Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

"Pamiętnik Wiktorii Fynn"
Pamiętnikiem opiekuje się Alarice

  Część 16
Dodała Wiktoria Poniedziałek, 11 Maja, 2009, 21:40

- Wiki? – Jego głos zabrzmiał nienaturalnie głośno w pustym o tej porze Holu Głównym. – Co ty robisz?
- Jesteś drugą osobą, która mnie o to spytała w ciągu godziny. – Dziewczyna odwróciła się i uśmiechnęła z przymusem. – Czy ja naprawdę wyglądam aż tak dziwnie?
Draco uśmiechnął się kpiąco. Stanął tuż przed nią i spojrzał w dół. Była przy nim taka… Mała. Wyciągnął dłoń i z tym samym, ironicznym grymasem na twarzy przesunął nią delikatnie po policzku ciemnowłosej. Fynn przymknęła oczy.
- Spójrz na mnie – szepnął, nie przerywając pieszczoty. Ciemnowłosa posłusznie uchyliła powieki, wpatrując się niepokojąco błyszczącymi, ogromnymi, niebieskimi źrenicami w stalowoszare tęczówki Ślizgona. – Kim jesteś? Dlaczego uciekasz? Kto kazał ci tu przyjechać?
Wiktoria pokręciła głową nerwowo. Oblizała wargi, nie wiedząc co powiedzieć.
- Nie pytaj… - wymamrotała w końcu, opierając czoło o tors Malfoya. – Nie mogę teraz powiedzieć ci prawdy, ale nie chcę też cię okłamywać. Po prostu nie pytaj. Obiecuję, że kiedyś ci to wytłumaczę.
- Nie zostawiaj mnie!- głos blondyna przeszedł teraz w płaczliwą prośbę. – Przecież wiesz co muszę zrobić, nie zostawiaj mnie z tym!
- Ja…
- Proszę! – w akcie desperacji objął dziewczynę w pasie i przytulił ją do siebie na tyle mocno, aby nie mogła się uwolnić, a jednocześnie na tyle delikatnie, aby nie sprawić jej bólu.
- Dasz sobie radę…
Ślizgon tulił do siebie ciemnowłosą, przyciskając usta do jej włosów. Czuł delikatny, słodki zapach.
- No, no… - rozległ się rozwścieczony głos dobiegający od strony schodów. – Kogo my tu mamy? Fynn i Malfoy?
Draco odwrócił się z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, zastawiając sobą Wiktorię, która uśmiechnęła się mimowolnie.
Czyżby czuł się samcem odpowiedzialnym za samicę?
- Czego chcesz, Potter?
Obydwaj trzymali przed sobą różdżki i wpatrywali się w siebie z nienawiścią. Wiktoria wyszła zza blondyna i powolnym krokiem dotarła do miejsca dokładnie w połowie drogi między nimi.
- Cześć, Harry – uśmiechnęła się figlarnie. Po niedawnym smutku nie było ani śladu, to była ta sama Wiki, co kiedyś. Malfoy patrzył na nią w niemym zdumieniu, pozwalając sobie na chwilę nieuwagi.
- Czego chcesz? Co, Voldemort cię przysłał, żebyś kontrolowała wszystko od wewnątrz? – głos Gryfona przesycony był jadem i złością. – Tylko wiesz, jesteś na to zbyt słaba i zbyt głupia. Dumbledore przewyższa cię inteligencją, doświadczeniem, umiejętnościami… Wszystkim! Jesteś tylko marną służką zła…
- Och, Harry, po co te nerwy? – spytała niefrasobliwym tonem, jakby rozmawiali właśnie o pogodzie. – Masz w ogóle jakieś dowody, żeby sądzić, że Czarny Pan mnie tu przysłał?
- Choćby to, że nazywasz go Czarnym Panem, nie Sam-Wiesz-Kim! – warknął, nadal trzymając różdżkę w mocno zaciśniętej dłoni.
- „Strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą”. Czyż nie tak uczył cię dyrektor? – śnieżnobiałe ząbki Fynn ukazały się w przyjaznym uśmiechu.
- Więc czemu jest dla ciebie Czarnym Panem, nie Lordem Voldemortem? – syknął Harry, mrużąc oczy.
- Bo tak na niego mówią śmierciożercy, czyż nie? – ciemnowłosa wykonała obrót dookoła własnej osi. Przypominała teraz leśnego, niefrasobliwego elfa.
Potter zacisnął zęby, wpatrując się ze wściekłością w dziewczynę. Nie pojmował, jak ona może się tak zachowywać.

