Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem Joanne Carter (Black) opiekuje się Vicky!

  Księga.
Dodała Joanne Wtorek, 19 Sierpnia, 2008, 11:34

*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^


- Natychmiast go puść – krzyczała Lily jednocześnie łapiąc się za włosy – on Ci nic nie zrobił!! Dlaczego rzucasz na niego zaklęcia, on mnie tak nazwał nie Ciebie, to moja sprawa!!!
- Słyszałaś jak Cię nazwał? Nie podaruję mu tego. – odwarknął James
- James, proszę nie rób tego. To miał być szczęśliwy dzień, nie zamierzałam go tak psuć, myślałam, że mnie wesprzecie. A teraz co? Lily sobie poradzi, nie puści tego płazem Snapeowi. – próbowałam go odciągnąć.
- Z Tobą się jeszcze rozprawię – wycedził na pożegnanie, kierując słowa w stronę ślizgona.
- Potter, nie odzywaj się nigdy do mnie!! A ty Snape – możesz podzielić swój los z Potterem, obaj jesteście okrutni. – wypowiadając te słowa rudowłosa dziewczyna z płaczem odbiegła.
- Haha, ale Ty masz James podejście do bab, nie wytrzymam. Jak mogłeś … - Syriusz przerwał swoje uwagi widząc moją, piorunującą go minę. Odeszliśmy w kierunku jeziora.
- Masz szczęście, że nie było tu żadnego nauczyciela, miałbyś szlaban.
- Wolę szlaban niż nie odzywanie się do Lily. Co w tym złego, że rzuciłem na niego zaklęcie, słyszeliście jak ją nazwał. Nie mogłem tak tego zostawić. Nie daruję mu tego. A no odwdzięczyła mi się nienawiścią. Jo… czy ja jestem taki odrażający??
- Lily postąpiła źle, wręcz okropnie. Ja bym chciała, żeby jakiś chłopak postąpił tak jak ty. Zrozumiałabym wtedy, że czuję się doceniana. I ten ktoś zyskałby u mnie szacunek, bo jest taki bohaterski. Musiała Cię wcześniej już za coś nienawidzić, skoro tak postąpiła. Chodźcie już na kolację, głodna jestem. Tylko nie dręcz już więcej Snape’a, może jak mu odpuścisz, to Lily w końcu Cię polubi.
- Dzięki…
Całą piątką ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Zamek już nie był taki opuszczony, połowa uczniów siedziała już przy stołach. Stanęłam na schodach prowadzących do Sali. Zamknęłam oczy i nasłuchiwałam wszystkich rozmów. Kilka dziewczyn kłóciło się o to, na jaki kolor przefarbować sobie włosy. Jeszcze inne dyskutowały o jakimś Puchonie, jaki on jest cudowny. Wszędzie było słychać jakieś ekscytujące rozmowy. Moja dusza się uspokoiła… jak cudownie jest przebywać w Hogwarcie – pomyślałam.
- Ale bym coś zjadł – wyszeptał Peter siadając do stołu. Od razu wykrzywiłam buzię w dziwnych grymasie – no co? Od obiadu minęło już dużo czasu, a ja jestem głody
- Ależ ja nic nie mówię, ale w końcu po to przyszliśmy i zbędne nam było Twoje mówienie o tym, że chcesz jeść.
Przez kilkanaście minut nikt z naszej piątki się nie odezwał, wszyscy zajęci byli jedzeniem. W tym samym czasie kiedy miałam się odezwać wylądowała przede mną sowa.
O tej porze? To chyba musi być coś ważnego.
Otworzyłam zawiniątko, to była książka. Szybko wzięłam ją do ręki i nagle stało się coś dziwnego: książka sama umościła się wygodniej w mojej dłoni. Ruch był ledwo dostrzegalny, ale poczułam go bez wątpienia. Książka pasowała do mojej ręki jak ulał, jakby trafiła na swoje właściwe miejsce.
Serce zamarło mi na moment.
Przyjrzałam się bliżej i stwierdziłam, że okładka ma dwie klamerki, które kiedyś zamykały książkę, teraz jednak były połamane, a skórzane paski dyndały luźno, jak u rozpiętego zegarka. Na końcu jednego paska sterczał srebrny kolec przypominający kieł węża.
Na okładce było coś napisane, lecz litery tak zblakły, że prawie nie dawały się odczytać. Nakreślone kreską cieniutką jak pajęczyna, pokryte były warstewką kurzu. Zdmuchnęłam go. Moim oczom ukazał się tytuł wytłoczony w skórze dziwnie zaokrąglonymi literami :

Johann Fust

Otworzyłam książkę.
Palce mi drżały, ale strony odwracały się posłusznie jakby same z siebie – jakby niewidzialna ręka sięgnęła z przeszłości, szukając najlepszego miejsa na początek lektury.
Wstrzymałam oddech, zaskoczona.
Niektóre kartki były pozlepiane krawędziami i nie otwierały się, za to inne rozwijały się jak mapy pokazujące tereny. Papier nie był liniowany jak zeszyt, nie było te z w książce miejsca na notatki – więc to nie pamiętnik; a jednak niezadrukowane stronnice w niczym nie przypominały powieści. Wyglądało na to, że przysłano mi pusta książkę? Tylko po co mi księga bez słów?
Podniosłam książkę pod słońce, wydawało mi się, że dostrzegam na kartkach ledwo widoczne świetliste smugi – jakby książkę prześwietlało słońce, komunikując jakąś treść. Podniosłam jedną stronę wyżej pod światło w nadziei, że odczytam zakodowany na niej tekst – ale nie ujrzałam nic. Kartki przypominały cienkie, oszronione szyby. Nieczytelne.
Machinalnie gładziłam stronicę księgi. Nigdy jeszcze nie dotykałam czegoś równie miękkiego. Papier był niczym płatki śniegu tuż przed stopnieniem – albo jak… nie wiadomo co. Mimo to raz otworzywszy księgę, nie miałam ochoty wypuścić jej z rąk. Rzuciła na mnie urok.
Jasne, że to nie może być zwykła książka!
- Co oglądasz?
Remus zaskoczył ją. Z pytającą miną obserwował mnie.
- Nic – odparłam i odwróciłam się gwałtownie, żeby nie zobaczył księgi
- Kłamiesz.
- Mówię przecież, że nic.
- Trzymasz w rękach książkę? Przygodowa?
- Ta książka jest o czym innym. Ktoś przez pomyłkę mógł mi ją wysłać.
- A o czym jest?
Zlekceważyłam jego pytanie i dalej kartkowałam księgę. Czuję się jak pierwszy człowiek, który ją odkrył, chyba że jest to pierwsza księga, która odkryła mnie…
To przecież niemożliwe! Przerzuciłam stronice, szukając karty bibliotecznej, lecz nic nie znalazłam. Nie było też nalepki na grzbiecie, gdzie bibliotekarze naklejają czasem numer katalogowy, który studenci wypisują na rewersie, wypożyczając książkę. Księga była najwyraźniej nierejestrowana. Tak jakby nie istniała. Przeszukałam paczkę, z nadzieją, że znajdę jakąs kartkę. I była :

” Myślę, że Ci się spodoba. Nie miałam pojęcia, co z nią zrobić. Jest pusta. Dlatego wyślę ją Tobie. Możesz zrobić z nią, co tylko chcesz. Mama.”

