Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Aiko.
Do 1 stycznia 2008 roku pamiętnik prowadził Ron Monron.

  Pocałunek... (+przeprosiny)
Dodał Ron Środa, 03 Stycznia;, 2007, 21:53

Chciałem Was serdecznie przeprosić, za to że tak dawno nie było notki. Miałem rodzinny wyjazd i nie miałem dostępu do internetu. Przepraszam jeszcze raz.
Zaczął się już rok 2007 i z tej okazji chciałem Wam- moim kochanym czytelnikom (i nie tylko) razem z Ronem złożyć najserdeczniejsze życzenia: aby ten rok był o wiele lepszy niż poprzedni, aby nie zabrakło Wam weny twórczej i spełnienia marzeń- szczególnie tych najskrytszych ;)

A teraz notka:


... Staliśmy na środku damskiej łazienki przez około kwadrans. Miałem wrażenie, że Hermiona co chwilę ściska mnie mocniej i mocniej. W końcu przemówiłem:
- Hermi... jest już późno. Musimy iść do pokoju wspólnego. Jeśli Filtch nas złapie...
- Ok- przerwała mi Hermiona, ocierając łzy. Stanęliśmy pod portrenem, na który wróciła już Gruba Dama.
- Truskawkowa Ścieżka- powiedziałem, a portret przepuścił nas. W pokoju było pełno osób. Każdy dyskutował o jutrzejszym przyjęciu- nawet Harry. Odprowadziłem dziewczynę pod same drzwi dormitorium.
- Dzięki Ron- powiedziała. Staliśmy wpatrzeni na siebie.
- Zawsze możesz na mnie liczyć- odparłem. Hermiona uśmiechnęła się i weszła do sypialni. Postanowiłem opowiedzieć wszystko Harremu. Znaleźliśmy wolny stolik w kącie. Przez całą opowieść Harry miał otwarte usta i wytrzeszczone oczy.
- Malfoy wilkołakiem?- powiedział zbulwersowany- Nie wierzę. To pewnie jakiś przekręt.
- Niestety Harry. Widziałem na mapie Huncwotów, jak Malfoy spotyka się z ojcem we Wrzeszczącej Chacie. On dawał mu lekarstwo.- wyszeptałem
Harry skrzywił się. Miał tendencje do szukania dziury w całym. Zawsze i wszędzie szukał jakiegoś podstępu... czegokolwiek. Teraz jednak nie mógł udowodnić, po co i dlaczego Malfoy mógł udawać wilkołaka.

W piątek rano obudziłem się w paskudnym humorze. Na transmutacji mieliśmy zmienić lustro w doniczkę na kwiatki. Pod koniec w mojej doniczce można się było przejrzeć. Jednak wyszło mi to najlepiej z całej klasy. Dostałem W jako jedyny. Hermiona i Karoline dostały P, a Harry Z. Nie wiem czemu, ale Harry ostatnio opuścił się w nauce, a mnie coraz częściej zależało, aby być najlepszym. Profesor McGonagall powiedziała, że to był egzamin liczący się do oceny semestralnej. Na semestr miałem Powyżej Oczekiwań- super. Eliksiry również poszły mi świetnie- ocena semestralna Wybitny (Ja! Ha!). OPCM- zadowalający, histroia magii- zadowalający, wróżbiarstwo- nędzny(czyli czeka mnie poprawka;/), zaklęcia- powyżej oczekiwań. Bardzo cieszyłem się z ocen. Po wszystkich (prawie wszystkich, bo czekała nas jeszcze astronamia i opieka nad magicznymi stworzeniami) testach poszliśmy na kolację, po której miało odbyć się przyjęcie. Postanowiłem, że nie pójdę. Wmówię coś Slughornowi.

Okazało się, że z Gryffindoru tylko ja i Hermiona nie poszliśmy na przyjęcie. Zacząłem przeglądać najnowszą ofertę tygodnika "Nasza miotła", ponieważ na Boże Narodzenie rodzice obiecali kupić mi nową miotłę. Wachałem się pomiędzy Gwiazdą 10, a Zamiataczem 9. Postanowiłem zapytać Harrego, którą on by wybrał. Ogień przyjemnie trzaskał w kominku. Usłyszałem kroki- to była Hermiona. Usiadła obok mnie. Była cała zapłakana, ale trzeba przyznać że wyglądała ślicznie.
- Co robisz?- zapytała
- A tak sobie siedzę i czytam gazetę- odpowiedziałem, a Hermiona zbiżyła się do mnie.
- Nie poszedłeś na przyjęcie?- zapytała przysuwając się bliżej.
- Nie miałem skim iść- tym razem ja się zbliżałem się do niej. Byliśmy oddaleni o kilkanaście centymertów.
- Wiesz... ja też- odparła przybliżając się. Była stanowczo za blisko. Mogłem policzyć ile ma piegów na nosie.
- Eee...- chciałem coś powiedzieć, ale Hermiona zasłoniła mi usta. Była tak blisko... za blisko. Pocałowała mnie... a może ja ją. To była krótka chwila (ale za to jaka przyjemna!), po której Hermiona odskoczyła jak opażona. Pobiegła na górę i wybuchnęła płaczem. Czyżbym był taki kiepski w całowaniu? Przypomniałem sobie, jak Harry opsywał swój pocałunek z Cho. "Było mokro...". U mnie też tak było. Po paru chwilach doszła do mnei jednak brutalna prawda... całowałem się z dziewczyną, która miała chorego chłopaka. Miałem mentlik w głowie. Ja zawszę muszę się coś wpakować... CDN