[ 12710 komentarze ]


 
Część 15
Dodała Wiktoria Niedziela, 01 Marca, 2009, 14:02

To wszystko jest nie tak. Nie tak, jak miało być. Miała wrócić do domu, do Błyskotki, po wszystkim…
Szła ciemnymi korytarzami, a jej kroki głucho odbijały się do kamiennej posadzki. Kufer zostawiła u Zgredka w kuchni, a teraz zmierzała powoli w tylko sobie znanym kierunku i celu. Z każdą chwilą jej kroki stawały się coraz mniejsze, powłóczyste, jakby chciała odwlec od siebie moment spotkania z tym, co nieuchronne. Jakby chciała uciec przed przeznaczeniem.
- Wiktoria? – za jej plecami rozległ się cichy, złowrogi głos. – Co ty tutaj robisz?
- Kaczki karmię – burknęła, nawet się nie odwracając. – Nie widać?
Snape wyprzedził ją i zagrodził drogę. Ciemnowłosa zatrzymała się i cofnęła z jawnym obrzydzeniem na twarzy.
- Czego chcesz? – syknęła, mrużąc oczy.
- Porozmawiać – odparł ugodowo czarodziej, dotykając delikatnie ramienia Fynn.
- Zostaw! – warknęła, obejmując się ramionami w obronnym geście. Oczy zalśniły jej niebezpiecznie. – To wszystko twoja wina. To ty wpadłeś na ten kretyński pomysł!
Nie zaszczycając go spojrzeniem, wyminęła Snape’a i niemalże pobiegła.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda! – wrzasnął za nią czarnowłosy, zaciskając pięści z wściekłości. – Po prostu nie możesz przyjąć do wiadomości, że ty też byłaś tylko częścią planu, a nie żywą osobą, jak ja czy Draco!
- Kłamiesz! – głos Wiktorii zabrzmiał jak trzaśnięcie bicza. Odwróciła się w stronę czarodzieja, wbijając sobie paznokcie w skórę. Emanował z niej niepokojący rodzaj spokoju. Taki, który jest tylko pozorny, powierzchowny, podczas gdy w środku wszystko aż wrze. – Kłamiesz. To nie ja tu gram na dwa fronty, jak ty. Skąd właściwie mamy wiedzieć, któremu z nich dwóch jesteś naprawdę lojalny? Czarnemu Panu czy Dumbledore’owi? A może… Może jesteś wierny tylko sobie?
Snape otworzył i zamknął usta, patrząc z niepokojem na dziewczynę. Przecież wiedział, czego uczyła się od najmłodszych lat. Gdyby tylko chciała, mogłaby tu go po prostu zabić bez mrugnięcia okiem. Potem mogłaby skończyć z Dumbledorem w jego imieniu i spokojnie poczekać gdzieś na szczęśliwe rozwiązanie sytuacji i na moment, w którym znów wkroczy do akcji.
- Dobrze wiesz, że tego nie zrobię – wymamrotała spokojnie, patrząc mu przeraźliwie niebieskimi tęczówkami w jego czarne źrenice. Jakby chciała prześwietlić go na wylot… Zaklął w duchu. No tak, nie pilnował się dostatecznie i zdołała się wedrzeć do jego umysłu.
Zapadła między nimi cisza. Snape bardzo chciał przerwać to spojrzenie, ale nie śmiał odwrócić głowy.
- Idź już – rzuciła rozkazująco Wiki, kurczowo zaciskając usta. – Idź i zostaw mnie samą, żałosny tchórzu.
Severus bez słowa obrócił się na pięcie i odszedł bezszelestnie, tylko poły jego szaty unosiły się, jakby był gigantycznym nietoperzem.
Dziewczyna długo patrzyła za nim. Gdyby nie to, że po raz pierwszy w życiu chciała być potrzebna, w życiu nie dałaby się w to gówno wpakować. Kocha go za to, jaki był wobec niej. I nienawidzi za to, co zamierza zrobić…