Zatrzymam ją. Przecież w niej nie ma nawet żadnych słów, więc i tak nikomu się nie przyda. A może jest inaczej? W chwili gdy zamykałam książkę, spostrzegałam jakieś słowa nakreślone na samym środku stronicy. Nawet jej nie szukałam, sama mi się otworzyła!
Skąd wzięły się te słowa? Powtarzały imię i nazwisko wytłoczone na okładce, lecz tym razem imieniu towarzyszyło kilka linijek tekstu, który wyglądał na wiersz. Napisane drobniutkimi literami, były prawie niewidoczne. Jak cała książka, wydawały się nie mieć sensu.
Odczytałam je szeptem.
- Co mówiłaś?
Znowu Remus.
- Nic, nie ważne.
- Powiedziałaś przed chwilą coś dziwnego. Co to właściwie za książka?
Nachylił się, żeby przyjrzeć się z bliska. Zasłaniając księgę ramieniem, wyrecytowałam tekst jeszcze ciszej, tak żeby nie słyszał.

*Gdy Lato się z Zimą rozejdą w jesieni,
sekretu mrok Słońca w sens jasny przemieni.
Gdy Lato od Zimy na zawsze odbiegnie,
rozpadnie się Księga i Świat w gruzach legnie.
Lecz jeśli połączą się znów Pory roku,
na wieki trwać będzie Porządek i Pokój.
Te słowa zapisał Johann Fust.
Sens Głębi odnajdziesz w Sercu swym.*


Skonsternowana, potarłam czoło. Słońce może odnosić się do smug, które widzę na papierze – ale kim lub czym jest Johann Fust? I jak można czytać pustą książkę?
Wyraźnie brakowało mi inteligencji, bo nie zrozumiałam wiersza ani w ząb, nie mówiąc już o całej reszcie księgi.
- Mogę zobaczyć?
- Nie!
- Z daleka wygląda na całkiem pustą książkę.
- Bo nic w niej nie ma – odparłam automatycznie i nagle zamarłam ze zdziwienia, ponieważ zorientowałam się, że Remus nie widzi słów, które ja widzę.
- Pokaż – nalegał
- Nie dotykaj – ostrzegłam, cofając księgę spod jego palców – to jest książka nadzwyczajna, bezcenna… i w ogóle.
Spojrzałam na Rema.
- W tej książce naprawdę nic nie ma – rzekłam łagodniej. – jest pudta.
Dałam mu chwilę potrzymać księgę, po czym wsunęłam ją do plecaka.
- To po co Ci ją ktoś przysłał?
- Nie wiem.



* Słowa z książki Endymion Spring - Matthewa Skeltona

[ 7 komentarze ]


 
Strózowanie i ....
Dodała Joanne Czwartek, 14 Sierpnia, 2008, 19:17

Przepraszam Was serdecznie, za tak krótką notkę. Spowodowało to brak weny i czasu.
***


- Co ja wyprawiam?? Tylko się zakochałam! Jo, opanuj się! On nie jest tego wart, muszę zejść na dół, jak gdyby nic się nie stało. – warczałam na siebie.
Zerknęłam do lusterka i co zobaczyłam? Cały makijaż był cały rozmazany. Nie mogłam nigdzie się w takim stanie pokazać. Zaczęłam więc dokonywać retuszu. Wyglądałam już inaczej, chociaż na twarzy zostały ślady po nieustannym płaczu. Jeżeli chcę zapomnieć o Regulusie, muszę wziąć się w garść. Jestem przecież twarda! Muszę się zastanowić, co z sobą począć. Idę do pokoju wspólnego! Otworzyłam drzwiczki i zbiegłam po schodach. Już szłam ku mojemu ulubionemu miejscu, kiedy zobaczyłam, że Huncwoci siedzą właśnie na nim. O nie! Tylko tego brakowało, zaraz będą mnie pocieszać. Zawracam! Odwróciłam się, kierując swoje ciało w stronę schodów.
- Joanne! – o nie, miałam być niewidoczna! – Chodź do nas.
Ponownie odwróciłam się do Huncwotów. To wołał Remus. Udawałam, że nic się przed chwilą nie stało. Podeszłam do nich.
- Mieliśmy spędzić ten dzień w zabawnej atmosferze. I nie będziemy jej psuć – zdziwiła mnie szczerość Jamesa, starał się nie wspomnieć o Regu. Z troski o mnie?
- Nie będziemy – powtórzyłam
- Zuch dziewczynka. Gdzie idziemy? – teraz wtrącił się Syriusz
- Zlać dupę Twojemu bratu!!! – James niemal to wykrzyknął, wstał i już ruszał do portretu, gdy przerwał mu Remus
- James! To nie rozsądne, nie warto tracić czasu na tego dupka. A poza tym umawialiśmy się, że nie wspomnimy o nim przy… Jo.
- Może po prostu spędzimy ten wspaniały czas u was w dormitorium? – uśmiechnęłam się jak najlepiej, żeby złagodzić sytuację i, żeby w końcu przestać gadać o tym BUFONIE!!
- Ja wiedziałem, że masz świetne pomysły! Idziemy.
Poszliśmy do ich pokoju. Zanim weszłam, sądziłam, że James i Syriusz są strasznymi bałaganiarzami. Ale myliłam się, jak każdy normalny człowiek, mieli na łóżku porozrzucane jedynie kilka rzeczy. Na szafce były jakieś smakołyki z Hogsmeade, zasłony były rozsunięte, ale tylko u Remusa było odwrotnie - miał zasłonięte. Może coś tam ukrywał? Tego nie wiedziała i nie zamierzała się dowiadywać. Najmniej posprzątane było łóżko Petera, na niej było najwięcej jedzenia. Nieposkładane rzeczy leżały na łóżku, a ksiązki walały się wokół niego.
- Myślałam, że to wy najwięcej bałaganicie – słowa skierowałam do Rogacza i Łapy.
- Ale za to nie jesteśmy takimi pedantami jak Remus – wyszczerzył się James.
- Haha, bardzo śmieszne – odgryzł się Lunatyk.
Długo jeszcze rozmawiali, grali w gry planszowe i próbowali transmutować różne rzeczy w pokoju. Aż w końcu koło 19:00 zeszli na kolację. Schodząc, nie spotkali nikogo po drodze. Jedynie kilka duchów.
- Zauważyliście jak tu cicho? Ciekawe, gdzie są pozostali uczniowie. – zapytał Remus. Ledwie potem znalazła się na to pytanie odpowiedź, gdy weszli na błonia.
- … tylko po to, żeby mieć przyjaciół? – wrzeszczała rudowłosa dziewczyna
- Ale nie, to nie tak. To pewien kolega mi ich przedstawił, nie wiedziałem, czym oni się zajmują – protestował czarnowłosy chłopak w ślizgońskich szatach.
- To nie tak? A jak? Nie znasz Malfoya? Chyba tylko ty jeden nie wiesz, czym on się zajmuje!! – dziewczyna była cała czerwona, po jej twarzy przenikały różne emocję, musiało pójść o coś poważnego
- Lily, proszę. Wiesz, że to nie tak. Ja już nigdy z nimi nie będę obiecuję. Ja…
- Nigdy Ci tego nie wybaczę. A może w tym „stowarzyszeniu” obgadujesz mnie, wyzywasz mnie od szlam, knujesz? Skąd mam wiedzieć? Straciłam do ciebie zaufanie! Dlaczego taki jesteś? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi! – wymawiając te ostatnie słowa kompletnie się rozryczała.
- Wiesz, zasługujesz na to miano.
W tej chwili ktoś przepchnął mnie przez ramię.
- Co ty sobie wyobrażasz? Że będziesz ją tak nazywał? Masz czelność?- wybuchnął James
- A ty się nie wtrącaj – każde słowo Lily wymieniła osobno przez zęby.
- Mam się nie wtrącać? A ty byś mu pewnie pozwoliła na to słowo? Żeby tak do Ciebie mówił?
- James, przestań to nie Twoja sprawa – podeszłam do niego odciągając go, ale wyrywał mi się.
- Ty też, to sprawa moja i Severusa. Odejdźcie, obydwoje. Już!
- Uważałam Cię za mądrzejszą osobę. – odburknęłam. Odchodząc usłyszałam tylko wypowiedziane zaklęcie. Odwróciłam się i zobaczyłam oszołomionego Seva, no tak - Drętwota. Biedny Severus.

