Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Daria
Do 20.11.2008r. pamiętnikiem opiekowała się Lucy

[ Powrót ]

Środa, 13 Maja, 2009, 15:10

11.Huncwoty, huncwoty... cz.1

Sorki, że w sobotę nie dodałam, ale musiałam to dopracować. Postaram się dodać następną notkę w następną sobotę. Pozdrawiam i zapraszam do czytania:

Za oknami płynęły strumienie deszczu. Od kilku dni gromadziły się chmury, z których wczoraj wieczorem lunął deszcz. Nie rozważyliśmy co będzie w razie zmiany pogody, ale nie zniechęcaliśmy się – właśnie dziś odbędzie się TEN mecz.
Siedziałam na lekcji historii magii i niby słuchałam wywodów prof. Binnsa na temat jakichś tam wojen czy coś, ale z drugiej strony myślałam o czymś zupełnie innym. Większość uczniów pół śpiąc leżała na swoich zeszytach, inni rozmawiali między sobą. Specjalnie wybrałam dziś miejsce w ostatniej ławce, oddalonej od drzwi tylko o kilka metrów. Pięć minut przed dzwonkiem założyłam torbę na ramię i cicho podniosłam się z miejsca. Zlustrowawszy teren wolno ruszyłam w stronę drzwi. Ciarki przeleciały mi po plecach kiedy w pół otwarte drzwi skrzypnęły. Stwierdziwszy, że nikt nie zwrócił na to uwagi czmychnęłam na korytarz i szybkim krokiem ruszyłam w stronę korytarza na trzecim piętrze. Kiedy doszłam, przy posągu jednookiej czarownicy stał już James.
- Musimy się spieszyć.– Powiedział półgłosem i stukając różdżką w garb posągu powiedział:
-Dissendium! – Garb otworzył się. Szybko wślizgnęłam się do środka głową w dół. Bracia powiedzieli mi czego mam się spodziewać, więc spokojnie zsuwałam się w dół jak po kamiennej zjeżdżalni. Zatrzymałam się, chwilę później wpadł na mnie James.
-Lumos – mruknęłam i ujrzałam wąski, niski korytarz wydrążony w ziemi. Zdjęliśmy czarne szaty szkolne ukazując zwykłe jeansy i bluzy.
-Jak samopoczucie?
- Ok. Ile będziemy czekali na Ala?
- Powinien przyjść jakieś dwie minuty po dzwonku.
Albus dołączył do nas kilka minut później niż przewidywaliśmy.
- Coraz bardziej nienawidzę Percyego. Nie dość, że przetrzymał nas po dzwonku to jeszcze zadał cholernie nudne wypracowanie. No, ale teraz możemy już iść.
Ruszyliśmy wilgotnym korytarzem. Przodem szedł James - zgięty wpół, za nim ja - wyprostowana, a za mną lekko schylony Al. Korytarz wił się i wił, często skręcał, a o nierówne podłoże łatwo było się potknąć.
Po trzydziestu minutach marszu usłyszeliśmy burczenie – James był głodny. Nie mogliśmy zostać na obiedzie ze względu, na ograniczony czas, jednak ja pamiętałam jakimi żarłokami są moi bracia. Podczas drugiego śniadania zrobiłam kilka kanapek, które teraz wyciągnęłam z torby.
- Chcecie?
- Muszę przyznać, że jesteś wielka. – Powiedział Al sięgając po kanapkę, James wziął od razu dwie. Szliśmy dalej zajadając kanapki, aż korytarz zaczął piąć się w górę, a po chwili zaczęły się schody. Próbowałam je liczyć, ale pogubiłam się przy dwustu szesnastu. Wpadłam na Jamesa, kiedy zatrzymał się bez ostrzeżenia.
- Teraz cicho… - Otworzył klapę w suficie. Wyszliśmy przez nią i z powrotem zamknęliśmy wejście do tunelu.
- Załóżmy pelerynę tutaj – mruknął Al, kiedy z góry doleciały nas jakieś głosy. Wyciągnął niewidkę z torby i zarzucił na nas. Znowu musiałam iść w środku. Wspięliśmy się po starych, drewnianych schodach. Albus uchylił drzwi i usłyszeliśmy głosy dwóch kobiet.
- Widziałam Marco, kiedy szedł do Elzy. Ubrał się ładniej niż zwykle.