[ 12 komentarze ]


 
Choroba?
Dodał Ron Niedziela, 17 Grudnia, 2006, 13:46

... Po lekcji udaliśmy się na lunch. W drodze do WS zatrzymał nas Malfoy, który chciał pogadać z Hermioną. Postanowliśmy z Harrym, że nie będziemy uczestniczyć w tej rozmowie, w końcu każdy musi mieć odrobinę prywatności, choć nie powiem, że nie ciekawi mnie to o czym tak zażarcie dyskutują. Przejrzałem książki do zielarstwa. Po posiłku mieliśmy praktyczny sprawdzian. Muszę pokonac gulora. Liczę na zadowalający, bo na wyższą ocenę nie mam szans...
- Cześć Ron!- zawołał Neville przpraszającym tonem.
- Cześć- odparłem siląc się na uprzejmość. Uświadomiłem sobie, że przyjęcie jest jutro, a ja nie mam skim iść. Hermiona idzie z Malfoyem, Harry z Cho, Neville z Karoline... porażka. Udałem się z Harrym do cieplarni numer 5. Nogi miałem, jak z waty. Nie wiem, jak udało mi się rozbroić tego potwora. Otrzymałem Powyżej Oczekiwań! Super! Byłem z siebie dumny. Harremu poszło gorzej. Gulor zionął ogniem, a Harry nie zdołał odskoczyć. Udało mu się rzucić Kinnestro, ale jednak dostał Z. Karoline była perfekcyjna- oczywiście W. Profesor Sprout powiedziała, że Ci którzy dostali oceny proszeni są o opuszczenie cieplarni.
Wybiła godzina dwudziesta, a ja stanąłem przed drzwiami klasy Snape'a. Zdziwiło mnie to, że Hermiona się nie pojawiła. Zacząłem szorować podłogę. Minuty mijały, a Hermiona nie przychodziła.
- Gdzie Twoja koleżanka, hę?- warknął Snape
- Nie wiem, panie profesorze.- odpowiedziałem. Własnie sobie uświadomiłem, że nie było jej też na zielarstwie, ani na kolacji.
- Trzeba będzie ująć Gryffindorowy trochę punktów. Powiedzmy... pięćdziesiąt?- powiedział z parszywym uśmieszkiem.
Zacisnąłem zęby. Wyszedł z kalsy, mówiąc że wróci za godzinę ocenić moją pracę. Byłem wściekły. Nie dość, że nie mam skim iść na to głupie przyjęcie, nie dość, że muszę wycierać tą brudną podłogę i znosić zgryźliwe uwagi Snape'a, to jeszcze Hermiona wystawiła mnie do wiatru. Po niecałych dwóch godzinach, profesor stwierdził, że "może być" i puścił mnie wolno. Udałem się do wieży Gryffindoru. Korytarze były opustoszałe. Wbiegłem szybko po schodach. Niestety, Gruba Dama opuściła obraz. Kopnąłem w ścianę. Usiadłem na podłodze, czekając aż wróci. Usłyszałem szlochanie w łazience dziewcząt. Wszedłem do środka. Był tam nie kto inny jak sama Hermiona! Wyglądała strasznie, zupełnie jak płacząca Marta.
Rzuciła się na mnie i bardzo mocno przytuliła. Byłem w lekkim szkou. Poklepałem ją po plecach.
- Co jest, Hermi?- zapytałem po dłuższej chwili.
- On... on....- wyjąkała- jest.. ugryzł.. go wilkołak.- powiedziała- Dlatego widziałeś go z ojcem we Wrzeszczącej... Chacie wtedy. Dawał mu lekarstwo. On opuszcza Hogwart. Wczesne... ugryzienia można le-leczyć...- powiedziała przez łzy i jeszcze mocniej się przytuliła. Malfoy wilkołakiem? To by się zgadzało... CDN

[ 49 komentarze ]