[ 5 komentarze ]


 
Zapowiadał się wspaniały dzień, gdyby tylko nie on..
Dodała Joanne Środa, 30 Lipca, 2008, 19:27

Nareszcie wzięłam się za siebie i napisałam ciut dłuższą notkę, dokładnie przemyślałam wasz komentarze i wzystko pstarałam się naprawić, mam nadzieję, że się udało! A teraz czytajcie :

***
Następnego dnia (sobota), rano, koło godziny 7:30 wstałam i widząc, że dziewczyny jeszcze śpią poszłam od razu do łazienki i zajęłam się lekkim makijażem. Delikatny błyszczyk, maskara, fluid i do tego paznokcie pomalowałam francuskim. Według mnie połączenie tego wszystkiego było oszałamiające. Włosy szybkim zaklęciem wyprostowałam (jak fajnie, że zajęło mi to kilka sekund) i spięłam w kitkę. Wróciłam do pokoju ubrałam się i chwile potem przypomniałam sobie wszystko, co się wczoraj zdarzyło. O mało się nie rozpłakałam, ale w duchu przypomniałam sobie słowa James’a : „ nie możesz tak robić, jakiś tam chłopak nie jest warty twojego płaczu.” Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o moim stróżu, może jest jakaś szansa, że gdy będę „chroniona” przez Syriusza, Reg pozazdrości i będzie chciał do mnie wrócić. Teraz nie chcę już myśleć o chłopakach. Zaniedbałam ostatnio Julię, dawno długo nie gadaliśmy, głównie o nauce.
Po cichutku udałam się na dół do PW. Siedział tam Remus zaczytany w jakiejś książce.
- Cześć – uśmiechnęłam się do niego – co czytasz?
Remus zdumiony tym, że się do niego odzywam (znaliśmy się tylko z widzenia i też przez Syriusza i Jamesa).
- Cześć, bardzo ciekawa powieść przygodowa, jest obłędna! Terry Pratchet - świetny autor.
- Pratchett? Nie żartuj! Też go czytasz? Jest świetny, oh.. te jego świetne opisy czarownic i magów.
Przegadaliśmy na temat książek dobrą godzinę, pół godziny przed dziewiątą do pokoju weszła cała rozpromieniona Julia, świetnie wyglądała w krótkiej, jeans’owej spódnicy i w bluzce na ramiączkach. Proste włosy miała rozpuszczone. Wyglądała uroczo. Gdyby nie miała chłopaka zdziwiłabym się, że tak się wystroiła. Jej lubym był niski, środnio przystojny i miły chłopak: Xenofilius LoveGood (ciekawe imię, no nie?)
- Nie będę się pytała gdzie się wybierasz. – uśmiechnęłam się do niej w szyderczym uśmiechu.
- Oj, przestań. Spotykam się z nim, bo uczymy się razem, a tak poza tym jest bardzo miłym kolegą. – odpowiedziała.
- Uczycie się? W sobotę? W dodatku rano? – zadrwiłam z niej.
- No dobra, spytał się mnie wczoraj, czy spędzę z nim dzisiaj cały dzień. Nie gniewasz się, że mnie z Tobą dzisiaj nie będzie?
- Ależ oczywiście, nie gniewam się. Mam tylu przyjaciół, że nie wiem, czy miałabym dzisiaj dla Ciebie czas. – odpowiedziałam obrażona.
- No proszę, nic Ci się nie stanie. A gdybyś ty miała spędzić cały dzień z chłopakiem, nie poszłabyś? – warknęła – a w dodatku Ty byś mi nawet nie powiedziała, że nie będziemy się widywać.
Lekko się zarumieniłam.
- Proszę nie chcę się dzisiaj kłócić, już i tak mam za dużo zmartwień jak na ten tydzień.
- A co się stało? – spytała
- Aaa... zaraz jak się zobaczymy opowiem Ci – odpowiedziałam, a w głowie przemknęły mi wczorajsze zdarzenia nad jeziorem. Obojętna twarz Regulusa, płacz, ubolewanie nad stratą i stróż. – a będzie tego sporo.
- Jo, ja już naprawdę jestem spóźniona. A poza tym on nie toleruje spóźnialskich. Paa – mówiąc dała mi wielki buziak w policzek. Kochana jest.
- Och, żebym to ja mogła tak spędzić cały dzień z jakimkolwiek chłopakiem – wyżaliłam się Remusowi, który zanurzył się w książce.
- Przecież to żaden problem, taka śliczna dziewczyna jak Ty, na pewno znajdzie sobie towarzystwo na dzisiejszy, słoneczny dzień. – odpowiedział z radością w oczach, ale dalej czytał.
- Ja śliczna? Nie rozśmieszaj mnie.. – zakpiłam sama z siebie. Moja włosy wyglądały niczym wielka szopa. Mama zawsze mówiła, że mam śliczne, gęste włosy i, że każdy na moim miejscu dziękował Niebiosom za taki dar. Ja tak nie uważałam, dobrze, że można prostować włosy, bo nigdy nie wyszłabym z domu z takim puchem. A jeszcze do tego mam za duży nos, psuje kompozycje na mojej twarzy. Nawet moje uda są grube. Bynajmniej ja tak uważam. Koszmar, wstydzę się nawet chodzić w spódnicy. Jedyne, co mam normalne w sobie, to moja cera. Jest gładka i bez żadnych pryszczy.
- Nie ma się czym denerwować. Nie możesz popadać w kompleksy, naprawdę wyglądasz świetnie.
- Yhmm.. dzięki, że dodajesz mi otuchy.
Nastąpiła cisza. Nikogo oprócz nas nie było w Pokoju. Remus czytał, a ja, korzystając z chwil spokoju, zamknęłam oczy i puściłam wodze wyobraźni. Wtem, niewiadomo skąd, ktoś położył mi ręce na oczach.
- Zgadnij kto to! – zaśmiał się James.
- hmm.. pomyślmy, skoro Remus czyta książkę, to nie może to być on. James się odezwał, czyli to nie może też być on, bo bym za szybko zgadła. Albo Peter albo Syriusz, a może jakiś przystojny chłopak…
- Co? Twierdzisz, że nie jestem przystojny? – oburzył się Syriusz.
- Ha! Wiedziałam, że to Ty! – odezwałam się niezwykle uradowana – dla mnie nie jesteś przystojny.
- Osz ty… pożałujesz tego – w tej chwil dwie, jakże delikatne i ciepłe ręce zaczęły mnie dotykać po całym ciele, co zapewne miało być gilgotaniem. Zaczęłam się śmiać, a mój śmiech słychać było w całej wieży Gryfonów.
- Jo mówiła, że chce dzisiaj spędzić sobotę w towarzystwie chłopaków. – odezwali się niespodziewanie Remus chwilę po tym jak przestałam się śmiać.
- Ej, ja to tylko tobie mówiłam!
- Ee ejj.. dobra, Remus nic nie mówił zrobimy to od początku – wykrzyknął James.
Szybko wybiegł na schody, żeby ponownie wrócić i powiedział
- Cześć Jo, dzisiaj jest piękna sobota, chcesz spędzić dzisiejszy dzień w naszym towarzystwie?
- Byłoby mi niezmiernie miło, gdybym mogła.
- Możesz zawsze, kiedy tylko chcesz! – powiedział Peter.
- Zgodzę się z Glizdkiem – przytaknął Syriusz.

