Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Stowarzyszenie Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych
Stowarzyszenie WESZ prowadzi Mrużka
Notki od 1 do 7 (do 10 marca 2007) - wyczarował Miecek!

  Sprawy się komplikują
Dodano Poniedziałek, 17 Marca, 2008, 22:26

Dla większości zgromadzonych w pokoju ludzi informacja o nieznanym im Stworku nie była niczym nadzwyczajnym, a tylko sprawny obserwator zauważyłby, że przez twarz Rona przebiegł nieodgadniony cień niepokoju. Mężczyzna nie dał jednak nic po sobie poznać i przyłączył się do właśnie rozpoczętej dyskusji na temat tego co znaczą słowa skrzatów, co zrobić z rannym skrzatem i co począć z wątłym, martwym ciałem kolejnego, przybyłego jak by się mogło wydawać z pola bitwy. Bitwy?? Nie! to śmieszne...myśl ta przetaczała się przez kolejne umysły pracowników ministerstwa, bo w jakiej niby bitwie uczestniczyć mogą skrzaty, a oni- czarodzieje nic o tym nie wiedzą. W magicznym świecie od lat panuje pokój...To na pewno jakieś mało ważne potyczki wewnątrzplemienne tych stworzeń- no właśnie- stworzeń...i po co było to całe zamieszanie ze stowarzyszeniem W.E.S.Z??
Ron żałował, że opanował legilimencję do tego stopnia, że zobaczył te myśli.Wbrew temu co myślała Hermiona i temu co on sam myślał o wyhodowanej przez nią jeszcze w czasach hogwarckich wszy nie zamierzał pozostawić tej sprawy bez odzewu- nie sprawy tak ważnej dla bliskiej mu osoby. Sprawnie uciszył gwar i postanowił zabrać się za usystematyzowanie całej tej sytuacji.
-Romildo, proszę wyślij natychmiast wiadomość do centrum W.E.S.Z o materializacji skrzatów w naszym biurze, nie wyjaśniaj żadnych szczegółów, zajmę się tym osobiście. Daisy! Uzdrowiciele ze Świętego Munga zaraz tu będą. Dopilnuj, aby zajęły się rannymi skrzatami. Ja sam zajmę się martwym- powiedział Ron, po czym podniósł nieruchowe , pokrwawione ciało, przykrył swoim płaszczem podróżnym i wyszedł z biura. Wiedział co musi zrobić. Musiał pilnie skontaktować się z Harrym. O tej porze nie mogło go być w Biurze Aurorów. Trudno, znajdzie inny sposób, deportacja odpada, zostaje kominek. Ale najpierw musi pochować skrzata i powiadomić Hermionę.
Stało się coś złego- pomyślał. Musiało, skoro plemię Stworka postanowiło wyjawić cokolwiek innym czarodziejom niż on, Harry i Hermiona. I Stworek..właśnie...Nawet teraz, gdy gwar ucichł, a on podążał cichymi korytarzami pogrążonego w półmroku ministerstwa nie dopuszczał do siebie tej myśli. To nie może być prawda. Nie teraz...Teraz...kiedy jesteśmy tak blisko...

[ 3773 komentarze ]


 
Upadek twierdzy
Dodano Czwartek, 17 Stycznia;, 2008, 21:03

Pracownice Ministerstwa zaczęły tłoczyć się wokół bezwładnego skrzata, a roztaczające się wokół szepty wprawiały w przerażenie drugiego, zielonookiego skrzata ubranego w mugolski strój dla lalki, a teraz skulonego w kącie pokoju pomiędzy koszem na śmieci, a jednym z biurek.
Zaczęły zastanawiać się co się stało, a powracające wciąż pytanie: ,,Wrócił? Ale kto? " cisnęło się na usta. Jedynie Romilda wykazała się zdrowym rozsądkiem. Wycelowała różdżką w pierś skrzata, który momentalnie wracał do otaczającego go świata. Gdy tylko otworzył oczy odskoczył od otaczających go ludzi. Przebiegł wzrokiem po tłumie zebranych, a jego wzrok zatrzymał się wysokim, rudowłosym, piegowatym mężczyźnie. Wydawało się, że skrzat rozpoznał w Ronaldzie Weasley'u przyjaciela, a nie wroga i że to właśnie bezpośrednio jemu wyjawi cel swojej nieoczekiwanej aportacji. Skrzat powstał, ale w momencie, gdy otworzył usta jego pierwsze słowa zagłuszył odgłos pojawienie jeszcze kogoś w i tak już przepełnionym pomieszczeniu. Na środku miękkiego dywanu aportował się kolejny, wycieńczony i zakrwawiony skrzat.
- Twierdza upadła! Stworek nie żyje- powiedział- i wyzionął ducha.