 
Serce na temblaku?
Dodał Ron Środa, 06 Grudnia, 2006, 20:36

... Rano obudziło mnie ostre zimowe słońce, które zaglądało przez okno. Wstałem, ubrałem się (po cichu, ponieważ Seamus, Dean i Neville jeszcze spali) i poszedłem na dól do PW. Harry siedział przy stoliku i kończył wypracowanie dla Snape'a o mgliszkach, (Jak je rozpoznać, co robić kiedy zaatakują itp.) które ja (Ha! ja!) już dawno skończyłem. Usiadłem obok Hermiony, która przeglądała Numerologię, ponieważ miała dziś egzamin, od którego zależała jej ocena semestralna. Właściwie to ja tez powinienem wziąść się do nauki. Jeszcze nie potrafiłem rozbroić gulora, zaklęcie uciszające też nie wychodziło mi tak jak potrzeba, a... rozmyślanie przerwała mi Karoline:
- Cześć Ron! Idziesz na śniadanie?
- Hej! Jasne już, już... - wymamrotałem. Kiedy Karoline była blisko mnie czułem motylki w brzuchu, a serce waliło jak oszalałe. Czy to możliwe, żebym... nie, zdecydowanie nie. Hermiona popatrzyła na nią wrogim wzrokiem.
- Cześć Hermiono! Widzę, że uczysz się na numerologię. Dziś mamy egzamin, no nie?
- Tak mamy, więc wydaje mi się, że Ty też powinnaś przejrzeć książkę- odpowiedziała oschle.
- Ja już się nauczyłam. Idę doładować siły przed testami.
- Tak, tak chodźmy- powiedziałem, a Hermiona patrzyła na nas tak jakoś... dziwnie.
Na korytarzu spotkaliśmy profesora Slughorna i przypomniałem sobie o przyjęciu w piątek.
- Eee... Karlonie... ja tak sobie myślę... czy nie chciałabyś pójść ze mną na przyjęcie w piątek, może?- wymamrotałem
- Czekaj, możesz powtórzyć?- powiedziła zimieszana dziewczyna
- Ja tak sobie myślałem, czy byś nie poszła, chciała na przyjęcie w piątek ze mną.
- Ron, tak mi przykro... ja już... już mnie ktoś zaprosił... i ja chyba pójdę z nim- zrobiło mi się przykro... serce przestało walić, a uczucie motylków zgasło.
- A skim idziesz?- zapytałem zanim zdążyłem ugryźć się w język.
- Z Neville'm, Nevliie'm Longbottom.
Otwarłem usta ze zdziwienia. Ona idzie z nim? Przy stole ciągle słyszałem słowa Karoline: "Z Neville'm, Neville'm Longbottom". Byłem w koszmarnym nastroju. Po śniadaniu była OPCM (obrona przed czarną magią). Oczywiście musieliśmy rozwalać jakieś stwory, które wyglądem przypominały ogromne pająki (aaaa! nienawidzę Snape'a). Starałem się nie patrzeć na Karoline i skoncentrować na rozbrojeniu tego niemilca.
- Kontutum!- ryknąłem. Pająk z hukiem poleciał w stronę ściany i odbił się od niej. Wszyscy zaczęli bić mii brawa.
- Cisza! Panie Wesley, zdemolował pan całą klasę. Ma pan szlaban, doprowadzi pan tą klasę do stanu użwyalności.
- Ale jemu się udało pokonać Ąga i to w wielkim stylu!- powiedziała Hermiona
- Gryffindor traci pięć punktów, panno Granger. Pomoże pani panu Wesleyowi. Jesteście wolni!

Super! Szlaban u Snape'a. CDN...

[ 25 komentarze ]


 
Toksyczna miłość
Dodał Ron Poniedziałek, 27 Listopada, 2006, 17:44

-... ja się uwolniłem, a ona wstała...- przerwał Harry. Z jakiegoś powodu było mu trudno mówić.- i ja ją związałem. Ona upadła. Mówiła coś w stylu: "On zaraz wróci! Uciekaj Harry!". Mnie aż zamurowało. Nogi miałem jak z waty, ale wybiegłem z mugolskiej szopy. Znalazłem miotły i przyleciałem do Hogwartu... no a resztę już znacie.- powiedział szybko
- Pozowoliła Ci odejśc?- upewniłem się
Harry kiwną twierdząco glową. Zerknąłem na Hermionę. Miała spuszczoną głowę.
- Hermi, co jest?- zapytałem
- Bo.. ja wiem czemu Bellatrix Cię uwolniła, Harry...- wyszeptała
- Jak to?- zapytałem z niedowieżeniem
Teraz ja i Harry patrzylismy na jej bladą twarz częściowo zasłonętą brązowymi włosami.
- Pamiętacie jak w trzeciej klasie miała zmieniacz czasu?- zapytała nie podnosząc glowy- Kiedy pierwszy raz go użyłam cofnęłam się o kilka lat wstecz. Zobaczyłam, jak Bellatrix próbuje zbliżyć się do Twego ojca, Harry. Ona była w nim zakochana...- urwała
Dopiero po długiej chwili dotarł do mnie sens tych słów. Bellatrix zakochana z Jamesie Potterze? Ojcu Harrego?
- ... później wróciłam do ówczesnej teraźniejszości i obiecałam sobie, że nigdy Wam tego nie powiem
Harry ukrył twarz w rękach. Musiał czuć się fatalnie... Poklepałem go po plecach pytając:
- Wporządku?
- Wporządku?- krzyknął- ona uwloniła mnie tylko dlatego, że przypominałem jej mojego ojca w którym się kochała! ONA ZABIŁA SYRIUSZA!
- Uspokój się... i tak jej już nie spotkamy- powiedziała Hermiona
- Czemu?
- Chyba nie sądzisz, że Voldemort daruje jej, że pozwoliła mu uciec?
Zapadło milczenie

Oczywiście Hermiona nie myliła się. Przy śniadaniu zaczęła czytać "Proroka". Na pierwszej stronie widniał nagłówek:
Śmierć Bellatrix Lestrange
Bellatrix Lestrange(29) posłuszna Sami-Wiecie-Komu czarownica, popełniła samobójstwo w mugolskiej szopie... bla, bla, bla- podsumowała Hermiona- Dobrze, że nie napisali o Harrym. Chyba załamałby się, biedaczek.
Następna lekcja to eliksiry. Przypomniałem sobie, że za kilka dni przyjęcie, więc muszę zaprosić Karolne... CDN

[ 1375 komentarze ]


 
Głupia roślina, kolejne zaproszenie i opowieść Harrego
Dodał Ron Sobota, 28 Października, 2006, 00:04