***

- Jejku.. to już jedenasta? – wykrzyknął niespodziewanie James, kiedy siedzieliśmy na pomoście nad jeziorem. Tak! Na tym samym nieszczęśliwym pomoście, kiedy to miałam okropny dzień. – tak długo już ze sobą spędzamy czas, że nie wiedziałem, że dopiero minęły dwie godziny.
- Dzięki dzisiejszemu dniu mogliśmy się lepiej poznać – odrzekł Remus.
- A znaliśmy się tylko z widzenia, albo przez moją znajomość z Regulusem. – udałam, że się uśmiecham
- Nawet mi już o nim nie wspominaj, sorry Łapa.
- Mówiłem już, że on tak jak moja matka ubóstwia „czystokrwistowców”, czasami on też jest wkurzający.
- Co dzisiaj będziemy robić? – szybko zmieniłam temat, żeby już o nim nie myśleć. – Będziemy tak cały dzień siedzieć?
- Mi to nie przeszkadza… mogę leżeć ile mi się chce… - powiedział Syriusz rozkoszując się czystym powietrzem. – a szczerze mówiąc, to chce mi się… - popatrzył na Jamesa
- Łapa, myślisz o tym samym co ja ?
- yhmm..
Ledwo co zdążył wypowiedzieć słowo i już obaj biegli do jeziora, wskoczyli i ochlapali nas.
- Ej, ale wejść to mogliście spokojnie, bez żadnych ‘chlapań’. – zadrwiłam
- Ale wtedy nie byłoby frajdy – wyznał Syriusz – dołączysz się?
- Nie… tak mi jest dobrze.
- Jak chcesz, ale potem ty będziesz tego żałowała?
Chłopaki zaczęli się chlapać, James zdążył zanurkować i popłynął pod wodą do Syriusza, złapał go za nogę i wywrócił.
- Aaa.. czyś ty zdurniał? Tak niespodziewanie mnie topić...?
- Ale wtedy nie byłoby frajdy.
Długo się jeszcze wygłupiali, aż wreszcie koło godziny 15:00 poszliśmy w kierunku zamku.
To, co zobaczyłam odebrało mi mowę. Gdyby nie James pewnie znowu popsułby mi się dzień. Na schodach zobaczyłam Regulusa. Niestety nie był sam, koło niego siedziała ładna brunetka, była zgrabna, chuda i jeszcze do tego nogi miała położone na kolanach Rega! Co to był za koszmar, wczoraj rano myślałam jeszcze, że mnie kocha. A on kiedy, na niego patrzyłam robił tylko te swoje słodkie oczka (czasami żałuję, że znam się z Syriuszem, bo on strasznie przypomina mi o Regu), byłabym z nim taka szczęśliwa, a teraz… ta lala i on się całują! To był cios w serce. Łzy napływały mi do oczu, nie mogłam tego wytrzymać. Dlaczego to nie ja jestem na jej miejscu? Zaczęłam biec do środka zamku, wbiegłam na ruchome schody i jedynie, co słyszałam to mój lament i powoływania, był to chyba Syriusz i James, chociaż zdawało mi się, że wołał do mnie jakiś obraz. Wbiegłam do pokoju wspólnego. Na moją niekorzyść było tam dużo uczniów, starając się nie zwrócić ich uwagi na mnie wbiegłam do mojego dormitorium zanosząc się jeszcze większym płaczem.