~*~
Draco leżał z rękami pod głową, wpatrując się tępo w sufit. Gdzieś po lewo, w innym dormitorium, banda dzieciaków śmiała się wesoło. Pewnie grali w Eksplodującego Durnia…
Słyszał chrapanie Goyle’a stłumione przez poduszkę. Słyszał to wszystko i nie słyszał jednocześnie. Nie rozumiał samego siebie, nie rozumiał tego co czuje, nie rozumiał jej, nie rozumiał czemu go zostawiła… Nie rozumiał zupełnie nic!
Oparł się na łokciach i odgarnął dłonią niesforne blond pasmo, które opadło mu na oko. Co się właściwie dzieje?
Nie ogarniam tego.
- Cholerna, popieprzona wariatka! – mruknął do siebie, powrotem opadając na poduszki.
Nagle zerwał się na równe nogi, jakby powziął jakąś decyzję. Naciągnął na stopy skarpetki i założył buty. Naciągnął szatę bezpośrednio na bokserki, nie bawiąc się w zakładanie spodni czy koszuli. Wypadł z dormitorium i trzasnął drzwiami, kompletnie nie przejmując się faktem, że obudził pewnie połowę Slytherinu.
Wbiegł do korytarza obok i nacisnął klamkę drzwi z napisem „6 rok”. Wszedł do środka.
- Lumos – szepnął, przechodząc koło łóżek.
Dziewczyny, oślepione nagłą jasnością mruczały coś niezrozumiale, niezadowolone z tej sytuacji.
- Co ty tu robisz? – spytała Pansy, natychmiast wstając i podchodząc do niego.
Krótka koszulka ledwie zakrywała pupę, a piersi wręcz wylewały się z koszulki, ale Draco nawet tego nie zauważył. Dziewczyna złapała jego ramię i przytuliła się do niego.
- Coś się stało? – otwarte szeroko oczy wpatrywały się z przestrachem w Ślizgona. – Czemu tu jesteś? Ktoś napadł na Hogwart?
Malfoy nie odpowiedział. Podszedł do ostatniego łóżka i spojrzał bezradnie na zasłaną pościel.
- Gdzie Wiktoria? – spytał pustym głosem. Tak naprawdę znał odpowiedź. Ten pocałunek, to wszystko w łazience Jęczącej Marty… To było pożegnanie.
- Nie wiem – wzruszyła ramionami Parkinson, nie odstępując blondyna nawet na krok. – Nie wróciła na noc. Pewnie śpi z Potterkiem – dorzuciła z mściwą satysfakcją.
Draco obrócił się w jej stronę jak rażony piorunem. Chwycił ją mocno za nadgarstki, wpatrując się wprost w ciemne oczy Pansy.
- Nigdy. Więcej. Nie. Waż. Się. Powiedzieć. Złego. Słowa. O. Wiktorii! – wysyczał, akcentując każde słowo. Kiedy skończył mówić, odepchnął od siebie Ślizgonkę tak, że upadła na pupę, a koszulka podwinęła się na brzuch, odsłaniając skąpą bieliznę.
Nie zaszczycając jej nawet jednym spojrzeniem, wyszedł z pokoju, zaciskając palce prawej dłoni na różdżce.
~*~
Zazdrosna kretynka.
Malfoy szedł opustoszałymi lochami, ignorując chłód, ogarniający go ze wszystkich stron.
Próbowała oczernić Wiktorię… Co ona o niej wie?!
A ty? Co ty wiesz?
Na pewno więcej niż ta głupia suka Parkinson!
Wbiegł po schodach do Głównego Holu.
Jesteś pewien?
Tak, tak, tak!
- Wiktoria! – krzyknął, zatrzymując się i patrząc na drobną postać, zmierzającą do wyjścia ze szkoły.
Ciemnowłosa zesztywniała i jakby zapadła w sobie, ale nie odwróciła. Stała w miejscu, nie wykonując najmniejszego nawet ruchu mającego na celu ucieczkę czy też przepędzenie go. Po prostu biernie czekała, aż do niej podejdzie.