Profesor Sprout oświadczyła, że dziś na zielarstwie, będziemy poznawać zaklęcie, które ochroni nas przed roślinami zwanymi gulory... na samą nazwę parsknąłem śmiechem...
- O widzę, że pan Wesley bardzo chce pierwszy rzucić urok na gulora. Proszę podejść bliżej.
- Alohomora- powiedziała pani profesor, a ogromny kufer otwarł się. Teraz wcale nie było mi do śmiechu. Ten cały gulor to wielka czerwono- czarna, trójgłowa roślina o wielkoch zębach. Odwróciłem się i spojrzałem na Hermionę, oczekując jakiejś podpowiedzi. Ona wyszeptała coś w stylu: " Wyjmij różdzkę". Lekko wystraszony wyciągnąłem ją zza pazuchy.
- No panie Wesley, czekamy.
Nagle roślina rzuciła się na mnie. Unik z mojej strony spowodował, że na twarzy ( a może łbie) rośliny pojawił się grymas. Cała klasa patrzyła, co teraz zrobię. Kątem oka widziałem, że Hermiona ukryła twarz w rękach.
- Depulso!- wrzasnąłem. Myślałem, że zaklęcie oszałamiające jakoś wykołuje roślnę... nic z tego. Gulor zaatakował z podwójną siłą, wytrącając mi z dłoni różdzkę. Profesor Sprout chciała rzucić zaklęcie na stwora, ale Nevill(!) był szybszy! Usłyszałem tylko: "Kinnestro!", a strumień niebieskiego światła śmignął mi koło głowy, powodując , że roślna zmniejszyła się do wielkości zapałki. Otworzyłem usta ze zdziwienia...
- No, no panie Wesley... Widzę, że musi pan popracować nad tym zaklęciem, a pan panie Longbottom zarobił właśnie 10 punktów dla Gryffindoru!- usiadłem w ławce, w złym humorze, lecz to co usłyszałem nie poprawiło mi go- Będziecie musieli zaliczyć walkę z gulorem, co napewno wpłynie na waszą ocenę semestralną. Wszyscy w cieplarni wydali z siebie dźwiek przypominający: "oooo... a po co to nam?". Wszyscy zawyjątkiem Hermiony i Nevilla, którzy wręcz palili się do tego, aby powalczyć z tą głupią rośliną.
- A teraz pora na to, aby inni zmierzyli się z nią. Zapraszam.
Hermionie poszło świetnie... pokonała ją dziesięć razy, Nevill tylko dziewięć, bo raz roślina uderzyła go łbem i biedak upadł. Nikt oprócz tej dwójki nie pokonał Gulora. Ta roślina nawet poparzyła Karoline ( nie wiedziałem, że potrafi zionąć ogniem!), która odrazu udała się do skrzydła szpitalnego.
Po zielarstwie wróciłem ośnieżoną drogą do zamku. Towarzyszyła mi Hermiona (była w świetnym nastroju- oczywiście), ja wręcz przeciwnie. Poszliśmy na lunch po którym mieliśmy udać się do Harrego. Z tych nerwów nie mogłem nic przełknąć. Podbieg do nas Justin i poinformował, że przyjęcie, które miało się odbyć w piątek tydzień temu jest przeniesione na następny poniedziałek...
O godzinie drugiej zapukaliśmy do drzwi skrzydła szpitalego.
- Harry!- Hermiona rzuciła się na niego.
- Hej, stary... Jak się masz?- zapytałem
- Teraz już dobrze- odpowiedział uwalniając się z uścisku Hermiony.
Jednak to, co widziałem nie wskazywało no to, że czuje się dobrze. Był blady, miał złamaną rękę i bandaż na głowie.
- Opowiadaj wszystko po koleji!
Harry wziął różdzkę i wypowiedzial coś pod nosem celując w gabinet pani Pomfrey.
- To było srtaszne. Porwał mnie sam Voldemort, związał i trzymał w jakiejś szopie. Powiedział, że potrzebna mu moja krew! Nie wiem, po co. Kiedyś gdzieś poszedł z jego zwolennikami, zostwaiając mnie sam na sam z Bellatrix. Kiedy ona zasnęła... wtedy ja...- urwał. Zauważyłem, że łza spływa mu po policzku. Zacząłem się domyślać, co zrobił Harry z tą, która zabiła Syriusza... CDN

[ 1244 komentarze ]


 
On żyje!
Dodał Ron Środa, 11 Października, 2006, 00:03

Serce waliło mi jak młot. Mój najlepszy przyjaciel- Harry jest teraz w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Mógł go porwać ktokolwiek- Malfoy, nawet sam Voldemort. Aż ciarki przeszły mi po plecach. Po policzku spłynęła mi łza. Popatrzyłem na Hermionę, która miała ukrytą twarz w rękach- szlochała. Chciałem powiedzieć jej coś w stylu- "Będzie dobrze", ale nie mogłem. Poprostu nie wierzyłem w to. Czy Harry jeszcze żyje?- myślałem tylko o tym.
- Ron... jak ja mogłam być taka głupia... pozwoliłam zabrać go temu... temu- jąkała się Hermiona
- To nie twoja wina. Nie wiedziałaś, że to porywacz.- przytuliłem ją. Ona również mnie obięła. Do sali weszła profesor McGonagall. Powiedziała, że chce porozmawiać z Hermioną, więc zostawiłem je same.
Już następnego dnia wszyscy wiedzieli, że ktoś porwał Wybrańca. Hermiona wyszła ze skrzydła szpitalnego. Była oblegana przez uczniów, którzy chcieli dowiedzieć się co dokładnie zaszło. Ona zaś na każde takie pytanie rozpłakiwała się w moich ramionach. Bardzo zdziwiło mnie to, że Malfoy zamiast chodzić na lekcje przesiaduje w Opuszczonej Chacie. Myślałem, że może tam przetrzymują Harrego, lecz nie było tam jego "kropki". Widywałem Karoline w PW, ale teraz nie miałem czasu na romanse. Byłem pogrążony w rozpaczy. Na lekcjach wyobrażałem sobie, jak mój przyjaciel wchodzi do klasy i siada w ławce jakby nigdy nic. Dziesięć dni od porwania dyrektor zwołał wszystkich uczniów do WS.
- Drodzy uczniowie- zaczął smutnym tonem- jak wszyscy dobrze wiemy...- nie dane mu było skończyć. Wrota WS otworzyły się. Stał w nich zakrwawiony i posiniaczony Harry. Ledwie co otworzył drzwi upadł na podłogę. Dumbledore podbiegł do niego. Zabrali go do szkolnej pielęgniarki- i niestety nie można było go odwiedzać. Cieszyłem się tym, że jest tutaj blisko nas i już w krótce z nim pogadam. Hermiona też była w doskonałym humorze.
Zabezpieczenia zamku zostały wzmocnione. Nie przylatywały sowy z listami. W końcu dostaliśmy zawiadomienie, że można odwiedzić już Harrego. Idziemy dziś po zielarstwie...... CDN