Zapomniałam jeszcze dodać, że wracam 13, więc notka ukaże się 14.08. Bye, bye ! ;**

[ 6539 komentarze ]


 
Rozmowa. Rozpacz. Pocieszenie. Stróż
Dodała Joanne Czwartek, 24 Lipca, 2008, 17:28

Może to źle, a może dobrze, ale chcę zacząć trochę inaczej, lepiej będzie mi rozwijać akcję od trzeciego roku. Dodam wątki miłosne i akcja będzie bardziej rozwinięta. I dodam jeszcze, że moja bohaterka nie jest takiego typu, że niby jest piękna, że mieszka w dormitorium z Lily. itp. Chcę mieć trochę inną fabułę, będę pisała na inny temat.
****
Zaczął się trzeci rok nauki Joanne Carter. Ma wspaniałą przyjaciółkę – Julię. Zna się z najbardziej czarującymi chłopakami w Hogwarcie: Jamesem Potterem i z Syriuszem Blackiem. I zakochała się. Nie w Potterze, nie w Syriuszu, ale w Regulusie. Każdego dnia, każdej nocy myślała o nim, chciała być przy nim na zawsze. Kochała go szalenie. Lecz pewnego słonecznego dnia, jej nadzieja na ten związek zgasła.
- Cześć Reg – oznajmiła Jo, kiedy tylko zobaczyła Regulusa Blacka. – przejdziemy się po błoniach, chciałabym z Tobą porozmawiać.
- No hej, dobrze, że chcesz, bo ja akurat miałem to samo zrobić.
Wyszli na błonia i pod pobliskim drzewem Joan zobaczyła paczkę Huncwotów: Jamesa Pottera, Syriusza Blacka, Petera Pettigrew i Remusa Lupina. Ten drugi, gdy zobaczył swojego brata razem z Carter oniemiał z zazdrości. Jego brat ma dziewczynę, taka była jego pierwsza myśl, bo widok ich będących razem był rzadkością.
- Cześć Regulusie, cześć Jo – wykrzyknął James i natychmiast do nich podszedł – romantyczny spacerek nad jezioro, co?
- Cześć, wiesz… chciałam iść z Wami, ale przyuważyłam, że, ku mojemu zdumieniu, jesteście zajęci nauką….
- My i nauka? – przerwał jej Black – on czytał tylko pewien list, a ty wyciągasz pochopne wnioski.
- Oj przestań, tylko żartowałam.
- A możemy iść z Tobą? – spytał lekko zarumieniony Syriusz
- Zawsze, tylko w tej chwili nie, bo chcę poprowadzić ważną rozmowę z Tym bratem.
- Oh… to nic, jak skończycie, to przyjdź do nas.
- Chodź Jo, bo to będzie długa rozmowa.. – oznajmił równie przystojny brat Blacka.

***
Dotarli nad jezioro, usiadli na pomoście i zaczęłi rozmawiać
- Wiesz … - rozpoczęła Jo – chciałam Ci powiedzieć, że.. eee.. ymm, to trochę krępujące, ale… zakochałam się w Tobie.
- Wiem – powiedział beznamiętnym tonem Regulus
- Eee.. że niby skąd?
- To widać, gdy tu szliśmy trzymałaś mnie pod rękę, często widzę kątem oka jak na mnie patrzysz, jest to trochę denerwujące
- To znaczy, że ja jestem dla Ciebie obojętna? – zapytała przerażona
- Nazywaj to jak chcesz, ale to jest właśnie prawda! – odparł Reg. W tej chwili Jo już nie czuła nic, cały świat się dla niej zawalił, patrzyła na chłopaka zaskoczona, myślała, że po tej rozmowie wyzna jej miłość i będą razem.. zawsze myślała, że on też się w niej zakochał.. że będą szczęśliwi, że wszyscy im będą zazdrościć, że są razem.. to mogło być coś pięknego… a jednak…
- Ale zawsze, gdy rozmawialiśmy wydawałeś się taki uśmiechnięty – wyszeptała bliska płaczu dziewczyna – myślałam, że też mnie kochasz!!
- Przykro mi, ale nie- mówiąc to wstał i odszedł.
Jo rozryczała się już nie na żarty… płakała i jednocześnie myślała o tym, żeby się utopić i na zawsze odejść z tego świata. Obejrzała się i zobaczyła, że błonia są opustoszałe, widziała tylko jednego ciemnowłosego chłopaka, ale to nie było dla niej ważne. Wstała i płacząc zaczęła biec do zamku. Biegła i im była bliżej, tym bardziej daleki wydawał jej się zamek.
- Ej.. zaczekaj – krzyknął ciemnowłosy chłopak i objął dziewczynę – co się stało? Czy to był Reg? Co Ci zrobił… wiem, że rozmawialiście…
Dziewczyna spojrzała na niego i jeszcze bardziej się rozpłakała. Zaczęła walić pięściami w jego tors, coraz mocniej.. ale chłopak to wytrzymywał. Dla niego było ważne, żeby Jo już się uspokoiła.
- To nie Regulus, to ja! Dlaczego byłam taka głupia…? – krzyczała – zawsze nic mi nie wychodzi. James.. dlaczego tak jest?
- Chciałbym, żebyś przestała już płakać, nie możesz tak robić, jakiś tam chłopak nie jest warty twojego płaczu. Siadaj, opowiesz mi wszystko po kolei.
- Ja też chciałbym wiedzieć – do dwójki podszedł jeszcze Syriusz, który wszystko widział idąc tu, do James’a.
-Ugh… bo.. jaa .. – chlipała dziewczyna – zakochałam się w Twoim bracie.. uu… - i znowu nastąpił potok łez..
- Oh.. chodzi o miłość? – warknął Black – i co, zawiodłaś się na nim, bo on powiedział, że Cię nie kocha?
Joan kiwnęła głową, pogrążając się w rozpacz.
- Oj Syrek, ty to masz podejście.. może sama nam opowiesz Waszą rozmowę? – uśmiechnął się James.
Opowiedziała im wszystko dokładnie. James z troski pocałował ją w policzek, co wywołało podobny odruch u Syriusza.
- Dziękuję wam, jesteście kochani… - uśmiechnęła się dziewczyna – ale nie mogę być wesoła i się uśmiechać, kiedy widzę tego… przystojnego… zawsze uśmiechniętego… DEBILA!
- Hehe… przestań Syriusz będzie miał za zadanie codziennie cię pilnować, żebyś go nie oglądała… będzie Twoim stróżem.
- Nigdy nie lubiłem swego brata – parsknął Syriusz i zaczął się śmiać – ale mi nawet pasuje to stróżowanie.


Mam nadzieję, że nota się podobała!