[ 1835 komentarze ]


 
Nietypowe zakończenie zwykłego dnia...
Dodano Wtorek, 11 Grudnia, 2007, 22:11

Było słoneczne lipcowe popołudnie. Urzędnicy w Ministerstwie Magii leniwie podrygiwali różdżki, a stosy dokumentów sortowały się i lądowały w odpowiednich półkach olbrzymiej komody. Nic nie wskazywało, że jeszcze tego dnia, kwadrans przed końcem popołudniowej zmiany stanie się coś niezwykłego.
Gdy jedna z urzędniczek- Romilda Patts wstała, aby odłożyć kolejny stos dokumentów nagle gmach ministerstwa zatrząsł się w posadach. Posortowane teczki wyleciały ze swoich półek, filiżanki potłukły się w drobne, porcelanowe kawałki, a całości drobnej katastrofy dopełnił huk zarekwirowanych detonatorów, które nagle eksplodowały czyniąc wokół nieziemski hałas.
Pracownicy pochowali się pod biurka, a Romilda stała osłupiała wpatrując się w drobne pobojowisko. Oto na podłodze gabinetu Biura ds. Magicznych Stworzeń i Stowarzyszenia W.E.S.Z aportowała się z trzaskiem para roztrzęsionych i skulonych skrzatów domowych.
Romilda jednym ruchem różdżki doprowadziła pomieszczenie do ładu. Hałasy ucichły, a pracownicy wychylali się zza swoich biurek przyglądając się z zainteresowaniem skrzacim przybyszom.
Wśród narastających szeptów jeden ze skrzatów uniósł nieznacznie dłoń, a wszelkie odgłosy umilkły.
Skrzat przemówił drżącym głosem:
- On...wrócił...- i stracił przytomność...

__________________________________________________________

Jak widać zaczęłam nową historię. Mam pewien pomysł, zobaczę co mi z niego wyjdzie. Proszę o notkę lub dwie cierpliwości...muszę rozkręcić historię i wprowadzić nowych bohaterów...

[ 7515 komentarze ]


 
Pożegnanie...
Dodano Poniedziałek, 20 Sierpnia, 2007, 15:56

Nawet nie zauważyłem, kiedy z moich oczy pociekły łzy. Zyzek złapał mnie za rękę i poprowadził ku wyjściu. Był przejęty, ale nie płakał. Tkwiło w nim przeczucie ciążącego na nim obowiązku, któremu musi podołać i wiedział też, że za chwilę się rozstaniemy.
Poprowadził mnie w owe miejsce na którym odzyskaliśmy przytomność po aportacji. Miejsce to było przejściem pomiędzy ich światem, a moim światem. Światem, do którego udało mi się wnikną, a którego nigdy nie zapomnę, gdyż został w nim mój przyjaciel.
Nie utrudniałem mu pożegnania, bo wiedziałem, że tego ode mnie oczekiwał. Ostatni uścisk dłoni i poczułem znajome szarpnięcie w okolicy pępka.
Wracałem...

[ 1222 komentarze ]


 
Nowy król
Dodano Poniedziałek, 20 Sierpnia, 2007, 15:45

Tkwiłem w miejscu i w ciszy obserwowałem całe to zajście, aż stało się to , czego sie cały czas w głębi duszy obawiałem. Skrzaty przypomniały sobie o moim istnieniu i jak na komendę wszystkie spoglądały to na mnie, to na Zyzka, to na wielkiego skrzata, który nagle przemówił. nie wiem o czym rozmawiali, gdyż odbywało sie to w języku niezrozumiałym dla mnie. Skąd Zyzek zna ten język? Czego oni chcą od niego? co będzie ze mną? Multum pytań kłębiło się w mojej głowie. Po skończonej rozmowie nic mi się nie stało, a wielki skrzat jakby wypłynął zza tronu i oddał Zyzkowi pokłon.
Gdy to sie stało skrzaty zaczęły się teleportować, a po jakiś pięciu minutach w komnacie byłem już tylko ja i Zyzek. Zbliżyłem się do niego, ale nim otworzyłem usta do on przemówił. Powiedział, że jesteśmy w prastarej skrzaciej krainie, w grocie tronowej. Na ścianie zapisane jest dawne proroctwo, które mówi, że królem skrzatów zostać może skrzat porzucony przez matkę i wychowany przez człowieka, który wyciągnie miecz pierwszego skrzaciego króla ze skały.
Ponieważ skrzacią krainę czeka wojna lud rozpoczął poszukiwania króla i znalazł go. To skrzaty aportowały nas sprzed mojego domu. miał zostać aportowany sam Zyzek, ale przez to, że wówczas dotykał mnie siłą zaklęcia przeniosła tu nas oboje. To on- mój Zyzek jest skrzatem z proroctwa i nowym królem.
Bardzo opornie docierał do mnie sens tych słów, ponieważ wiedziałem co one oznaczają dla mnie, a nie chciałem rozstawać się z Zyzkiem, który dalej snuł swoją opowieść. mówił, że przed chwilą byłem świadkiem Ceremonii Zaprzysiężenia oraz, że nikomu nie mogę powiedzieć o tym co widziałem. Mój kochany podopieczny powiedział mi także, że dziś wieczorem odbędzie się Ceremonia Koronacyjna na której zostać nie mogę i że wkrótce Duch Plemienia, czyli ów wielki skrzat odeśle mnie do domu.
I gdy tak to mówił dostrzegłem to, czego wcześniej nie chciałem widzieć. Że to nie jest już tylko dziecko, a dorosły, odpowiedzialny skrzat, którego spotkało straszne wyróżnienie i ma prawo zadecydować o swoim dalszym losie.