[ 12 komentarze ]


 
Porwali go!
Dodał Ron Wtorek, 03 Października, 2006, 00:03

... Malfoy z ojcem. Popatrzyłem jeszcze raz na mapę z niedowierzeniem. W środku byli właśnie oni! Lucjusz krążył po pokoju, a Draco stał w jednym miejscu. Nagle przypomniałem sobie, że Karoline czeka na mnie. Szybko wyszeptałem: Koniec psot!. Kropki na mapie zniknęły. Wyszedłem z krzaków.
- Fałszywy alarm!- powiedziałem. Karoline się uśmiechnęła. Udaliśmy się do Miodowego Królestwa. Co Malfoy robił z ojcem w Chacie? Może on coś knuje? W sklepie kupiłem kilka rodzajów słodyczy - od lizaków zaczynając przez czekolady i na cukierkach kończąc, lecz zakupy nie sprawiły mi przyjemności. Dochodziła szósta, kiedy wchodziliśmy do zamku. Podziękowałem Karoline za miłe spędzone popołudnie i powiedziałem, że muszę iść do skrzydła szpitalnego odwiedzić przyjaciół. Karoline zrobiła coś niesamowitego- pocałowała mnie w policzek, mówiąc:
- Musimy to jeszcze kiedyś powtórzyć.
Gdybym nie musiał biec do Harrego i Hermiony to bardzo chętnie zostałbym z nią.
W skrzydle szpitalnym jedno łóżko było puste.
- Gdzie Harry?- zapytalem Hermiony cicho, ponieważ Hagrid smacznie spał.
- Około godziny temu Dumbledore zabrał go z Hogwartu mówiąc, że ma dla niego ważną misję- odrzekła Hermiona
- To pic na wodę! Podsłuchałem, jak Dumbledore rozmawiał z McGonagall i Knotem, że Harry jest w niebezpieczeństwie. Przenieśli go do kwatery głównej. On nie ma żadnej misji do wykonania! On go zwyczajnie oszukał!- wyszeptałem, choć chciałem to wykrzyczeć.
Hermiona wydała zduszony okrzyk.
- Jak to? Dumbledore posunołby się do takiego czynu? Oszukania Harrego?! Biedny. A on myślał, że ma jakąś ważną misję....
- To nie wszstko... Kiedy byłem z Karoline pod...- zacząłem
- z Karolie Lans?- przerwała mi
- Tak z nią- odrzekłem i nie patrząc na jej złą minę mówiłem dalej- pad Wrzeszczącą Chatą zauważyłem, że w środku ktoś jest. Mapa Huncwotów pokazała, że był tam Malfoy z ojcem!
Hermiona zbladła. Wiedziałem, co czuje.
- To... to niemożliwe- powiedziała w szkou
- Mówię, co widziałem
Milczeliśmy przez chwilę. Nagle drzwi do sali otworzyły się, Stał w nich Dumbledore.
- Gdzie Harry?- zapytał
- Przecież pan go zabrał- powiedziała Hermiona
Dumbledore wybiegł z sali.
Ciarki przeszły mnie po plecach- ktoś porwał Harrego!!... CDN

PS: To opowiadanie jest FunFickiem! Nie wszystko zgadza się z panią Rowling!

[ 10 komentarze ]