[ 506 komentarze ]


 
...
Dodała Wiktoria Piątek, 27 Lutego, 2009, 16:06

Gorgie - to ja jestem autorką opowiadania, a tamten blog również należy do mnie. Jeśli mi nie wierzysz, mogę napisać notkę także na tamtym blogu. I wybacz, ale nie życzę sobie komentarzy z tym adresem, bo zwyczajnie chcę, żeby czytali tam, a nie dowiedzieli się wszystkiego tu. Rozumiem, że chciałaś dobrze i nie mam Ci tego za złe, aczkolwiek mogłaś mnie zjechać za to, że rzekomo ukradłam własną historię, a nie podawać od razu adres. No dobra, nevermind. W każdym razie dzięki za interwencję, niepotrzebną, ale dzięki ;D

Nowa notka w niedzielę. W każdym razie taką mam nadzieję xD

[ 312 komentarze ]


 
Część 14
Dodała Wiktoria Wtorek, 10 Lutego, 2009, 22:04

- Jesteś sierotą, tak? – syknął, rzucając w nią pogniecionym skrawkiem pergaminu. – Miałaś chyba nieziemskie szczęście, że trafił ci się jednoosobowy sierociniec ze skrzatką w roli przełożonej. Bo domyślam się, że ta cała Błyskotka to skrzat domowy?
- To nie tak, Draco… - wymamrotała, nie odrywając wzroku od widoku za oknem. – Nic nie rozumiesz. Ja musiałam kłamać.
- Dlaczego musiałaś? – spytał, zbliżając się do niej. Nadal był na nią wściekły, ale z nieznanych sobie powodów chciał czuć jej bliskość.
- Nie mogę ci tego teraz wytłumaczyć – odparła, odwracając się gwałtownie w jego stronę. Zadarła głowę, aby spojrzeć w lodowate, stalowe tęczówki. – Może kiedyś. Ale nie teraz.
Oczy Ślizgona zwęziły się niebezpiecznie. Wiktoria chciała go wyminąć i jakby nigdy nic odejść, ale złapał ją za nadgarstki i ścisnął tak mocno, że dziewczyna syknęła z bólu.
- Puść… - szepnęła nadzwyczaj łagodnie. Jej ton zbił go z tropu, ale nie na długo.
- Powiedz mi! – zażądał podniesionym głosem.
Ciemnowłosa, uwięziona między jego ciałem a oknem patrzyła mu hardo w oczy, milcząc. Wyraźnie zignorowała jego rozkaz. Nagle na jej usta wypłynął ironiczny uśmiech.
- Wiem, co sobie myślałeś… - mruknęła niespodziewanie nawet dla samej siebie. – Wiem, że widziałeś mnie w roli drugiej Pansy. Tylko może trochę… Ładniejszej. No i zdecydowanie mądrzejszej. Tylko widzisz, między mną a Pansy jest jedna podstawowa różnica: ona, jak pies, jest ci wierna. A ja… - zaśmiała się – ja jestem jak kot. Chadzam własnymi ścieżkami…
- Zadałem pytanie! – krzyknął, wzmacniając uścisk swych dłoni. – I oczekuję odpowiedzi!
- A co… - zmrużyła oczy – co, jeśli nie odpowiem? Zabijesz mnie?
Puścił jej ręce z nagłym obrzydzeniem, spojrzał jeszcze raz i odszedł. Tak po prostu.
To takie do ciebie niepodobne, Draconie Malfoyu…
***
Przez przerażający ułamek sekundy naprawdę chciał ją zabić. Nie rozumiał dlaczego, ale bardzo mu zależało, aby wiedzieć czemu skłamała.
Musiała.
Tylko czemu?
Skoro powiedziała, że musiała, to to znaczy, że musiała! , wrzasnęła nieznana mu część jego duszy. Musisz zawsze wszystko wiedzieć? A może… Może lepiej żyć w niewiedzy?
Znów siedział w łazience Jęczącej Marty. Znów patrzył w oczy samemu sobie i próbował znaleźć w nich cokolwiek. Nie znalazł nic. Kompletna pustka.
I to chyba było nawet gorsze od tego, co obiecał mu zrobić Voldemort, jeśli nie wypełni rozkazów…
Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Więc jego zwierciadło jest chyba jakoś wybitnie zabrudzone. Albo… A może on już nie ma duszy?
Więc dlaczego tak bardzo boli go serce?
- Masz duszę. – znajomy głos rozległ się za jego plecami. Nawet nie drgnął, starając się nie pokazać, jak bardzo go zaskoczyła. – Tylko ukryłeś ją bardzo głęboko, bo się bałeś. Cholernie przerażała cię możliwość, że ktoś jeszcze poza Voldemortem mógłby ją skrzywdzić.