- Tak? Może chce się oświadczyć?
- Tak właśnie myślę. Nie jestem jednak pewna czy Elza go przyjmie.
Kobiety rozpatrywały wady i zalety Marco, kiedy James mruknął:
- Spieszy się nam – wypowiedział zaklęcie i machnął różdżką celując w wielką misą z jakimś płynem. Naczynie pękło, a płyn wylał się na podłogę.
- Co jest? – Zdziwiła się jedna z kobiet biegnąc w stronę rozbitej misy. Szybko przeszliśmy przez sklep i wyszliśmy na ulicę, prosto w ulewę.
- Brr…
-Nieprzyjemna pogoda – mruknął James. – To w tamtą stronę.
Ruszyliśmy we wskazanym przez niego kierunku, starając się omijać kałuże i po kilkunastu minutach byliśmy dobry kawałek za wioską. Zdjęliśmy pelerynę.
- Pośpiesz się Jim, bo przemokniemy do końca.
-No dobra, już, już. – Wyjął różdżkę i machnął nią nad ulicą. Rozległ się ogłuszający huk, a w następnej chwili stał przed nami wściekle czerwony, trzypiętrowy autobus. Słyszałam o nim, ale jeszcze nigdy nie jechałam ani nie widziałam, więc teraz przyglądałam się ciekawie. W otwartych drzwiach pojawił się konduktor w uniformie w dziwnym kolorze. Był to młody, dwudziesto paro letni chłopak. Nie zaszczycając nas spojrzeniem zaczął, znudzonym głosem, czytać z wymiętej kartki:
- Witam w imieniu załogi Błędnego Rycerza, nadzwyczajnego środka transportu dla czarownic i czarodziejów. Wystarczy machnąć ręką, która ma moc i wejść do środka, a zawieziemy pana, dokąd pan sobie życzy. Nazywam się Filip Fubster i będę dziś pańskim przewodnikiem.
Dopiero wtedy spojrzał na nas. Widocznie nie był przyzwyczajony do widoku trzech przemokniętych dzieciaków, bo bardzo się zdziwił.
- Możemy wejść? – Gdyby nie Al stali byśmy tak może i do wieczora. Filip odsunął się, i weszliśmy.
- Trzy bilety ulgowe na stadion Harpii.- Właśnie tam miał się odbyć mecz. Chłopak wydrukował z dziwnego urządzenia trzy karteczki. Poinformował nas o koszcie, podał Jamesowi bilety i przyjął odliczone monety.
- Ruszaj stary! – Krzyknął w stronę kierowcy i autobus ruszył szarpiąc. – Wolicie miejsca na dole czy drugim piętrze? – Zdecydowaliśmy, że usiądziemy na dole. Konduktor przyglądał się nam ciekawie, więc szybko usiedliśmy na krzesłach.
Kilka lat temu Urząd Transportu nakazał właścicielowi wprowadzić zmiany, aby jazda była bardziej komfortowa. Krzesła zostały przytwierdzone czarami do podłogi, więc nie przewracały się już tak jak kiedyś. Z wyższych pięter słychać było grupę ludzi, którzy… czyżby? Tak! Śpiewali hymn Harpii! Nie było nam dane siedzieć spokojnie (jeśli można tak nazwać tą szaloną jazdę) przyczepił się do nas Filip Fubster.
- Jedzie się na meczyk? - James chętnie podejmował takie zaczepki:
- A jedzie się, jedzie.
- A wy tak sami, bez rodziców?
- Na razie bez, ale tata będzie na stadionie – była to ustalona historyjka.
-Na stadionie?
- Na stadionie.
Autobus zatrzymał się gwałtownie, tak, że prawie poleciałam na krzesło przede mną. Konduktor niechętnie poszedł otworzyć drzwi, przeczytał karteczkę i zniknął na schodach z brodatym mężczyzną, który wybrał zapewne miejsce na drugim piętrze. Kiedy Filip wrócił udawaliśmy, że jesteśmy bardzo zainteresowani kanapkami, które zaczęliśmy jeść. Poskutkowało to, bo chłopak poszedł na przód autobusu.
- Jak godzina? – Zapytał Albus.
- Dwadzieścia po trzeciej.
- Czyli mamy opóźnienie.
- Bardzo małe Al. Lil, skoczyłabyś zapytać ile jeszcze będziemy jechać?