 
Wyprawa do Hogosmade...
Dodał Ron Wtorek, 26 Września, 2006, 00:02

... - To za kwadrans przy głównym wyjściu, tak?- zapytała Karoline już w PW.
- Tak, tak- potwierdziłem.
Poszedłem do dormitorium przebrać się. Nikogo nie było w środku. Postanowiłem wziąść torbę, którą Harry podarował mi na urodziny.- Może kupię coś dla moich przyjaciół w Miodowym Królestwie- pomyślałem. Na moim łóżku był straszny bałagan. Postanowiłem to trochę uprzątnąć. Rzuciłem torbę, kurtkę, czapkę i rękawiczki na łóżko Harrego. Poskładałem wszystko ładnie do kufra, a niektóre rzeczy postawiałem na półkach wokół łóżka.
- O nie! Jestem spóźniony! - jęknołem
Szybko zbiegłem na dół, zostawiają otwarte wejście do PW.
- Jakoś sobie poradzę!- krzyknęła za mną Gruba Dama
Stanąłem w kolejce do wyjścia. Rozglądałem się za Karoline.
- No wreszcie- powiedziała zza moich pleców.
- Wybacz. Musiałem zrobić trochę porządku w dormitorium.
- Jasne. Nie gniewam się
Wyszliśmy na uliczkę prowadzącą do Hogosmade. Zimą wioska ta jest przepiękna. Przykryte grubą pierzyną śniegu dachy domów w połączeniu z zapachami unoszącymi się z Miodowego Królestwa dawały naprawdę zdumiewający efekt. Postanowiliśmy, że najpierw pójdziemy do trzech mioteł na kremowe piwo. Usiedliśmy przy stoliku. Obok nas stała duża choinka, na której wisiały różnokoloeowe bombki i światełka. Zobaczyłem, że przy barze stoją: McGonagall, Dumbledore, Knot i rozmawiają o czymś szeptem z Madame Rosmertą. - Gdybym miał peleryne niewidkę- pomyślałem. Otworzyłem swoją torbę, a w niej była właśnie ona. - Skąd ona się tutaj wzięła? Musiałem z tego pośpiechu wziąść torbę Harrego, ponieważ mieliśmy je takie same!
- Karoline, muszę iść do łazienki- powiedziałem i wyszedłem z peleryną pod bluzą. Ubrałem ją i podszedłem do baru, tak aby przypadniem nikogo nie szturchnąć.
- Musimy chronić Pottera. Ten urgal w chtce Hagrida. To Sami-wiecie-kto go stworzył- mówil Knot
- Zgadzam się z Tobą, Korneliuszu. Musimy go w inne miejsce.- powiedział zamyślony Dumbledore- tylko gdzie?- dodał
-A może do kwatery głównej?- spytała Madame Rosmerta
- To dobry pomysł. Moglibyście mnie zostwaić na chwilę samego?- zapytał.
Zdumiłem się.. Chciał zostać sam? Trójka posłusznie wykonała polecenie.
- Harry Ci nie mówił, że potrafię widzieć przez peleryny niewidki?- zapytał
Otwarłem usta ze zdziwienia. Mówił mi! W pierwszej klasie, kiedy chodził do zwierciadła, które pokazywało jego rodziców- Lili i Jamesa.
Milczałem.
- Ron, obiecaj mi, że nie powiesz Harremu, co tutaj usłyszałeś! Muszę go stąd zabrać. Wymyślę jakiś powód. To dla jego dobra. Obiecaj mi to.
- Obiecuję
- Teraz chyba musisz iść do panny Lans, hę?- powiedział z lekkim uśmiechem na ustach
Poszedłem ostrożnie do łazienki i zdjąłem pelerynę. Biedny Harry. Będzie musiał opuścić Hogwart. Poszedłem do Karoline. Wypiliśmy po kremowym piwie. Miałem dziwne wrażenie, że Dumbledore zerka na nas co chwilę.
- Może pójdziemy do Wrzeszczącej Chaty? Jeszcze nigdy tam nie byłam- zaproponowała
Zgodziłem się. Muszę ją zaprosić na to przyjęcie- myślałem
- Czy nie chciałabyś pójść ze mną na przyjęcie w piątek o 17 do Slughorna?- wyjąkałem
- Ron dzięki! Jasne, że z Tobą pójdę- uśmiechnęła się
Staliśmy pod Chatą. Zobaczyłem, że w środku coś się rusza. Koniecznie chciałem sprawdzić co tam jest.
- Może chcesz podejść bliżej?
- Nie, dobrze ją stąd widzę- powiedział Karoline
Muszę to sprawdzić. Może Harry ma w torbie mapę Huncwotów? Była tam. Ucieszyłem się... Tylko jak jej użyć? Udałem, że widzę kogoś w pobliskich krzakach. Kazałem zostać tu mojej towarzyszce. Uklęknołem i wypowiedziałem formułę: Osobiście przysięgam, że knuję coś niedorbego. Na mapie pojawiły się małe kropki. W chacie był nie kto inny, jak... CDN

[ 293 komentarze ]


 
Ohydny Urgal i zaproszenie na przyjęcie
Dodał Ron Poniedziałek, 18 Września, 2006, 00:01