- Jak śmiesz… - wycedził, odwracając się w jej stronę. – Jak w ogóle śmiesz wymawiać JEGO imię?!
Wiktoria powoli podeszła do blondyna. Ku jego zdumieniu wyminęła go i z kocią gracją wskoczyła na kamienny blat między jedną umywalką a drugą.
- Kim ty jesteś? – spojrzał na nią, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.
- Ja… - Fynn zająknęła się. – Draco, czy ty wiesz, co najlepszego chcesz zrobić?
- O co ci chodzi? – Ślizgom odsunął się o krok i rzucił jej nerwowe spojrzenie.
- O Dumbledore’a. Ty… Ty możesz z tego zrezygnować…
- Skąd wiesz? – jego głos stał się piskliwy. Wpadł w panikę. – Kto ci powiedział?!
- To nie gra roli. Możesz się wycofać. Możesz powiedzieć Snape’owi, żeby zrobił to za ciebie. Możesz jeszcze uratować swoją duszę… - ciemnowłosa posłała mu proszące spojrzenie.
- Nie znam cię… Nawet nie wiem, jak się naprawdę nazywasz. Dlaczego mam ci wierzyć? – Malfoy oparł się plecami o ścianę i osunął po niej powoli. Wpatrywał się tępo w kamienny sufit. Wyglądał jak małe dziecko, któremu się powiedziało, że Święty Mikołaj nie istnieje. Ta sama dezorientacja…
- Jestem Wiktoria. – dziewczyna przymknęła oczy, próbując ułożyć sensowną przemowę. – Naprawdę nazywam się Wiktoria. Chcę ci pomóc… Zrozum: jesteś jeszcze młody, wszystko przed tobą. Dlaczego chcesz się naznaczyć piętnem morderstwa? Przecież wiem, że tego nie chcesz.
- Ale nie mogę się wycofać! – wrzasnął, uderzając raz po raz głową w kamienny mur. – On zabije mnie i moją rodzinę!
- Snape złożył przysięgę twojej matce, że zrobi to za ciebie. Wystarczy, że zabije go twoją różdżką. Jest bardzo dobry w oklumencji, uda mu się ukryć prawdę przed Voldemortem.
- Kim ty jesteś? – spytał jeszcze raz blondyn. Teraz w jego wzroku poza strachem była jeszcze ciekawość.
- Nie mogę – Wiki pokręciła głową. – Teraz nie mogę ci powiedzieć. Lepiej, żebyś nie wiedział. Może kiedyś…
Malfoy nie odpowiedział, zaciskając kurczowo usta.
Dziewczyna nie odrywała wzroku od ściany przez jakąś minutę. Aż w końcu, niespodziewanie, spojrzała na Draco i wyciągnęła ku niemu ręce.
- Chodź do mnie… - szepnęła, patrząc na niego dziwnie miękko.
Malfoy, bez namysłu, zrobił dwa kroki w jej stronę i ukrył twarz w ciemnych, miękkich włosach. Ciemnowłosa oparła policzek o jego szatę na wysokości klatki piersiowej i przymknęła oczy.
- Powiedz mi… - wymamrotał prosząco w kruczoczarne pasma. – Proszę…
- Zrozum, że nie mogę – jęknęła Wiktoria, obejmując go ciasno rękami.
Draco odsunął ją od siebie delikatnie, ujął twarz w dłonie i spojrzał prosto w oczy. Fynn rozchyliła lekko usta, nie wiedząc co powiedzieć ani co zrobić. Ślizgon pochylił się i delikatnie musnął jej wargi. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się do niego mocno.
- Draco?
- Mhm? – spojrzał na ciemnowłosą i uśmiechnął się tak… dziwnie.
- Przepraszam. – odsunęła go od siebie, zeskoczyła z blatu i wyszła z łazienki, nie oglądając się za siebie.
***
Opadła na miękkie poduszki, spoglądając na baldachim swego łóżka. Powinna spakować rzeczy. W końcu to wszystko, co teraz ma…
Z ciężkim sercem podniosła się na łokciach i rozejrzała po pustym dormitorium. Niedługo wróci Pansy i jej przyjaciółki Do tego czasu powinna się wynieść.
Zatoczyła dłonią koło w powietrzu, a wszystkie jej rzeczy niespodziewanie zaczęły frunąć do kufra.
- No i co? Kolejne pożegnanie? – zapytała samą siebie, uśmiechając się lekko.
Kolejny delikatny ruch ręki i wieko skrzyni zatrzasnęło się. Jeszcze jeden – i kufer zawisł w powietrzu, gotów do drogi.
Rzuciła na siebie zaklęcie zwodzące i wyszła z dormitorium, starając się opanować to nieznośne szczypanie pod powiekami.