[ 11 komentarze ]


 
Normalnie w Hogwarcie?
Dodała Joanne Środa, 02 Lipca, 2008, 23:37

- Julia... popatrz na tego chłopaka. Tego brata Syriusza, z naszego domu. Czy nie jest przeuroczy? – tajemniczo szepnęła Joanne – jest zupełnym przeciwieństwem tego Syriusza.. ale są tacy podobni.
- Jo.. Ty nie myśl o chłopakach tylko za naukę się weź od początku roku szkolnego!
- Przestań, tak się tylko zapytałam. – Dziewczyna ponownie spojrzała w stronę Slytherińskiego młodzieńca. Chłopak się odwrócił i, ku zdumieniu Jo, spojrzał na nią. Uśmiechnął się i pomachał w jej stronę. Szybko się odwróciła. Dlaczego do niej pomachał? Czyzby on tez wcześniej ją ujrzał? W duchu był szczęśliwa. Nowy rok, a tu już tak cudownie jest. Zaczęła jeść. Spojrzała na Julię. Ona przeszła już do owoców. Tak długo nie jadłam?
Ile czasu zajęło mi patrzenie się na Blacka? Czy to już miłość?? Nie! Nie w tym wieku, tylko tak się nim interesowałam. Dopiero teraz spojrzałam na stół…, jakie tam były przepyszne dania. Ochoczo wyglądały. Zaczęłam jeść, gdy byłam już nasycona zaczęłam rozmawiać z Julią:
- Julia… jutro, z samego rana muszę iść wysłać do mamy list. Powiadomię ją o moim o przyjęciu do Gryffindoru. Ty chyba tez powinnaś, przecież cała Twoja rodzina była w innym domu.
- O jejku… zapomniałabym, no pewnie, że muszę przez to jedzenie poprzewracało mi się w głowie.
- Przepraszam, że przerywam tę jakże interesującą rozmowę…, ale na imię mam James.. a Wy? – przystojny blondyn szyderczo się uśmiechnął, siedział tuż obok Syriusza. Pewnie już się zakumplowali, bo, jak zauważyła Jo, na przyznawaniu stali koło siebie i cały czas razem się trzymają.
- Ohh, ja jestem Joanne – odpowiedziała nasza bohaterka
- A ja jestem Julia – ona nie była już tak zainteresowana chłopakiem jak Jo.
- Miło mi bardzo. Mam nadzieję, że dobrze będziecie się bawić w szkole. Tu jest tak magicznie – zaśmiał się razem z bratem Regulusa i on również się odezwał:
- Ja jestem Syriusz Black. Próbujemy zawierać nowe znajomości, z resztą sami poznaliśmy się w pociągu. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś porozmawiamy.
- No pewnie, nie chce być nieuprzejma, ale.. – głos Dumbledore’a jej przerwał
- Wiem, że jedzenie jest przepyszne – uśmiechnął się – ale jest już późno. Wolałbym abyście się udali do dormitoriów. Poproszę prefektów, aby zaprowadzili Pierwszoroczniaków.
Rozległy się szumy wstawania. Wszyscy ruszyli do drzwi, ale tylko pierwszoroczniaki zostały, czekały na Prefektów.
- Chodźcie Gryffoni za mną! – Znowu nastało poruszenie, tym razem to Gryffoni ruszyli za Prefektem. Szli po żywych schodach. Nastały ponowne zachwyty i wszyscy się rozglądali po całym ‘holu’. Dotarli na 4. piętro. Prefekt powiedział wszystkim hasło i rzekł, że jest tylko jedno wejście do Gryffindoru, chyba, że oknami, ale nigdy nie wiadomo, które to okno. Weszli do Pokoju Wspólnego. Cały był w czerwieni, jego ściany był czerwone, krzesła, fotele i nawet ramki od szyb i obrazów. Prze okna wlatywały strumienie sztucznego światła. A w kontach stały nawet stoliki do szachów. Tuż obok drzwi postawiono tablicę ogłoszeń, wisiał na nich dni wyjścia do Hogsmeade. Prefekt opowiedział, ze PW to czas na wspólne odrabianie lekcji, rozmowy, itp., a nawet na imprezy po wygranych meczach Quidittch’a. Rzekł również, że dormitoria dla chłopców są po prawej stronie po schodach, a dziewcząt po lewej, a bagaże są już przy każdym łóżku. (Do dormitoriów chłopców są tylko jedne drzwi, jeżeli jakieś dwie osoby wejdą z różnych klas do jednych drzwi to ten pierwszy chłopak zostanie przeniesiony do swojego dormitorium, a ten drugi do swojego.) A najciekawsze w tym wszystkim było to, że wszystkie znajdujące się tam obrazy oraz postaci w nich opowiadały ciekawe historie związane z Gryffindorem. Można było godzinami słuchać tych opowiadań. Wszyscy przepychem udali się do dormitoriów.

_____________________
Proszę o szczere koentowanie, za błędy przepraszam ;)

[ 13 komentarze ]