... sam dyrektor Hogwartu- Alubs Dumbledore. Patrzyliśmy na siebie przez krótką chwilę. W końcu powiedziałem:
- Panie profesorze! Co tutaj się stało? Gdzie Hagrid, Hermiona i Harry?
- Hagrida napadł urgal.- powiedział Dumbledore. Widząc na twarzy moje zdumienie dodał- Urgale to mityczne stwory, które nękały ludzi. Żyły kilka wieków temu. Nie wiem skad ten się tutaj wziął. Ministerstwo zabrało go do siebie, aby dokładnie stwierdzić skąd pochodzi.
Urgale- pomyślałem- nigdy o nich wcześniej nie słyszałem.
- Czy to możliwie, żeby Lord Voldemort...
- Myślę, że tak, Ron.
Ciarki przeszły mi po plecach.
- A Harry, Hermiona i Hagrid?
- Są w skrzydle szpitalnym. Nic im nie będzie- uśmiechnął się.- Czujesz ten odór? Co się tam gotuje?
Zerknąłem za siebie. Stał tam kociołek, a w nim jakaś dziwna oleista ciecz. Strasznie śmierdziała. Po co to Hagridowi?
-Albusie- do chatki wszedł minister magii Korneliusz Knot- muszę z Tobą porozmawiać. Chodz- dodał pośpiesznie patrząc na mnie swymi małymi oczkami.
- Ron, czy nie musisz iść na lekcje?- zapytał dyrektor z lekkim uśmiechem
- Tak, tak panie profesorze- odpowiedziałem
Wyszedłem z domku Hagrida. Nie miałem zamiaru iść na transmutację, ponieważ chciałem zobaczyć się z moimi przyjaciółmi. Niestety pech chciał, że na korytarzu prowadzącym do skrzydła szpitalnego spotkałem profesor McGonagall.
- Panie Wesley, co pan tutaj robi? Powinien być pan na mojej lekcji!
- Ale ja chciałem...
- Idziemy- powiedziała stanowczo i zaprowadziła mnie do swojej klasy. Transmutację mieliśmy ze ślizgonami. Kątem oka zobaczyłem, że Malfoy siedzi jakiś przygaszony. Pewnie już wie, co się stało jego dziewczynie- Hermionie. Swoją drogą to dziwię się jej. Mogła chodzić z Wiktorem Krumem- najlepszym graczem quiditcha, a wybrała głupiego Malfoya. Jak ja go nie cierpię!!! Usiadłem obok Karoline.
- Gdzie Ty byłeś? Szukałam Cię przez całą przerwę! Proszę tutaj są Twoje rzeczy zabrałam je z klasy Binnsa.- powiedziała
- Dzięki, Karoline. A Binns się wściekał?
- Nawet nie zauważył, że nie wróciłeś.
Oboje parskneliśmy śmiechem.
- Co to za romans w ostatniej ławce, hę? -powiedziała z przekąsem profesor McGonagall. Cała klasa patrzyła się teraz na mnie i Karoline, która się zarumieniła. Ja spuściłem głowę i do końca lekcji nie odzywałem się. Myślami byłem kilka pięter wyżej razem z Harrym, Hermioną i Hagridem.
Po dzwonku pani profesor zatrzymała mnie na chwilę.
- Abyś mi się nie ważył uciekać z eliksirów! Rozumiemy się? Sprawdzę czy jesteś na lekcji.
Super. Dwie godziny męczarni w klasie Slughorna.- pomyślałem- Może warto trochę popracować nad doskonałością moich eliksirów? Dogoniłem Karoline.
- Co jest, Ron? Czemu Cię nie było? -zapytała
Opowiedziałem jej calą historię. Coś mi mówiło, że Ci na górze nie byliby z tego zadowoleni.
- Ojejku!- powiedziała na koniec.
Ustawiliśmy się w kolejce do klasy.
- Wchodzcie, wchodzicie!- mówił spokojnie Slughorn.
Zająłem miejsce w pierwszej ławce. Popatrzyłem na krzesła Harrego i Hermiony- były puste.
- Cześć! Co słychać?- powitał mnie Justyn.
- Dzięki dobrze- skłamałem
- Dziś na lekcji będziemy omawiali właściwości Akruitu. Może nawet spróbujemy go przyrządzić! Czy ktoś wie, co to jest Akruit?
Moja ręka wystrzeliła w górę.
- O! Panie Wesley, proszę.
- Akruit to bardzo silny eliksir. Nawet kropla dodana do napoju powoduje długotrwałą złość. Jest zakazane podawanie go komukolwiek. Ma kolor ciemnobrązowy. Składa się z 33 składników- wyrecytowałem
Byłem oszołomiony swą odpowiedzią.
- Świetnie! Świetnie! 10 punktów dla Gryffindoru! Pan Wesley powiedział dokładnie to, co chciałem abyście wiedzieli. Otwórzcie książki na stronie 345. Tam macie dokładnie jak uważyć Akruit. Nie oczekuję od was tego, że będzie on dokładnie taki sam. Kto zrobi to najlepiej zdobędzie aż 30 punktów dla swojego domu. Do dzieła moi mili!
Postępowałem dokładnie z instrukcjami. Pod koniec lekcji mój wywar miał kolor brązwy, a Justyn'a miał kolor jasno-różowy.
- Widzę, że pan Wesley przykłada się ostatnio do nauki! 30 punktów dla Gryffindoru!- powiedział, a następnie szepnął mi do ucha- Zapraszam Cię na przyjęcie "klubu ślimaka" w piątek o 17. Przyjdz koniecznie z osobą towarzyszącą- uśmiechnął się.
Wybiegłem z klasy bardzo szczęśliwy. Szybko udałem się do skrzydła szpitalnego. Hermiona, Harry i Hagrid odzyskali przytomność.
- Cześć!- powiedziałem
- Cześć- powiedziała Hermiona
- Co się stało? - zapytałem z ciekawością
- Byliśmy u Hagrida. Kieł się rozchorował i musieliśmy uważyć dla niego miksturę leczniczą...- zaczął Harry
- To stąd ten kociołek!- przerwałem
-... Nagle jakiś ogromny, oślizgły, zielony stwór wszedł do chatki i ogłuszył Hagrida. Próbowaliśmy czarów- bezskutecznie. Miał jakąś ochronę.-dokończyła Hermiona
- Kiedy stąd wychodzicie?- zapytałem
- Już w środę- powiedział zadowolony Hagrid
- Ale dobrze już wszystko? Nic was nie boli?
- Głowa trochę, ale to normalne- powiedziała Hermiona
- Z kim będziesz się wygłupiał na lekcjach do tego czasu? - zażartował Harry
- No... Ja siedzę z Karoline, jeśli o to pytasz
- Z Karoline Lans?- powiedziała Hermiona z lękiem w głosie
- Panie Wesley! Co Ty tutaj robisz?- zapytała pielęgniarka trzymając w ręku dwie koperty- to dla was.- dała je Harremu i Hermionie
- To od Slughorna. Przyjęcie w piątek o 17- powiedział Harry
- Też mnie zaprosił- powiedziałem z dumą
- Łał... musiałeś mu się czymś zasłużyć.
-Później wam wszystko opowie. Teraz musicie leżeć i wypoczywać- powiedziała pani Pomfrey
Wyszedłem i udałem się do WS na obiad. Miałem wolne całe popołudnie.
Usiadłem obok Karoline, która kończyła drugie danie.
- Dziś jest wypad do Hogosmade. Może pójdziemy razem? - zaproponowała
- Jasne!- zgodziłem się. To będzie dobra okazja, by zaprosić ją na to przyjęcie u Slughorna.....