[ 362 komentarze ]


 
Część 13
Dodała Wiktoria Czwartek, 15 Stycznia;, 2009, 09:20

Hmmm... Cóż, notka taka trochę przejściowa, ale chyba sporo wyjaśniająca.
~*~
- Panienko, zjemy dziś jakiś świąteczny obiad? - Błyskotka stanęła w progu, wpatrując się ogromnymi, błyszczącymi oczyma w Wiktorię. Ciemnowłosa podniosła wzrok znad książki, którą właśnie czytała i spojrzała nieprzytomnie na swą towarzyszkę.
- Ja… Dziękuję, ale jeśli chcesz, to przygotuj coś smacznego dla siebie – mruknęła, przecierając oczy i ziewając. – Chyba się położę, jakoś zmęczona jestem…
- Ale dziś gwiazdka! – pisnęła zgorszona skrzatka, jeszcze szerzej rozwierając źrenice.
- I co z tego? – fuknęła ciemnowłosa, podnosząc się. – I tak nie mamy z kim świętować.
Skrzatka spuściła głowę i powoli odsunęła się z przejścia, pozwalając Ślizgonce się wyminąć.
***
- Draco? – wysoka, szczupła, blondwłosa kobieta spojrzała z niepokojem na swą latorośl.
Jak on strasznie zmarniał przez te cztery miesiące… Zazwyczaj blade policzki teraz nabrały niezdrowego, szarawego odcienia, a zimne, stalowoszare oczy zapadły się, jakby chciały uciec od otaczającego je świata.
- Tak? – chłopak spojrzał na matkę bez zainteresowania.
- Czemu nie chciałeś przyjechać na święta? – pytanie wyrwało jej się, zanim zdążyła je powstrzymać.
Stali w ogromnym Holu Głównym naprzeciwko siebie, niczym dwoje kowbojów przed pojedynkiem. Może tylko odległość była mniejsza. No, i oni zamiast zwykłej, mugolskiej broni palnej mogli sobie co najwyżej poczarować. Lub, jeśli chcieli być bardzo mugolscy, wydłubać oczy za pomocą różdżek.
- A po co? – wzruszył ramionami Ślizgom. – Mieliśmy sami siedzieć przy pustym stole? Dobrze wiesz, że wraz z ojcem do Azkabanu poszła połowa naszych gości świątecznych. Poza tym w ferie mam lepsze pole manewru. – mówiąc ostatnie zdanie ściszył głos do szeptu. Narcyza nie mogła się oprzeć wrażeniu, że powiedział to z niejaką dumą.
Niemniej widziała, ile go to kosztowało. Bolało ją, że jej jedyne dziecko tak cierpi i jest z tego powodu szczęśliwe. Szczęśliwe i przerażone jednocześnie. Zbyt dobrze znała Draco, aby nie widzieć, że za tym pozornie pustym, chmurnym, nonszalanckim spojrzeniem kryje się paniczny strach. Dokładnie taki, jaki ogarniał go, gdy był małym chłopcem i wydawało mu się, że pod jego łóżkiem mieszka rogogon węgierski. Tylko ze wtedy wystarczyło go przytulić i już było dobrze. A teraz, co mogłaby zrobić teraz poza tym, co już zrobiła?
- Tak… - mruknęła bez sensu. – A co ja mam robić sama w tym domu?
- Zajmij się czymś. Posprzątaj… - blondyn uśmiechnął się kpiąco.