 
PRZYZNAWANIE!
Dodała Joanne Wtorek, 24 Czerwca, 2008, 22:19

- Pierwszoroczni do mnie!! – Krzyczała prof. McGonagall. Była dość wysoką, tęgą kobietą. Była szczupła. Włosy, koloru cementu, spięte miała w dość ciasny kok. Miała na dobie zieloną togę z przyozdobieniami czarnych pasków. Wyglądała na osobę poważną i bez humoru. Jo, na pierwszy rzut oka, czuła do niej niechęć. Słyszała od mamy, że p. McGonagall jest zastępczynią dyrektora. Pierwszaki posłusznie podeszły i starsza kobieta poprowadziła ich przez schody. Westchnieniom nie było końca. Słychać było dość głośne szepty. Każdy się zachwycał.
- Julia, spójrz – wykrzyknęła Joanne wskazując swoim długim palcem na ruchome schody. Mama jej kiedyś o nich opowiadała, ale Jo nigdy nie wyobrażała sobie, że one tak cudownie wyglądają. Na ścianach do wysokiego sufitu zamieszczone był obrazy. Rozmawiali między sobą. Starsza kobieta z dziewczynką w kwiecistym kapeluszu dyskutowały o tym, ile w tym roku osób trafi do Gryffindoru. Uczniowie dotarli do drzwi do Wielkiej Sali.
- Posłuchajcie mnie, wkroczymy teraz do Wielkiej Sali i dojdziemy na drugi jej koniec. Zobaczycie na stołku Tiarę Przydziału. Domyślam się, że wiecie, co to takiego jest? No, więc kiedy do niej dotrzemy, to będę czytać alfabetycznie Wasze nazwiska. Macie wejść kulturalnie i bez żadnych podszeptów. Gotowi? Zatem ruszajmy.
Profesor zamaszystym ruchem otworzyła drzwi. Sala była niesamowita. Ściany miały kolor pestki od brzoskwini, a sufit.. ach SUFIT! To raczej był żyjący sufit. Było tam niebo, domyślić się można, że w nocy. Chmury płynęły, a całość wyglądała cudownie!
- Joo.. Przecież to jest nieziemskie! – powiedziała półgłosem Julia..
Dotarli do stołka z Tiarą. Dyrektor powitał ich w Hogwarcie i przekazał ‘głos’ Pani Wicedyrektor
- Bez żadnej przemowy przestąpmy do przydzielania. Jako pierwszy będzie :
Aktiver, Cris !
Chłopak niechętnie podszedł do stołka. Usiadł na nim, a pani profesor nałożyła mu Tiarę :
- O, Aktiver- wykrzyknął ‘kapelusz’ – syn aurorów : Diany i Moritza! Fascynujące.. Wiesz do jakiego domu należeli?
- Huffelpuff?
- Tak! Widzę, że się interesujesz Hogwartem. No dobrze, niech będzie : HUFFELPUFF
Chłopak uśmiechnięty podszedł do stołu swojego domu.
- Black, Regulus – przystojny chłopak o dużych, charakterystycznych oczach podszedł do Tiary.
- Hmmm, potomek Blacków.. Ach! Jaka to była szlachetna rodzina. Oczywiście, że Slytherin!
Chłopak z kamienną twarzą poszedł do ‘zielonych’.
- Black, Syriusz. – ‘To musi być jakaś rodzina’ pomyślala Jo. Chłopak był tak samo przystojny jak Reg. Ale, jak zauważyła, Joanne Syriusz stał zupełnie z innym towarzystwem.
- Oj… coś mi się zdaje, że nastąpi przełomowy moment. Na pewno nie zajdziesz do Slytherinu.. hmm.. niech będzie : GRYFFINDOR.
Chłopak nie miał pojęcia co się stało, cała jego rodzina była w Slytherinie.
- Carter, Joanne – dziewczynka drgnęła, odwróciła się do Julii, a następnie pomknęła ku prof.
- Och.. tu bez zastrzeżeń idziesz do Gryffindoru. – Dziewczyna uśmiechnęła się i podbiegła do stołu siadając obok Syriusza.
Profesor kolejno wyczytywała nazwiska. Pojawił się Curie David, a za nim kolejno : Evans Lily, Longbottom Frank, Badgood Julia ( była to przyjaciółka Jo, trafiła niespodziewanie do Gryffindoru. Trochę się jej to nie spodobalo, ale czego nie robi się dla przyjaciół. Cieszyła się, że będzie z Carter’ówną), Lupin Remus, Pettigrew Petter, Potter James, Parkinson Polly.
Jo zaciekawił jeden osobnik: chłopak, dość wysoki. Miał czarne włosy, tak jakby lekko przetłuszczone. Budził u niej przyjazne uczucia.
- Severus, Snape - Krzyknęła podobnie Profesor.
Lekko przygarbiony podszedł i założył kapelusz..
- Och, wiem. Jesteś synem Ellen (chyba;p) Prince. Ona była w Slytherinie, więc ty też tam trafisz.. SLYTHERIN.
Chłopak nawet nie ruszył twarzą. Nie wyrażał żadnych emocji. A Jo obiecała sobie, że musi go poznać. „Przyznawanie” zakończone.
- No, wszyscy już jesteście w swoich domach, więc możecie przystąpić do uczty : Jedzcie!
Wszyscy ‘rzucili się’ na jedzenie. Jo tęsknie spojrzała w stronę Slytherinu, i patrzyła się na Blacka, Regulusa Blacka.

_____
Nie mam pojęcia, czy Regulus miał tyle lat co Jo i Syriusza, ale było mi to potrzebne. Akcja się rozwija i coś mi się zdaje, że wracam. Pozdrawiam Was serdecznie i o szczerą krytykę wręcz BŁAGAM ! :D

[ 7 komentarze ]


 
!
Dodała Joanne Wtorek, 27 Maja, 2008, 17:56

Ja Was bardzo przepraszam. Miałam mały szlaban na komputer i nie mogłam napisać kolejnej notki. Przepraszam bardzo. Mam nadzieję, że wyrobię się do niedzieli :)
Przepraszam Was po stokoć :**

[ 5 komentarze ]


 
2. Julia i podróż do nowego świata. Do domu prawdziwych czarów.
Dodała Joanne Wtorek, 13 Maja, 2008, 15:18

… No tak pociag odjeżdżał. Joanne była zachwycona wygodą tapczanów. Rozglądała się po cały przedziale, szukała jakichś zakamarków.
-Przepraszam, czy można się dosiąść? – zapytała kruczoczarna, pierwszoroczna dziewczynka. Miała piękne, czarne oczy. Była tego samego wzrostu, co Jo. Miała śliczny uśmiech. Ubierała się bardzo kolorowo. Widać było, że była osobą szczęśliwą.
-Ależ oczywiście.
Dziewczynka położyła walizkę i stała wpatrując się w okno..
- Jak Ci na imię? – zapytała Jo.
- Julia, a Ty ? – odpowiedziała zmieszana
- Joanne (czyt. Dżoen) – stwierdziła – też pierwszoroczna?
- No tak.. – powiedziała Julia siadając – strasznie się cieszę, że jadę do Hogwartu. Mam nadzieję, że trafię do Ravenclaw..
- Do Ravenclaw? Dlaczego? Ja bym wolała do Gryffindoru.. o tak tam to dopiero jest świetnie. Przecież tam nawet sam Dumbledore chodził!! Za to Slytherin.. nie w żadnym wypadku nie Slytherin.
- Do Ravenclaw chodziła moja mama, babka i prababka. Ja na pewno też tam będę.. Może Ty też tam trafisz?!
- Może.. a skąd pochodzisz? Z Londynu.. ? Bo ja z Manchesteru.
- Tak?? Ja też..! Ale świetnie..
Nastała chwila ciszy. Jo nie miała co mówić, bo to, co by powiedziała byłoby bez sensu. Popatrzyła w okno i zaczęła rozmyślać o rodzicach.. Co będą robić bez niej? Nastanie cisza w domu? Czy, wręcz przeciwnie, będą mogli w spokoju odpocząć w ciszy? Tego nie wie ale będzie pamiętała pisać listy.
- Masz chłopaka ? – zapytała energicznie Julia
- Nie, wydaje mi się, że jestem jeszcze na to za młoda. Ja bym chciała tak z kimś być prawdziwie. Tak na poważnie, bo przecież, co to za miłość bez wzajemnego kochania się..
- Masz rację.. Ale ja tak tylko się zapytałam, by zagaić rozmowę.
- Dzięki.. że w ogóle chcesz ze mną gadać.. w okolicach domu nie miałam przyjaciół ani koleżanek. Mimo, że to było osiedle czarodziejów. Nikt nie chciał ze mną przebywać uważali mnie za dziwadło..
- No to już masz mnie.. - uśmiechnęła się
Ten uśmiech był taki niesamowity, skądś go znała, był taki prawdziwy. Jo myślała, a raczej czuła, że ona I Julia zostaną przyjaciółkami.
Pociąg zbliżał się do Hogwartu..
- Proszę, załóżcie szaty.. zbliżamy się do Hogwartu – oznajmił prefekt
Dziewczyny wymieniły szybkie spojrzenia i zaczęły się przebierać.. Pociąg stanął, dziewczyny, tak jak wszyscy uczniowie, wyszły na korytarz. Zrobiło się strasznie tłoczno i trudno było się wydostać z pociągu. W koncu udało im się wyjśc.
- Jo.. – zaciekawiła się Julia – eee.. co to jest? Karety bez koni??
- Na pewno Dumbledore je zaczarował, żeby same jeździły..
- Pewnie masz rację. My płyniemy tymi łódkami?
- No.. bo pierwszoroczni przez rzekę.. A dlaczego to już nie wiem – uśmiechnęła się Jo.
Wsiadły do łodzi i popłynęły. Przez całą nadrzeczną podróż nic do siebie nie mówiły. Były zafascynowane widokiem zamku. Jednak Jo myślała nad czymś innym. Chciała trafić do Gryffindoru. Chciała zdobyć przyjaciół, żeby nie być samotnym. Chciała.. po prostu być kimś ważnym w Hogwarcie. Niekoniecznie być slawnym..
Łódki dopływały do brzegu, a na schodach widać było poważną profesor McGonagall.