- Ok. – i skoczyłam. Kiedy przebyłam możećwierć drogi do konduktora pojazd zatrzymał się gwałtownie, a ja straciłam równowagę i… resztędrogi przebyłam w rekordowym czasie, pięknym ślizgiem na brzuchu.
- Żyjesz? – Filip złapał mnie za ramię i podniósł na nogi.
- Tak, tak. Wszystko dobrze. – Odpowiedziałam, a on ruszył w stronę końca autobusu ciągnąc mnie za sobą i posadził z powrotem na moje miejsce.
- W czasie jazdy się nie wstaje – zwrócił się do moich braci, a do mnie puścił oko i poszedł po następnego pasażera.
- Żyję!!!- Powiedziałam na pytające spojrzenia braci.
- O nie –wykrztusił James patrząc w tył. Nie pozwolił nam zobaczyć co go tak poruszyło.
- Pochylcie się. Żeby nas nie zauważył – rozpoznając zagrożenie zrobiliśmy co kazał. Kiedy kroki na schodach ucichły wyprostowaliśmy się, a James wyjaśnił cicho:
- Teddy!
Gdyby James nie zareagował i Ted zobaczyłby nas to cała akcja by nie wypaliła.
-Może się pomyliłeś, i to nie on?
- Turkusowe włosy związane w kucyk! Wystarczający dowód?
- Yhy… I co teraz?
- Przepraszam – zwróciłam się do przechodzącego obok konduktora. – Jak długo jeszcze?
-Około piętnastu minut.
- Dziękuję.
- Co robimy? – Zastanawiał się James ,kiedy chłopak w uniformie odszedł.
- Może… Nie mam pojęcia…
- Ja mam pomysł. – Bracia spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. – Wokół stadionu są pewnie jakieś lasy.
- Tak, byłem tam kiedyś z tatą.
- No więc, kiedy Błędny Rycerz zatrzyma się szybko ukryjemy się w krzakach i założymy pelerynę. Co o tym sądzicie?
- Może by się to udało, ale co jeśli nie będzie krzaków?
Nie wiedzieliśmy co, jeśli nie będzie krzaków. Kiedy autobus zahamował, a Fusber krzyknął :
- Stadion Harpii! – pognaliśmy do drzwi. Przez zasłony deszczu zobaczyliśmy zarośla, za którymi schowaliśmy się i założyliśmy niewidkę. Niewidzialni ruszyliśmy w stronę stadionu. Co chwile ktoś nas mijał, albo deportował się niedaleko. Leśna droga przemieniła się w błotną rzekę, a krople deszczu były jeszcze większe niż w Hogsmeade.
Zbliżaliśmy się już do stadionu. Ludzie ustawiali się w kolejki przy wejściach, gdzie mieli okazać bilety. Zaczęliśmy okrążać stadion.
- Gdzie to jest?
- Musi gdzieś tu być!
- Jest! – Zauważyłam poszukiwane przez nas drzwi do szatni. Stał przy nich czarodziej. Zamiast pilnować drzwi próbował ułożyć kostkę Rubika.
- To będzie wyjątkowo łatwe – stwierdził James. I rzeczywiście. Mężczyzna nie zauważył, że drzwi same się otwierają. Tego, że trójka dzieciaków wchodzi do szatni dla zawodników nie mógł zobaczyć.
Weszliśmy do pustego, trochę ciemnawego korytarza. Było tu dużo przyjemniej niż na dworze. Nie wiał wiatr, nie padał deszcz, nie trzeba było poruszać się po błocie. Zdjęliśmy niewidkę i poszliśmy prostym korytarzem.
Nagle drzwi po obu końcach korytarza otworzył się. Przez każde wpadł do środka czarodziej i rzucił się w naszym kierunku. Nie zdążyłam mrugnąć, a już jeden z nich trzymał mnie i Albusa, a drugi Jamesa. Otworzyli najbliższe drzwi i wepchnęli nas do środka. Weszli za nami i… Teraz, kiedy mogłam na nich spojrzeć od razu rozpoznałam tatę i wujka Rona. Po ich minach poznałam, że nie można obrócić tego w żart. James chciał spróbować:
- Hej, co za spotkanie!
Mężczyźni rozmawiali przez chwilę cicho, po czym rudy wyszedł. Al przełknął głośno ślinę.
-Oj huncwoty, huncwoty…