Pani Malfoy spojrzała na niego z niedowierzaniem. To już nie był jej malutki synek. Nie, to nie był już on…
***
- Wiktoria? – na łóżku dziewczyny przysiadł mężczyzna. – Czemu się chowasz?
- A co innego mam robić? – spod kołdry wychynęła wyjątkowo poczochrana czarna czupryna, a ledwo widoczne zza burzy włosów intensywnie niebieskie oczy spoglądały wrogo na przybysza. – Choinkę ubierać? Dla kogo? Dla siebie? Nie, dzięki, to żadna frajda.
- Przecież wiesz… - szepnął zmęczonym głosem czarodziej, przymykając lekko oczy. – Przecież wiesz, że nie mogę…
- Wiem. – ciemnowłosa zmusiła się do uśmiechu. Objęła szyję swego towarzysza i przytuliła twarz do błękitnej szaty, tak doskonale pasującej do odcienia jej oczu.
Dobranej specjalnie do koloru jej oczu… Tak, żeby była zawsze przy nim choćby w ten nieco dziecinny i naiwny sposób.
- Muszę iść…
- Idź. – Fynn odsunęła się i, obejmując ramionami nogi, patrzyła, jak mężczyzna wychodzi z pokoju.
***
Nadeszła ciepła wiosna. Uczniowie Hogwarty wylegli na błonia. Nawet piąto- i siódmoklasiści, wraz ze stosami podręczników sadowili się w cieniu rozłożystych drzew.
Wiktoria osłoniła oczy przed rażącym słońcem i, mrużąc oczy, szukała Pansy. W końcu dostrzegła czarne, ulizane włosy oraz zielone emblematy na szacie u jednej z dziewczyn siedzących nad jeziorem. Ruszyła w tamtą stronę.
- Cześć – ciemnowłosa uśmiechnęła się do Parkinson, siadając obok. Ślizgonka zmierzyła ją niezbyt przyjaznym spojrzeniem.
- Cześć – warknęła, ostentacyjnie odwracając się plecami do Wiktorii.
- Mogłybyśmy pogadać na osobności? – spytała ciemnowłosa, zaciskając kurczowo dłonie.
Pansy wstała bez słowa, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem. W milczeniu odeszły kilkanaście metrów.
- Ile razy mam ci tłumaczyć, że nie miałam wpływu na to, co się stało Draco? – syknęła przez zaciśnięte zęby Fynn, wpatrując się w koleżankę ze wściekłością. – Tak, znam Harry’ego, ale ostatni raz rozmawiałam z nim kilka miesięcy temu! Co, listownie nasłałam go na Malfoya?!
- Och, więc co, Potter ot tak po prostu postanowił sobie wyżyć się na Draco? – w oczach Parkinson zalśniły łzy.
- Doskonale wiesz, że się nie lubili. Może Draco próbował rzucić jakieś zaklęcie na Harry’ego? Doskonale wiesz, że się nie przyzna, to byłoby równoznaczne z wyrzuceniem go ze szkoły.
- Pottera nie wywalili! – zapiszczała Pansy.
- Gdyby Draco miał rzucać zaklęcie, to byłoby to któreś z niewybaczalnych.
Parkinson otworzyła usta, spojrzała na Wiki tak, jakby ta była karaluchem i dumnym krokiem wróciła do koleżanek. Ciemnowłosa zacisnęła kurczowo usta i udała się w stronę zamku.