[ 24 komentarze ]


 
1. To już dziś!!
Dodała Joanne Sobota, 10 Maja, 2008, 12:06

Króciutka - wiem, ale z czasem staną się dłuższe, nastepną notkę dam w tygodniu, za tydzien siostra ma komunię, wieć muszę dać w tygodniu(przygotowania). A tak to będzie dawana co tydzienm w niedzielę.
______

- Maamooo! Ja zaraz muszę jechać ... !! - Powiedziała pospiesznie Joanne Carter. Jest to jedenastoletnia dziewczyna o długich, brązowych włosach. Ma piękne, duże, oczy podchodzace pod kolor bursztynowy. Jest bardzo ładna i wysoka.
- Nie panikuj! Spakowałaś wszystko, niczego nie zapomniałaś? - rzekła jej mama, Marta Carter.
- No mamuś, przecież wiesz, że tak!
- Oj, córcia.. Będę za Tobą tęsknić ;** - powiedziała ze łzami w oczach matka.?
- Ja za Tobą też . ;**
- No juz koniec, nie za dużo tych czułości. Idź już tata na Ciebie czeka.
- O.K. pa ;**
Jedenastolatka przyczołgała ogromną walizkę do kuchni (z piętra na parter) i drzwiami frontowymi wyszła z domu. Wraz z tatą udała się na dworzec Kings Cross. Odszukała peron między 9, a 10 i przeszła przez ścianę (nieznaną dla mugoli, słynną wśród czarodziejów). peronie stał wielki pociąg koloru czerwonego. Nazywa się Hogwart-Express.
Joanne była wniebowzięta.! Pierwszy raz jechała do Hogwartu, do prawdziwego domu czarów, do świata czarodziei.
- Jejku, jak ja dawno tu nie byłem - powiedział ojciec dziewczyny - Cristiano.
- Oj, tu jest cudnie - szepnęła dziewczynka.
- No to chyba czas już wsiadać..?
- ... będzie mi się cięzko przyzwyczaić - posmutniała Joanne.
- Oczywiście ale Ci się tam spodoba, na pewno!
- No to do zobaczenia, pa ;** - powiedziała, calująć tatę w policzek.
- Napisz za tydzien.. a nawet codziennie ;** Kocham Cię Jo ;* - powiedział stroskany ojciec ze łzami w oczach ...
Joanne była szczęśliwa. odeszła od taty i wsiadła do pociągu. Od razu znalazła wolny przedział i podbiegła do okna, zaczęła machać do taty. Pociąg powoli odjeżdżał


_____
Może się podobała, może nie. Nie wiem, zresztą ocencie sami. Pozdrawiam Vicky ;**

[ 21 komentarze ]


 
Początek!
Dodała Joanne Czwartek, 08 Maja, 2008, 21:42

Hej! Jestem tu nowa. Strasznie uwielbiam tutejsze pamiętniki. Zawsze je czytam ;) Będę pisała tutaj o nieznanej nam z ksiązki dziewczynie. Mam nadzieję, że będziecie czytać ten pamiętnik. Zachęcam ;** POzdrawiam
Vivky!

[ 10 komentarze ]


« 1 2   

| Script by Alex

 









  
Newsy po angielsku:
Harry Potter's Page

  
Konkursy-archiwum

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU

Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP

PAMIĘTNIKI : KANON


Albus Severus Potter
Nowa Księga Huncwotów
Lily i James Potter
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik W. Kruma!
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik N. Tonks!
Elizabeth Rosemond

Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Harrego!
James Potter Junior!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik Voldemorta
Pamiętnik Malfoy'a!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Romildy Vane
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Toma Riddle'a
Pamiętnik Lavender

PAMIĘTNIKI : FIKCJA

Aurora Silverstone
Mary Ann Lupin!
Elizabeth Lastrange
Nowa Julia Darkness!

Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Marty Pears
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Pamiętnik Jasminy!

INKUBATOR
Alicja Spinnet!
Pamiętnik J. Pottera
Cedrik Diggory
Pamiętnik Sarah Potter
Valerie & Charlotte
Pamiętnik Leiry Sanford
Neville Longbottom
Pamiętnik Fleur
Pamiętnik Cho
Pamiętnik Rona!

Pamiętniki do przejęcia

Pamiętniki archiwalne

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
>>Księgi Magii<<
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj sw�j HOROSKOP!
Zakon Feniksa


  
Co sądzisz o o zakończeniu sagi?
Rewelacyjne, jestem zachwycony/a!
Dobre, ale bez zachwytu
Średnie, mogłoby być lepsze
Kiepskie, bez wyrazu
Beznadziejne- nie dało się czytać!
  

 
© interREKLAMA.pl
strony internetowe szczecin - Wszystkie prawa zastrzeżone
linki