym wie. Śpię z piżamie w serduszka z moim misiem. Oczywiście on tego nie widział i Malfoy się nad nim zlitował(to trochę do niego nie podobne) i zaprowadził do opiekuna Ślizgonów . Coś przypomina mi to ten kawał, który z dziewczynami zrobiłyśmy Huncwotom. Czy oni nie mają własnych pomysłów? No, ale czasem wymyślą coś nawet, nawet. W pewien piątek mieliśmy ostatnie dwie godziny eliksirów. Huncwoci wylali jakąś zieloną, cuchnącą i gęsta maż. Hmm…nawet profesor nie umiał tego zniszczyć. W końcu wysłał nas do swoich PW, ale wcześniej zadał nam do napisania wypracowanie:(
No dobra, idę na ten spacer bo niedługo zrobi się ciemno.


3 godziny później

Tak, więc poszłam na ten spacer…z Lily i Jesicą. Gdy usłyszały, gdzie się wybieram postanowiły, że mnie samej nie puszczą( ciekawe dlaczego? Nie jestem małym dzieckiem i poradzić sobie umiem) i również mają ochotę na spacer. Chcąc nie chcą musiałam na nie zaczekać. Czyli kolejne pół godziny do tyłu. Gdy one się szykowały, ja siedziałam w PW z moją kotką od Syriusza- Kleo. W pewnym momencie weszli Huncwoci. Rozmawiali o czymś przyciszonymi głosami. James był wyraźnie czymś podekscytowany. Szli tak chyba nie zauważając nikogo poza sobą. Nawet dobrze, przynajmniej nie musiałam z nimi rozmawiać.Po jakimś czasie(hmm…teraz już wiem co znoszą chłopcy czekając na dziewczynę) przyszły dziewczyny. Poszłyśmy na błonia. Kleo tez tak jakoś się zaplątała i biegła koło naszych nóg. Spacerowałyśmy po błoniach trochę, ale zrobiła nam się zimno i postanowiłyśmy iść do Hagrida. Stał w swoim ogródku. Wzięłam Kleo na ręce, bo zauważyłam tam też Kła-tego brytana. Podeszłyśmy bliżej. Czy ja dobrze widzę? Hagrid kopał łopatą?
-Witaj Hagridzie! Co robisz?- zapytała Lily. Kieł zaczął lizać Jesice po ręce.
-A cześć dziewczyny! No widzisz, trzeba trochę odśnieżyć.
Chodźcie na herbatkę i ciasteczka.- powiedział Hagrid. Weszłyśmy do środka. Było przyjemnie ciepło:) Trochę porozmawiałyśmy z pół olbrzymem, wypiłyśmy herbatę, ale jego ciasteczek nie spróbowałyśmy. Dobrze znamy te jego wypieki. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- krzyknął Hagrid i do pomieszczenia wpadli…Huncwoci.
-Hagridzie mamy sprawę. Och! -wyrwało się Jamesowi gdy nas zobaczył- widzę, ze masz gości.
-My już wychodzimy- Lily szybko wstała.
-Lily ja cię nie wyganiam! Zostań. Tak nawiasem mówiąc nie mogę się już doczekać ostatniego dnia tego roku.
-A ja nie! Uważam, że to będzie najgorszy dzień w moim życiu- odpowiedziała mu i wyszłyśmy. Puściłam Kleo na ziemię i poszłyśmy. Na błoniach było nawet sporo ludzi. Gdy byłyśmy już blisko zamku, nagle dostałam kulką śniegu w tył głowy. Obróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Nagle takimi samymi kulkami dostały Jesica i Lily.
-Potter! Black! Lupin! Pettigrew! Co wy sobie wyobrażacie?- krzyknęłam. Nagle z nikąd pokazała się cała czwórka.
-Skąd wiedziałaś?- zapytał Black.
-Słyszałeś o czymś takim jak kobieca intuicja?
-No jasne!- i rzucił jeszcze jedną kulką. Na szczęście szybko się odchyliłam i nie dostałam. Lily i ja również ulepiliśmy i rzuciłyśmy. Chciałam trafić w Łapę, ale on się uchylił i dostał Remus.
-Chcecie wojny? To będziecie ją miały!- krzyknął James i zaczął rzucać. Tak właśnie zaczęła się wielka Hogwarcka bitwa na śnieżki. Po jakimś czasie przyłączyli się do nas uczniowie z innych domów. Nawet kilkunastu Ślizgonów. Wszędzie latały kulki. Ktoś nawet niektóre sam zaczarował i „kulki rzucały się” w kogo popadnie. W pewnym momencie ktoś mnie popchnął i o zgrozo wleciał na mnie Łapa.
-Black złaź ze mnie!- krzyknęłam. Ten tylko się uśmiechnął tym swoim uśmiechem „pana pewniackiego”
-A co będę z tego miał?- zapytał się i zgrozo zaczął przysuwać swoją twarz do mojej. O nie, on takich rzeczy robić nie będzie!
-Wiesz, zastanowię się- i sięgnęłam ręką po śnieg. Obsmarowałam mu tym całą twarz. Tak jak podejrzewałam szybko wstał.
-Dorcas! Chciałem po dobroci, ale teraz…- zaczął, ale nie dałam mu dokończyć.
-Najpierw mnie złap- i zaczęłam uciekać. Wydaje mi się, że wszystko z Huncwotami wraca powoli do normy. Nagle na kogoś wpadłam. Zachwiałam się, ale Tom mnie złapał. Tak ten mój Tom:)
-Dorcas jesteś całą mokra! Chodź odprowadzę cię, bo się jeszcze przeziębisz! I co do cholery robił na tobie Black?- mówił do mnie, a prawie nawet krzyczał. Obejrzałam się do tyłu. Syriusza już nie było.
-Upadł, nic mi nie będzie.-nie chciałam jeszcze iść. Żeby ominęła mnie taka zabawa? Zaczęłam się dalej bronić.
-Jeszcze zobaczymy kto ma racje!- w końcu wybuchnął i odszedł zostawiając mnie samą.
-Tom zaczekaj! -krzyknęłam jeszcze za nim. Naprawdę nie chciałam się kłócić. To samo tak wyszło. Nie obejrzał się, a ja zanim na pewno biegać nie będę! Co to, to nie! I wtedy znowu dostałam kulką. Tym razem była od Remusa. W końcu znalazłam się koło dziewczyn i rzucałyśmy się oczywiście z Huncwotami.
-Potter skończ już!- krzyczała prawie co chwilę Lily. W końcu zabawa się skończyła i z dziewczynami wróciłyśmy do PW. Huncwoci, gdzieś zniknęli. Hmm…czasem zastanawiam się gdzie oni tak znikają. Tak jak powiedział Tom gdy wróciłam byłam cała mokra.
Apsik! Uch…Tom chyba jednak miał racje. Pójdę do pani Pomfrey po jakieś eliksir albo coś. A co do Toma to pierwsza go nie przeproszę! O nie!
[image]
To zdjęcie Huncwotów. Od lewej: Remus(ten jak zwykle z książkami), Syriusz(jakoś dziwne wyszedł tutaj), James(ten się chyba nigdy nie rozstaje z miotłą) i Peter.

PS. Dzieki za informacje jak wkleić obrazki:)

[ 2758 komentarze ]


 

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 21311699 bytes) in /public_html/dorcas_burska.php on line 715