***
Opadła na wytarty fotel w pokoju wspólnym. Nie zastała tu blondyna. Zapewne znowu szlaja się po Pokoju Wspólnym… Ileż można opracowywać tak prostą operacje?
Nagle, niewiadomo skąd, pojawiła się sowa. Usiadła delikatnie na kolanach Wiktorii i zahukała cicho, nie odrywając ogromnych, bursztynowych oczu od morskiego spojrzenia dziewczyny.
Fynn odczepiła od jej nóżki list i pozwoliła usadowić na swoim ramieniu. Szybko przebiegła oczyma treść zawartą na pergaminie i przymknęła oczy. Płomykówka zacisnęła leciutko pazurki na jej skórze, jakby chciała dodać otuchy.
- No i co my teraz zrobimy, malutka? – spytała ciemnowłosa, delikatnie gładząc palcem wskazującym malutki dziób sowy. – Wygląda na to, że nie mamy już dokąd wracać…
***
Draco ukrył twarz w dłoniach, opadając bez życia na fotel przy kominku. Wszyscy korzystali teraz ze słonecznej pogody, ale on nie miał na to czasu. Już niedługo… Już bardzo niedługo.
Uśmiechnął się do siebie triumfalnie. Teraz musi się udać. Bo jak nie, to… Jego uśmiech nieco przygasł.
Jednym machnięciem różdżki rozpalił ogień w kominku, nie zważając na okrzyki protestu innych Ślizgonów. Płomienie działały na niego dziwnie uspokajająco. Bez namysłu chwycił leżący przed nim kawałek pergaminu. Spojrzał na niego kontrolnie. Czyjeś wypracowanie z transmutacji.
Cóż, pomyślał, rzucając zapisany drobnym pismem pergamin do kominka, napiszesz je sobie od nowa, skoro nie pomyślałeś, aby zabrać.
Chwycił następną karteluszkę. Rzucił okiem na treść i już, już miał wyrzucić, kiedy nagle w oczy rzucił mu się nagłówek. Jego oczy biegały jak szalone, kiedy czytał treść listu pozostawionego nieopatrznie przez właścicielkę. Kiedy dotarł do jego końca, przez głowę przebiegały mu setki myśli.
Zerknął raz jeszcze na list.


Wiktorio,

Przykro mi to mówić, ale jakiś śmierciożerca chyba znalazł między nami jakieś powiązanie. Przeszukał dom i zabił Błyskotkę. Z tego co udało mi się ustalić, nie chciała mu powiedzieć, gdzie przebywamy. Myślę, że… Kiedy już będzie po wszystkim… Tak, doskonale wiesz, co mam na myśli… Uważam, że nie powinnaś już wracać do Doliny Godryka. To już nie będzie dla Ciebie bezpieczne miejsce. Ufam, że sobie poradzisz. Wiem, że chciałabyś to wiedzieć, więc mówię: tak, pochowałem Błyskotkę. Nie martw się o to. Była dzielna do samego końca.


Zacisnął dłoń, mnąc list. Zerwał się na równe nogi i wypadł z Pokoju Wspólnego, szukając dziewczyny.
~*~
I jak?;D

[ 4339 komentarze ]


 

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 23968266 bytes) in /public_html/wiktoria.php on line 718