[ 1339 komentarze ]


 
Skalna grota i tajemnicze proroctwo
Dodano Poniedziałek, 20 Sierpnia, 2007, 15:27

Czułem się trochę dziwnie, ale w głębi serca czułem , że nie będzie rozsądnym posunięciem sprzeciwiać sie chmarze dowodzonych przez skrzata giganta, dlatego powoli zacząłem zagłębiać się w czeluście jaskini. Zyzek uchwycił się skraju mojej szaty i dreptał powoli dotrzymując mi kroku.
Gdy uszliśmy kilka metrów zrobiło się już całkiem ciemno i tak...nagle to zauważyłem...strasznie cicho. Nie dochodziły do mnie żadne odgłosy. Musieliśmy być bardzo daleko od powietrza, bo nawet wiatr nie szumiał w wyżłobionych czeluściach litowej skały. Po jakimś czasie zauważyłem, że droga prowadzi coraz bardziej w dół. Robiło się chłodniej, mroczniej i coraz bardziej wilgotno, a z oddali narastał jakiś chwilowo niepokojący mnie szum.
Bałem się zapalić różdżkę, gdyż nie wiedziałem jak owe skrzaty ustosunkowane są do magii, a poza tym spostrzegłem, że Zyzek jakby w ogóle nie lękał się , gdzie idziemy i co dziwniejsze jakby widział wszystko przed sobą. Tak, teraz to on prowadził. Z wielkimi oczyma utkwionymi w przestrzeń szedł krok przede mną nie puszczając połów mojej wyświechtanej i podartej od skał szaty.
Po chwili zdałem sobie sprawę, że musimy stać w jakimś większym pomieszczeniu. Zyzek chyba tez to wyczuł, ponieważ zatrzymał się i ogarniał wzrokiem owe miejsce. Postanowiłem zaryzykować i zapaliłem różdżkę. Jedno krótkie ,,Lumos" i moim oczom ukazało się przedziwny widok.
Znajdowaliśmy się w wielkim wyżłobionej w skale i pięknie zdobionej, choć nieco topornie ciosanej sali. Na jej środku znajdował się kamienny tron otoczony łukiem. Po jego prawicy wbity w litą skałę skrzącą się błękitną poświatą tkwił posrebrzany miecz, zaś po lewej stronie znajdowało się coś, co przypominało olbrzymia mapę, ale w gruncie rzeczy nie widziałem tez czegoś tak do mapy niepodobnego. Coś jakby mapa-makieta z ruchomymi elementami. Całości wizerunku dopełniał otaczający tron strumyk.
Gdy ja oddawałem się podziwianiu tego wytworu skrzacich rąk Zyzek odszedł ode mnie i zasiadł na tronie. Normalnie pewnie nic by to nie znaczyło, ale w momencie, gdy to uczynił zapaliły się pochodnie utkwione na obwodzie sali oraz napis w dziwnym języku znajdujący sie naprzeciw tronu. Osłupiałem i tkwiłem w miejscu, a Zyzek powoli wstał z tronu i podszedł pod zapisaną ścianę. Przez chwilę przyglądał się jej z uwagą po czym odwrócił wzrok, podszedł do miecza, uchwycił zdobioną klingę i wyciągnął go ze skały.
Krzyk przerażenia wydał się z moich ust ponieważ komnata zadrżała, a zewsząd zaczęły aportować się różnej maści skrzaty domowe. Po chwili komnata jakby się rozszerzyła, a za tronem pojawił się ów olbrzymi skrzat. Wykonał jeden gest dłonią i magiczna moc uniosła Zyzka w powietrze i posadziła na tronie. W tym samym momencie wszystkie skrzaty padły na twarz oddając mu pokłon, a wielki skrzat skłonił swą brązową głowę.

[ 7981 komentarze ]


 

Fatal error: Allowed memory size of 134217728 bytes exhausted (tried to allocate 19962062 bytes) in /public_html/wesz.php on line 718