[ 15 komentarze ]


 
Co się stało z Hagridem?!
Dodał Ron Wtorek, 12 Września, 2006, 23:59

Dziś poniedziałek. Zwlekłem się z łóżka, ubrałem się i postanowiłem zejść do PW z nadzieją, że Harry i Hermiona będą tam na mnie czekać. Niestety żadnego z nich nie było. Przy kominku siedzial Colin z bratem. Dyskutowali o zbliżającym się meczu quidditcha.
- Cześć! Nie widzieliście gdzieś Harrego albo Hermiony?- zagadałem
Oni przecząco pokręcili głowami. Wyglądali tak, jakby coś ukrywali. Popatrzyłem się na nich przez chwilę. Nagle za sobą usłyszalem głos Karoline. Karoline to dziewczyna, która doszła do Hogwartu w tym roku. Zmieniła szkołę, ponieważ jej rodzice przeprowadzili się do Londynu.
- Cześć Ron.- powiedziała
- Cześć
- Idziesz może na dół na śniadanie?
- yyy.. tak- powiedziałem.
Karoline mi się podoba. Była brunetką średniego wzrostu. Miała piękne brązowe oczy. Nie wiem dlaczego, ale Harry i Hermiona nie lubili jej. Karoline nic nie mówiła. Usiedliśmy przy stole. Rozejrzałem się czy nie ma nigdzie moich przyjaciół. Nie było ich. Czyżby coś im się stało?
- Mam pierwszą Histrię Magii, tak?
- Co?... a tak, tak, Karoline.
Nagle sowy zaczęły "doręczać" listy. Dostałem jeden.

Ron,
Jesteśmy u Hagrida. Powiedz Binsowi, że się spóźnimy
Do zobaczenia
Hermiona

No tak... Poszli i zostawili mnie. Po śniadaniu razem z Karoline poszliśmy do klasy. Wykład był strasznie nudny. O wojnie czarodziejów z goblinami. Przez okno widać było chatkę Hagrida. Coś było nietak, ponieważ dym z komina nie unosił się... . W środku zimy Hagrid nie palił w piecu. Hermiona i Harry nie zajwili się do końca lekcij. Po dzwonku pobiegłem do chatki zobaczyć, co się dzieje. Zastukałem do drzwi. Nic. Zastukałem jeszcze raz. Nic. Pociągnąłem za klamkę. Drzwi były otwarte. Domek Hagrida wyglądał jakby przeszło przez niego tornado, albo coś gorszego. Kieł leżał na podłodze. Miał suchy nos. Rozpaliłem w kominku. Na stole stały trzy kubki po herbacie.
- Byli tu- powiedziałem do siebie
Ale co się z nimi stało? Gdzie jest Hagrid? Kieł zaczął skomleć. Drzwi do chatki otworzyły się. Stał w nich nie kto inny jak sam...

[ 15 komentarze ]


« 1 2 3   

| Script by Alex

 









  
Newsy po angielsku:
Harry Potter's Page

  
Konkursy-archiwum

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU

Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP

PAMIĘTNIKI : KANON


Albus Severus Potter
Nowa Księga Huncwotów
Lily i James Potter
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik W. Kruma!
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik N. Tonks!
Elizabeth Rosemond

Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Harrego!
James Potter Junior!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik Voldemorta
Pamiętnik Malfoy'a!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Romildy Vane
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Toma Riddle'a
Pamiętnik Lavender

PAMIĘTNIKI : FIKCJA

Aurora Silverstone
Mary Ann Lupin!
Elizabeth Lastrange
Nowa Julia Darkness!

Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Marty Pears
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Pamiętnik Jasminy!

INKUBATOR
Alicja Spinnet!
Pamiętnik J. Pottera
Cedrik Diggory
Pamiętnik Sarah Potter
Valerie & Charlotte
Pamiętnik Leiry Sanford
Neville Longbottom
Pamiętnik Fleur
Pamiętnik Cho
Pamiętnik Rona!

Pamiętniki do przejęcia

Pamiętniki archiwalne

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
>>Księgi Magii<<
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj sw�j HOROSKOP!
Zakon Feniksa


  
Co sądzisz o o zakończeniu sagi?
Rewelacyjne, jestem zachwycony/a!
Dobre, ale bez zachwytu
Średnie, mogłoby być lepsze
Kiepskie, bez wyrazu
Beznadziejne- nie dało się czytać!
  

 
© interREKLAMA.pl
strony internetowe szczecin - Wszystkie prawa zastrzeżone
linki