Mam nadzieję, że się podobało:-D

Komentarze:


Lily_P
Piątek, 22 Maja, 2009, 18:06

Mam już gotową nową notkę, ale opublikuję ją jesli skomentujecie tą.
Chociaż jeden komentarz.
Komentarz = nowa notka.
Czekam

 


Reignbeau
Sobota, 01 Października, 2011, 01:16

Great artilce, thank you again for writing.

 


Reignbeau
Sobota, 01 Października, 2011, 01:16

Great artilce, thank you again for writing.

 


xdnnvufkcd
Sobota, 01 Października, 2011, 18:05

fx58Wi <a href="http://kkfwwadnfalc.com/">kkfwwadnfalc</a>

 


xdnnvufkcd
Sobota, 01 Października, 2011, 18:05

fx58Wi <a href="http://kkfwwadnfalc.com/">kkfwwadnfalc</a>

 


mevqnqm
Niedziela, 02 Października, 2011, 14:25

yyGIz4 , hjqrudaqvdja, nqcposwjlcbw, http://rtlnrszfrsjl.com/

 


mevqnqm
Niedziela, 02 Października, 2011, 14:25

yyGIz4 , hjqrudaqvdja, nqcposwjlcbw, http://rtlnrszfrsjl.com/

 


splicegirl
Sobota, 15 Października, 2011, 20:36

car insurance =[[ nj car insurance 25574 life insurance 8-]]]

 


splicegirl
Sobota, 15 Października, 2011, 20:36

car insurance =[[ nj car insurance 25574 life insurance 8-]]]

 


Noneck28Chins
Czwartek, 20 Października, 2011, 06:35

buy tramadol us pharmacies flfkmj propecia 534

 


Noneck28Chins
Czwartek, 20 Października, 2011, 06:35

buy tramadol us pharmacies flfkmj propecia 534

 


Greg2dmax
Poniedziałek, 24 Października, 2011, 09:09

ativan wmatt online deltasone %)

 


SweetLemon
Czwartek, 27 Października, 2011, 12:02

new jersey car insurance 9002 health insurance providers 8-PPP auto insurance >:D

 


SweetLemon
Czwartek, 27 Października, 2011, 12:02

new jersey car insurance 9002 health insurance providers 8-PPP auto insurance >:D

 


lpjonnyt
Poniedziałek, 31 Października, 2011, 23:48

viagra online :-(( cialis xkwwvn viagra for sale >:OOO levitra 868658

 


lpjonnyt
Poniedziałek, 31 Października, 2011, 23:48

viagra online :-(( cialis xkwwvn viagra for sale >:OOO levitra 868658

 


rerewert
Czwartek, 03 Listopada, 2011, 21:10

auto insurance 136269 health insurance quotes %-) buy auto insurance online qiwgmf car insurance quotes 8[[[

 


rerewert
Czwartek, 03 Listopada, 2011, 21:10

auto insurance 136269 health insurance quotes %-) buy auto insurance online qiwgmf car insurance quotes 8[[[

 


donmanonjr
Sobota, 05 Listopada, 2011, 05:05

new york car insurance 01298 car insurance quotes vnlw discount auto insurance dhvksn business insurance 2342

 


donmanonjr
Sobota, 05 Listopada, 2011, 05:06

new york car insurance 01298 car insurance quotes vnlw discount auto insurance dhvksn business insurance 2342

1 2 3 »

Twój komentarz:
Nick: E-mail lub strona www:  

| Script by Alex

 









  
Newsy po angielsku:
Harry Potter's Page

  
Konkursy-archiwum

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU

Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP

PAMIĘTNIKI : KANON


Albus Severus Potter
Nowa Księga Huncwotów
Lily i James Potter
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik W. Kruma!
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik N. Tonks!
Elizabeth Rosemond

Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Harrego!
James Potter Junior!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik Voldemorta
Pamiętnik Malfoy'a!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Romildy Vane
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Toma Riddle'a
Pamiętnik Lavender

PAMIĘTNIKI : FIKCJA

Aurora Silverstone
Mary Ann Lupin!
Elizabeth Lastrange
Nowa Julia Darkness!

Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Marty Pears
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Pamiętnik Jasminy!

INKUBATOR
Alicja Spinnet!
Pamiętnik J. Pottera
Cedrik Diggory
Pamiętnik Sarah Potter
Valerie & Charlotte
Pamiętnik Leiry Sanford
Neville Longbottom
Pamiętnik Fleur
Pamiętnik Cho
Pamiętnik Rona!

Pamiętniki do przejęcia

Pamiętniki archiwalne

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
>>Księgi Magii<<
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj sw�j HOROSKOP!
Zakon Feniksa


  
Co sądzisz o o zakończeniu sagi?
Rewelacyjne, jestem zachwycony/a!
Dobre, ale bez zachwytu
Średnie, mogłoby być lepsze
Kiepskie, bez wyrazu
Beznadziejne- nie dało się czytać!
  

 
© interREKLAMA.pl
strony internetowe szczecin - Wszystkie prawa zastrzeżone
linki